Cult of Luna to jeden z tych zespołów, którego trzeba doświadczyć na żywo, jeśli mowa o post-metalu w jakiejkolwiek odmianie. Szwedzi w ciągu 20 lat działalności na scenie zbudowali wokół swojej twórczości aurę niemal kultowego zespołu, czemu zresztą jestem w stanie przyklasnąć i stanąć w równym rzędzie z fanami z całego świata. Nie ma rozmowy o post-metalu bez znajomości poczynań jednego z tuzów tego gatunku. Wraz z nową, mocno wyczekiwaną płytą A Dawn to Fear (2019), Cult of Luna ruszyli w trasę promującą album, zabierając na pokład dwa supporty – i tu się zaczyna prawdziwa niespodzianka tej relacji. Doskonale czułam klimat koncertu, znając albumy Szwedów wraz z ich wszystkimi kolaboracjami i odstępstwami, ale zupełnie nie sprawdziłam zaplanowanej tzw. rozgrzewki, snując plany jedynie skromnej obserwacji, bez wnikania w szczegóły przed daniem głównym wieczoru. Jakież było moje zdziwienie, kiedy sceną zawładnęły dwie niepozorne kobiety. Zaczynamy!
Na pierwszy ogień brytyjska wokalistka o pseudonimie A.A. Williams wraz zespołem. Cudowny, niski, kobiecy głos, spokojne prowadzenie melodyjnych, klimatycznych utworów, plus odpowiednie uderzenia w kilku newralgicznych miejscach kompozycji – cóż za uczta dla ucha! Oprawa zupełnie mnie nie interesowała, Pani Williams zaciekawiła mnie na tyle, że w szybkim czasie zapomniałam, iż czekam na coś zupełnie innego. Ktoś z publiki podsumował jej występ mianem post-rockowej Tori Amos i muszę przyznać, że coś w tym musi być, szczególnie jeśli chodzi o hipnotyzujący wokal. Bardzo dobry aperitif!
Drugi zespół natomiast pretenduje do podium jednego z największych zaskoczeń roku 2019, przynajmniej w moim rankingu. Bardzo lubię perkusistów-wokalistów, ale to, co pokazała Stefanie Mannaerts z belgijskiego trio o nazwie Brutus zachwyciło mnie bez reszty. Energia, dynamika, wyraźny, mocny wokal, fajna prezencja, ogień na scenie! Muszę przyznać, że momentami miałam wrażenie, iż towarzyszący Stefanie Panowie nie nadążali za jej ekspresją, próbując dotrzymać kroku takiemu żywiołowi. Najbardziej jednak ujmowały mnie momenty wysokich wokaliz wyjątkowo zgrabnie odśpiewanych podczas naparzania w perkusję. Niektóre kompozycje były dość proste w konstrukcji – hardcore wymieszał się z wpływami punka, gdzieś zahaczając o standardy post-rocka, a inne zadziwiły mnie zmiennym tempem i rozbudowanym charakterem, jak znakomity War z najnowszego wydawnictwa Nest (2019). Absolutny sztos – jak mawia młodzież, plus czysta przyjemność z takiego zaskoczenia. Przedsmak cudowny!
Na koniec danie specjalne i muzycy, dla których pojawiłam się tej niedzieli w Progresji. Oczekiwanie na zespół sięgało zenitu, szczególnie że ostatni raz widziałam ich lata temu w niezbyt dobrej formie i z niezbyt dobrym nagłośnieniem. Tym razem musiało być dobrze, a przynajmniej satysfakcjonująco, znając mniej więcej planowaną setlistę i program wystąpienia. I tak, zaskoczeń nie było, a zachwyt owszem, szczególnie w pierwszej części setu. Fajna, specyficzna dla Cult of Luna oprawa oświetleniowa skupiająca światło na tle zamiast na postaciach, „żaglowiec” jako element stały w tyle sceny i dym, dużo dymu, plus ciężkie na wejście dźwięki 10-minutowego The Silent Man – tak się zaczęło. Od początku profesjonalnie, mocno, transowo i zimno. Wraz z nadejściem mojego faworyta Nightwalkers z najnowszego wydawnictwa byłam już totalnie kupiona i oczarowana koncertem. Później niestety gdzieś ten cały majestat mi ginął aż do rewelacyjnie odegranego Passing Through i z perłą na koniec w postaci The Fall. Jednego jestem jednak pewna po niniejszym koncercie: jeśli ktoś nadal nie zrozumiał tego wieczoru fenomenu grupy, to z całym szacunkiem – chyba nic z tego nie będzie i musimy się pożegnać. Cult of Luna zadbali wyjątkowo o detale oraz uzyskanie efektu wielowarstwowości swoich kompozycji (szczególnie tych nowych), nie zabrakło również pewnej przestrzeni i napięcia w rozbudowanych kompozycjach. Udało się – koncert klasa.
Setlista:
The Silent Man
Finland
Nightwalkers
I: The Weapon
And With Her Came the Birds
Lights on the Hill
In Awe Of
Passing Through
The Fall
To był ostatni koncert, na który czekałam w tym roku i jednocześnie pierwszy, na którym tak mocno zdziwiłam się podczas supportów. Takie miłe zaskoczenia uwielbia każdy, więc z niekłamaną satysfakcją żegnam koncertowy rok z uśmiechem. Na koniec podziękowania należą się ekipie Winiary Bookings, która ściągnęła Cult of Luna do Polski. Progresja tym razem się nie wyprzedała, jednak fakt licznej publiki wciąż świadczy o popularności grupy, której jeszcze nie tak dawno zwiastowano rychłe zapomnienie. Bardzo niesłusznie, bardzo.
Do następnego!
Autorem zdjęć jest Aleksander Honc – Photocoder.pl
- Podsumowanie roku 2025 wg redakcji KVLT - 6 stycznia 2026
- Bryan Adams – Kraków (31.07.2025) - 25 sierpnia 2025
- Mystic Festival 2025 – Gdańsk (4-7.06.2025) - 23 czerwca 2025
Tagi: A.A.Williams, brutus, Cult Of Luna, koncert, live, post-metal, progresja.








