Site icon KVLT

Cannibal Corpse, Krisiun, Blood Incantation – Wrocław (17.08.2022)

Kiedy pojawiła się wiadomość, że legenda death metalu, Cannibal Corpse, zagra w sierpniu dwa koncerty w naszym kraju, wiedziałem, że nie mogę tego przegapić. Pierwotnie zespół miał przyjechać do Polski w towarzystwie The Black Dahlia Murder, jednak w związku z nagłą śmiercią wokalisty, Trevora Stranda, TBDM został zmuszony do wycofania się z koncertów. Zastępstwo znalazło się bardzo szybko: brazylijscy weterani z Krisiun oraz death metalowi wizjonerzy z Blood Incantation. Zapowiadał się zatem pyszny, wypełniony mocarnymi dźwiękami wieczór.

Klub A2 we Wrocławiu to jedna z moich ulubionych miejscówek koncertowych, którą odwiedzałem już kilkakrotnie i nigdy nie wyszedłem zawiedziony. W sierpniowe popołudnie już na długo przed otwarciem drzwi w okolicy klubu krążyły grupy metalowców. Koncert cieszył się ogromnym zainteresowaniem w sieci, na co wpływ miała również bardzo przyzwoita cena biletów. Jednak na stoisku z merchem… rozczarowanie. Abstrahując od wysokich cen koszulek, bluz i innych odzieżowych gadżetów, nie było w ofercie płyt CD ani od Cannibal Corpse ani od Krisiun. Szkoda, bo chciałem nabyć ich najnowsze krążki. Pozostało mi więc wyczekiwać solidnego wynagrodzenia w postaci świetnego koncertu.

Jako pierwsi miejsce na scenie dostali Blood Incantation. Muzycy ze stanu Kolorado swoim technicznym death metalem i mocno rozbudowanymi kompozycjami, opisującymi w tekstach sprawy związane z UFO, szeroko pojętymi tajemnicami kosmosu oraz teoriami spiskowymi, zaserwowali czterdzieści pięć minut hipnotyzującego spektaklu. Jedynym minusem było to, że dostali od dźwiękowców stosunkowo mało mocy i niezbyt wyszukaną oprawę świetlną, ale niestety tak to bywa z supportami. Muzycznie zeszli jednak ze sceny z podniesioną tarczą przy entuzjastycznych okrzykach publiczności.

Następnie na scenie pojawili się Krisiun, których darzę ogromną sympatią od ponad dekady. Trzej bracia zagrali z taką mocą, że całe sześćdziesiąt minut miałem wytrzeszczone oczy i z każdej piosenki cieszyłem się jak dziecko. Nie zabrakło klasyków, jak chociażby Kings of Killing czy Combustion Inferno oraz utworów z najnowszego krążka Mortem Solis, jak utwór Swords into Flesh. Śpiewający basista, Alex Camaro, między utworami nakręcał publiczność do granic możliwości, komplementując energię polskich fanów i posiłkując się przy tym zwrotami w naszym języku: „Dziekuja!”, „Kurwa mać” czy „Ja pierdole”, co wywoływało uśmiech na twarzy każdego zgromadzonego w klubie fana. Jedynym mankamentem koncertu Krisiun było wykonanie Blood of Lions, podczas którego mniej więcej w okolicach drugiej minuty panowie przestali się całkowicie słyszeć i wstrzymali dalsze granie, szybko przechodząc do kolejnego kawałka. Szkoda, bo ten utwór byłby idealnym zwieńczeniem świetnego koncertu. Ale i tak było wyśmienicie.

Przyszedł czas, kiedy z tyłu sceny wzniosło się ogromne, czerwone logo zapowiadające gwiazdę wieczoru. Nagle, jak gdyby nigdy nic, muzycy Cannibal Corpse wyszli na scenę, chwycili gitary, przyjęli bojowe pozycje i… rozpętało się istne, metalowe piekło. Publiczność ogarnął szał, a kwintet z Buffalo wylewał z siebie siódme poty, niemiłosiernie machając głowami i nie szczędząc instrumentów. Miałem szczęście być cały czas pod samą sceną, zaraz naprzeciwko gitarzysty, Roba Barretta, z którym cały czas utrzymywałem kontakt wzrokowy i pokazywaliśmy sobie między utworami „rogi” i „łapki w górę”. Na uwagę zasługuje tu również postawa wokalisty, „Corpsegrindera”, który w przerwach troszczył się o fanów, rzucając im wodę i apelował o bezpieczną zabawę. W setliście Kanibali nie zabrakło klasyków, takich jak Scourge of Iron, I cum Blood czy Fucked with a Knife. Z nowej płyty zespół zagrał między innymi Inhumane Harvest oraz Condemnation Contagnion, a na zakończenie całego show nieśmiertelny Hammer Smashed Face. Cannibal Corpse zeszli ze sceny w glorii chwały, a fani jeszcze długo stali pod sceną, nie mogąc się otrząsnąć po tak rewelacyjnym show. Po raz kolejny ci klasycy ekstremalnego metalu potwierdzili swoją dominację w gatunku. Kto nie był, niech żałuje.

Exit mobile version