Onslaught to zespół, który co prawda zawsze był gdzieś trochę z tyłu za peletonem thrashowych potęg, ale poważanie wśród fanów zachowuje niezmiennie do dziś. Dlatego trzydniowa trasa tego zespołu po naszym kraju wzbudziła niemałe zainteresowanie, a spowodował to przede wszystkim repertuar jaki Anglicy wykonują aktualnie na żywo. W pierwszej części każdego wieczoru w całości grają swój album The Force, a to z powodu trzydziestej rocznicy jego publikacji, przypadającej w tym roku.
Ja zdecydowałem się na szczeciński przystanek tego objazdu (w Polsce zagrali jeszcze też w Gdańsku i Warszawie) i skierowałem się do klubu Słowianin, by przetestować także grupy supportujące Onslaught, Pierwsza z nich czyli Blaakyum pochodzi z bardzo egzotycznego zakątka tzn. z Libanu. To formacja działająca już ponad dwadzieścia (z przerwą w poprzedniej dekadzie). Panowie mieszają ze sobą thrash, death oraz folk metal i choć to nie jest to granie szczególnie nowatorskie, to jednak ten półgodzinny set zainteresował dość dużą liczbę przybyłych do klubu fanów. Pewnie głównie z powodu brzmienia perkusjonaliów, które obsługiwał Elie Abou Abdo. Muzycy zagrali głównie numery z tegorocznego albumu Line Of Fear (m.in. Religion Of Peace), ale też wybrali coś z debiutu, najbardziej chyba znany swój utwór – Am I Black.
Drugim zespołem na deskach Słowianina był tego wieczoru francuski reprezentant thrash/deathowej szkoły, czyli No Return. Grupa działa od 1989 roku i od tego momentu do dziś gra w niej gitarzysta Alain Clement. Reszta ekipy, doszła już później. Np. Mick, który śpiewa, jest w No Return od trzech lat i trzeba przyznać, że rolę „frontmana” spełnia całkiem sprawnie. Francuzi przygotowali dla nas przekrojowy zestaw, głównie złożony jednak z nowszych kawałków takich jak np. Paint Your World z płyty Fearless Walk To Rrise czy dynamiczny i melodyjny Rising z Manipulated Mind. Zaprezentowali bardziej technicznie granie niż poprzednicy i zdecydowanie słychać było doświadczenie i lata „stażu” tym biznesie.
Fiński Mors Principium Est (co tłumaczy się Śmierć jest początkiem) poznałem niedawno i choć mam awersję do stylu, który im został przypisany (melodyjnego death metalu), to postanowiłem dać im szansę. I muszę przyznać, że nie był to czas stracony, bo zwłaszcza środkowa część występu była dobra. Takie utwory jak Leader Of The Titans z ostatniej płyty Finów nieźle rozruszały publikę. Okazuje się, że etykietka, którą muzycy dostali nie jest do końca trafna. Grają bardziej agresywnie, a dobry wokal Ville Viljanena sprawia, że fani skandynawskiej estetyki powinni być zadowoleni ze styczności z tą kapelą.
Onslaught widziałem dotąd tylko raz (na czeskim Brutalu) i słabo pamiętam tamten show. Ten szczeciński na pewno mocniej utkwi w mej głowie, bo Anglicy pokazali, że mimo upływu lat wciąż jeszcze potrafią nieźle przywalić dźwiękiem i w wersji live są zdecydowanie w dobrej dyspozycji. Co prawda z pierwszego składu zostało ich dwóch: gitarzysta Nigel Rockett oraz wokalista Sy Keeler, ale to wystarczy, bo zwłaszcza ten drugi ma charyzmę, której brakuje wielu jego rówieśnikom!
Tak jak już wspomniałem Onslaught gra podczas tej trasy The Force – płytę sprzed 30 lat i dlatego Let There Be Death otworzył ten gig, a następnie zabrzmiało sześć pozostałych kawałków z owego albumu. Oczywiście metalmaniacy szczelnie oblepili barierki przed sceną od początku żywo reagując na to, co się na niej działo, a Sy i jego ekipa odpalali kolejne pociski. Po pierwszej części zaatakowali numerami z innych płyt m.in. Killing Peace oraz Destroyer of the Worlds, a chyba największe poruszenie wzbudził 66fuckin6 z ostatniego studyjnego albumu VI. Dźwięki katarynki na jego wstępie zmobilizowały widzów do tańca i do końca już na parkiecie było gęsto, a ludziki co chwila się przewracały w ferworze zabawy…
Keeler, zadowolony z takiego przyjęcia zapowiadał kolejne pieśni, aż przyszedł czas na ostatnią – Thermonuclear Devastation of the Planet Earth z debiutanckiego albumu Power from Hell. Potem jeszcze były pamiątkowe fotki, autografy i wspólne piwo z muzykami, a zatem after party dopełniło wrażeń z tego naprawdę udanego show.
Autorem relacji jest Radek Bruch.
- Polski EDEN DENIED (prog rock/metal) pod koniec 2025 roku wydał debiutancki album „Afternoon for a Soul” - 25 lutego 2026
- LYRRE (neomedieval/folk metal) ujawnia drugi singiel z nowej płyty - 25 lutego 2026
- UKĆ: „nie lubię, kiedy za głośno krzyczą” - 24 lutego 2026
Tagi: Blaakyum, death metal, folk metal, koncert, Mors Principium Est, No Return, Onslaught, Radek Bruch, relacja, szczecin, Słowianin, thrash metal.






