Ten koncert miał się odbyć osiemnaście miesięcy temu. Rosnący od tego czasu apetyt na bujające brzmienia armii instrumentów dętych i zachwycający damski wokal spod znaku Brass Against w końcu został jednak zaspokojony. Niemal pełna Proxima tego dnia imprezowała na całego.
„Brass Against to kolektyw, którego celem jest tworzenie muzyki inspirującej do zmiany społecznej i osobistej” – to motto amerykańskiego składu. Nic więc dziwnego, że zdecydowana większość granych przez nich utworów to kompozycje Rage Against The Machine, Toola, System of a Down i Audioslave. Właśnie na te numery czekała warszawska publiczność. Wśród zgromadzonych nie brakowało osób w koszulkach Toola, którego amerykański oktet supportował w maju w Krakowie.
Brass Against przywitał się z publiką swoją aranżacją Cochise autorstwa Chrisa Cornella z czasów Audioslave. Wystarczyło kilkadziesiąt sekund, żeby brassowy groove made in USA rozniósł się po całej Proximie. Niebieskie i różowe światła wypełniły scenę. Do siódemki muzyków odzianych w białe kombinezony dołączyła ubrana na czarno Sophia Urista. W pierwszych fragmentach występu żywiołowością i ewidentnym ukontentowaniem wyróżniała się jednak gitarzystka, która z zespołem zaczęła występować zaledwie tydzień wcześniej. Bulls on Parade z repertuaru Rage Against The Machine porwało ją całkowicie, a Proxima efektywnie dotrzymywała jej w tym kroku.
Przyszedł czas na cover Toola. Niesamowicie wykonany Stinkfist wywołał salwę oklasków. „Jestem z Detroit, ale mam kuzyna z Polski, serio” – wyjawiła Urista, po czym zapowiedziała klasyk z repertuaru System of a Down. Po Aerials czasoprzestrzeń Proximy wypełniły solowe popisy na trąbkach. Publiczności najbardziej w tej części koncertu do gustu przypadł jednak Kashmir. Utwór Zeppelinów zagrany na dęciakach (z prowadzącym suzafonem i świetnym puzonem) wywołał ciarki chyba nie tylko na moich plecach. Groove, baby! To był moment, po którym Urista nie mogła przestać powtarzać, że warszawski koncert jest najlepszym na trwającej trasie.
Następnie wybrzmiały covery Alanis Morissette i Deftones. Po nich kolektywne poruszenie wertykalne wywołało Guerilla Radio – Proxima skakała razem z Brass Against. Po tym utworze swoje pięć minut (dosłownie) miał perkusista, któremu przy solowych popisach aż zjeżdżały okulary z nosa.
Kolejnym punktem wieczoru było Freedom zadedykowane w szczególności ukraińskim uchodźcom. Cała sala podniosła pięści w górę i zawtórowała rozemocjonowanej krzyczącej do mikrofonu puzonistce – WOLNOŚĆ!
Forty Six & 2 z repertuaru Toola zakończyło główną część koncertu i wydawało się, że twórczość Maynarda Keenana i spółki wypełni też czas bisów. Lateralus przeszedł jednak w numer, na który wszyscy czekali – Killing in the Name. – „F*ck you, I won’t do what you tell me” – na setki gardeł. Czad. W słabo wentylowanym tego dnia klubie publiczność więcej już by chyba nie zniosła. Świetny występ Brass Against zakończył wspólny ukłon całej ósemki. Urista podzieliła się winem ze spragnionymi fanami pod sceną i przy gromkim aplauzie zespół zszedł ze sceny. Na te dęciaki, ten wokal, na ten GROOVE warto było tyle czekać!
P.S. A we wrześniu… Rage Against The Machine!
Setlista
- Cochise
- Bulls on Parade
- Stinkfist
- Aerials
- Umbra
- Kashmir
- Uninvited
- My Own Summer (Shove It)
- Guerilla Radio
- The Pot
- Pull the Trigger
- Freedom
- Forty Six & 2
- Lateralus
- Killing in the Name
- Eihwar – Warszawa (07.04.2026) - 17 kwietnia 2026
- WARGASM (UK): „Chcemy złapać błyskawicę do butelki” - 13 kwietnia 2026
- Poppy – Warszawa (27.03.2026) - 9 kwietnia 2026






