Dnia 8 listopada 2022 udałem się w kierunku nabrzeża w jednym celu – by po dwudziestu pięciu latach „fanowania” wreszcie zobaczyć na żywo Hypocrisy. Stało się to możliwe dzięki organizatorom, czyli Knock Out Productions, którzy ściągnęli zespół do Polski w ramach Worship European Tour i klubowi B90, który wpuścił go w swoje mury, mieszczące się przy Stoczni Gdańskiej.
Na supportujące headlinera Horizon Ignited się spóźniłem. Kiedy wchodziłem do klubu, wybrzmiało klasyczne „this will be the last one” i ostatni kawałek usłyszałem z przedsionka oraz strefy z merchandisem. Nie mogę po takiej dawce ocenić występu, ale wydawało się, że zespół brzmiał poprawnie, a jego melodyjny death metal zapewne spodobał się niejednemu.

Zdjęcia z koncertu Horizon Ignited.
Po Finach na scenę weszła załoga z Kanady, czyli The Agonist. Grupa ta prezentuje odmianę metalu, która jest dla mnie nie do przyjęcia i rozbija się o mój gust totalnie, starałem się jednak zepchnąć swoje uprzedzenia na bok. W 45-minutowym show położono nacisk na utwory chwytliwe. Odnalazłem w nich kilka partii, w których pojawiał się ciężar lub groove, z gatunku wgniatających w ziemię. Muzycy sprawnie operowali instrumentami, wszystko było odegrane w punkt, wokalistka próbowała nawiązać kontakt z publicznością. Nie zmienia to jednak faktu, że odebrałem ten set jako nieprzekonujący, a piosenkarka sprawiła wrażenie niepewnej swojej roli na scenie. Tak sam stosunek mam do kompozycji, z jednej strony progresywnych i technicznych, a z drugiej mających zapędy do epickich zaśpiewów, które, upraszczając, nazwałbym „najtłiszowymi”. Ja takiej mieszanki nie jestem w stanie strawić i choć growlowanie frontmance przychodziło z wielką łatwością, to śpiew wpadał w rejestry, które drażniły. Nie moja para kaloszy.

Zdjęcia z koncertu The Agonist.
Jako trzeci wyszedł zespół Septicflesh. Z racji jego dużej popularności w naszym kraju zaobserwowałem, iż sporo fanów metalu przyszło głównie na występ tej właśnie formacji. Od pierwszych dźwięków mistycznego intra klub zrobił się jakiś mroczniejszy, a muzycy na scenie zdali się więksi. Silne brzmienie kapeli nie słabło przez cały występ, którego widownia słuchała z aprobatą. Lider zespołu, Spiros Antoniou, dwoił się i troił, by zachęcić publikę do zabawy. Usłyszeliśmy głównie rzeczy nowsze, można było zapomnieć o Ophidian Wheel czy czymś z mojej ulubionej Revolution DNA. Wybrzmiały na przykład flagowe hymny, takie jak Communion, Neuromancer, Martyr czy Anubis. Publiczność przyjmowała każdą kompozycję Septicflesh z zachwytem, a ja z zadowoleniem ruszałem głową w rytm utworów. Znalazłem jednak jeden mały minus setu Greków: z małymi wyjątkami zespół, wybierając swoje hity, postawił na utwory bardzo do siebie podobne w budowie, składające się z synonimicznych elementów. Powtarzały się zatem marszowe zwrotki czy łamany, podbijany stopami przerywnik lub motyw przewodni. O ile takie kawałki sprawdzają się, kiedy są rozrzucone po różnych płytach, o tyle w takim zagęszczeniu trochę się zlewają i wprowadzają monotonię. Cieszyłem się więc bardzo, gdy kapela wrzucała fragmenty spod znaku blastu, gdzie Krimh mógł w pełni się rozpędzić. Uogólniając, było dobrze, ale sądzę, że mogło być lepiej.

Zdjęcia z koncertu Septicflesh.
Po występie ostatnich „rozpędzaczy” nadszedł czas na danie główne. Zespół dowodzony przez niezmordowanego Petera Tägtgrena wyszedł na scenę nieco spóźniony, a i tak uważam, że planowy start o 22.15 w środku tygodnia był trochę przesadzony. Może się czepiam, ale w moim uznaniu wszystko powinno zacząć się o godzinę szybciej, by gwiazda grała w optymalnym czasie. Już przy rozpoczynającym koncert utworze tytułowym, Worship, dało się zauważyć małe przerzedzenie pod sceną. Późna godzina zaczęła zbierać swoje żniwo i objawiać się nie tylko znikaniem ludzi z klubu, ale i osłabionymi reakcjami na muzykę. Nie przeszkodziło to jednak wyjadaczom z Hypocrisy. Choć grali już 44. występ na trasie, wypadli, jakby mieli po dwadzieścia lat i wyszli prosto z kilkudziesięciominutowej wizyty w saunie. Byłem w szoku – widziałem wiele nagrań koncertowych, ale do tej pory nie miałem okazji zaobserwować Tägtgrena, który ma swoje lata na karku, w tak dobrej kondycji i tak świetnym nastroju. Muzyk, znany ze swojego specyficznego poczucia humoru, od czasu do czasu rzucał jakiś komentarz, ale przede wszystkim skupiał się na kopaniu fanom tyłków. Utwory przechodziły płynnie z jednego w drugi, tworząc coś na kształt „the best of…”, z uwzględnieniem ostatniej płyty. Pojawiły się nowości i totalne starocie: Fire in the Sky z Into the Abyss, Don’t Judge Me z Catch 22, Inferior Devoties z Osculum Obscenum czy Mind Corruption z The Fourth Dimesion. W napięciu czekałem jednak na swój hit wszech czasów, który wreszcie wybrzmiał jako ostatni utwór setu. The Final Chapter rozległo się bez żadnej zapowiedzi – po prostu pałker wystukał rytm i bez ostrzeżenia zaczął grać. Gdy dołączyły do niego gitary z moim ukochanym, klimatycznym i lekko blackmetalowym riffem, byłem w siódmym piekle. Tyle lat czekałem, by go usłyszeć na żywo, i w końcu się udało. Takie chwile pozostają na lata w pamięci. Nic już nie ma prawa ich zniszczyć.
Nie zawiodłem się na Szwedach, a wręcz pozytywnie się zaskoczyłem. Mocny występ, dobry wybór utworów, potężna energia. Nie wyobrażam sobie lepiej skonstruowanego setu. Co prawda widziałem poźniej kilka komentarzy wytykających mało czytelne brzmienie, ale nie mogę się z nimi zgodzić. Hypocrisy to przedstawiciel szwedzkiego death metalu i może na ostatnich płytach dźwięk nie wypada już w tak charakterystyczny dla tej odmiany sposób, ale przekrojowa prezentacja dorobku jednak zobowiązuje. Gitary musiały zatem rzęzić nieczytelnie, a bas bulgotać silnie przesterowany. Taki urok tej sztuki. Jak dla mnie formacja mogłaby wrócić do brzmienia z Abducted i The Final Chapter, więc odebrałem ten zabieg in plus.

- Sepulchral – „Beneath the Shroud” (2025) - 22 kwietnia 2026
- Guerra Total – „Of Death’s Apotheosis… Cthulhu’s Call and the Terror of the Cosmic Unknown” (2025) - 19 kwietnia 2026
- At the Gates – „The Ghost of a Future Dead” (2026) - 10 kwietnia 2026
Tagi: 2022, B90, death metal, gdańsk, Horizon Ignited, hypocrisy, Knock Out Prodcutions, koncert, relacja, Septicflesh, The Agonist.







