Gojira, Kerry King – Kraków (19.08.2025)

Jeden z najbardziej wyczekiwanych koncertów tego lata już za nami – gdy piszę te słowa kurz po show Gojiry i „solowego” projektu Kerry’ego Kinga w krakowskiej Tauron Arenie powoli już opada. A ma po czym opadać, gdyż oba występujące we wtorkowe popołudnie/wieczór składy nie zawiodły i dostarczyły dwie i pół godziny niezapomnianych wrażeń – przede wszystkim muzycznych, choć i oko było na czym zawiesić.

Ominąłem zarówno debiutancką płytę, jak i wszelkie newsy o nowym zespole Kinga, zakładając, że prawdopodobnie będzie to po prostu duchowy spadkobierca Slayera z ostatniej płyty Repentless, a może nawet jego gorsza, bo pozbawiona riffów Hannemanna wersja. We wtorkowy wieczór nowy zespół charakterystycznego gitarzysty (skład bardzo mnie zaskoczył, bo King, Osegueda, Demmel, Sanders i Bostaph to wręcz „supergrupa”) zaprezentował lwią część From Hell I Rise. Zaskoczeń nie było – to bardzo „slayerowe” granie, doskonale spisujące się na żywo jako bardzo dobry rozgrzewacz, pozbawione jednak tej iskry cechującej najlepsze dokonania Zabójcy. Mimo tego moje wrażenia z występu Kerry’ego i spółki były bardzo pozytywne: King na autopilocie jest wciąż lepszy niż na oko ¾ wszelakich traszyków i z wielką łatwością wprowadza nogi lub głowę w jakikolwiek ruch, tryskający energią i bardzo rozgadany Mark Osegueda wokalnie spisał się nienagannie nawet w kilku odegranych coverach Slayera i sprawił, że zatęskniłem za słuchaniem Death Angel, publiczność od pierwszych dźwięków Where I Reign wpadła w szał, a towarzysząca występowi pirotechnika dbała o to, aby temperatura wewnątrz Tauron Areny nie spadła ani na moment. Wspomniałem o coverach Slayera, na szczęście Kerry King nie poszedł na łatwiznę i było ich jedynie kilka. Mimo niewątpliwej solidności autorskiego matariału tego projektu, to właśnie one spowodowały największą euforię wśród zgromadzonych w Krakowie ludzi i myślę że samo w sobie stanowi to bardzo celne podsumowanie.

Setlista:
Where I Reign
Trophies of the Tyrant
Residue
Two Fists
Idle Hands
Repentless
(cover Slayer)
Toxic
Rage
Disciple
(cover Slayer)
Shrapnel
Raining Blood
(cover Slayer)
Black Magic (cover Slayer)
From Hell I Rise

Francuska Gojira przechodzi właśnie kolejny w ostatnich latach boom popularności, tym razem spowodowany występem na otwarciu ubiegłorocznej Olimpiady. Poskutkowało to nie tylko prawie wyprzedaną i wypełnioną dość młodymi uczestnikami eventu Tauron Areną (dla porównania dwa lata temu zespół występował „ledwie” na mniejszej sali w Arenie Gliwice), ale również zdecydowanie bardziej rozwiniętą stroną wizualną koncertu – ogień na scenie buchał co chwila, nie brakowało również serpentyn oraz o wiele większego niż ostatnio ekranu wyświetlającego animacje/publikę/zespół. To nie koniec niespodzianek – wszystkich nas zaskoczyło zaproszenie na scenę samego Vogga, który wraz z Gojirą wykonał From the Sky, ponadto Francuzi postanowili oddać hołd niedawno zmarłemu Ozzy’emu Osbourne’owi odgrywając Under the Sun z repertuaru Black Sabbath. Żeby nie było zbyt różowo, to wokal Joe Duplantiera był zbyt cichy (szczególnie w początkowej części koncertu), a konsekwentne pomijanie w setlistach pierwszych dwóch płyt niestety zawsze będzie mnie bolało. We wtorkowy wieczór zespół olał też The Way of All Flesh – bez Toxic Garbage Island ciężko mi uznać show Gojiry za kompletny, a wrzucenie tego klasyka zamiast nakłaniania publiczności do obciachowego zawodzenia przed i w trakcie The Chant stanowiłoby wyłącznie wartość dodaną. Zabrakło mi też perkusyjnej solówki Mario Duplantiera, którego popisy były ozdobą obu moich dotychczasowych spotkań z zespołem. Ech, sporo tych narzekań, ale nie dajcie się im zwieść – to wciąż Gojira, zatem usłyszeliśmy mnóstwo świetnych i nienagannie wykonanych numerów, a mocniejsze postawienie na piro sprawiło że całość była nieco innym doznaniem niż dotychczas. Pamiętam jednak czasy, kiedy zespół sięgał jeszcze chociażby po utwory z debiutu, i muszę przyznać, że słysząc na żywo kolejny raz Another World czy wspomniane już The Chant, coraz mocniej tęsknię za tamtym okresem. Nie wydaje mi się też, aby krakowskiej publiczności przeszkadzało we wtorek cokolwiek – na płycie ściana śmierci była poganiana kolejną ścianą, pogo momentami było dziksze niż sama muzyka, a crowdsurferów było zapewne ponad stu – myślę że po takim popisie Francuzi uczynią Kraków punktem obowiązkowym na każdej ze swoich kolejnych europejskich tras.

Setlista:
Only Pain
The Axe
Backbone
Stranded
Born for One Thing
Flying Whales
The Cell
From the Sky
Another World
Silvera
Mea Culpa (Ah!
ça ira!)
The Chant
Amazonia
L’enfant Sauvage
Under the Sun
(cover Black Sabbath)
The Gift of Guilt

 

Jak więc oceniłbym cały wieczór? Mocno pozytywnie – Kerry King z zespołem wypadł bardzo energicznie i z werwą, przy okazji udowadniając, że traszyk w wykonaniu starych wyjadaczy wciąż może mieć się dobrze, Gojira dostarczyła profesjonalne i dopracowane show z kilkoma pozytywnymi niespodziankami oraz dyskusyjnymi rozwiązaniami w zakresie setlisty. Cóż, jeszcze się taki nie urodził, co by wszystkim dogodził – dlatego też wtorkowy wieczór wolę zapamiętać na plus, choć wciąż tli się we mnie nadzieja, że z kolejną płytą Francuzi bardziej nawiążą do swoich początków, a to poskutkuje jeszcze mocniejszym uderzeniem następnym razem.


Zdjęcia: Norbert Dorobisz. Więcej fotografii z koncertu już wkrótce w naszej galerii.

Łukasz W.
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , .