Post Mortem Fest XVI – Toruń (01.06.2024)

Zapoczątkowana w 2015 roku inicjatywa festiwalowa pod nazwą Post Mortem, 1 czerwca br. doczekała się swojej XVI edycji. Promujący zespoły z szeroko pojętego nurtu post/sludge/black/doom metalu event zagościł tradycyjnie na deskach toruńskiego NRD, przewidując tym razem występy ASSA / Moira / Three Eyes Of The Void / Praise The Plague.

Wbrew spotykanej często prawidłowości, sobotnia impreza od samego początku przyciągnęła całkiem liczne grono sympatyków, dzięki czemu nawet pierwsza, reprezentująca barwy lokalnej sceny ASSA nie miała podstaw, by czuć się osamotniona. Hałaśliwy kwartet, meandrujący gdzieś między sludgem, post/black metalem i noisem nie wprawił mnie co prawda w warte odnotowania osłupienie, myślę jednak, że ciekawie pokombinowana i eksperymentalna muzyka Torunian znalazła w sobotę niejednego amatora, który skrzętnie zanotował sobie nazwę bandu w swoim muzycznym kajeciku.

Nieco bardziej szarpnęła mną kolejna goszcząca na festiwalu kapela. Śląska Moira charakteryzuje swoją twórczość jako dark hardcore, co samo w sobie stanowiło dość intrygujące połączenie. Rzeczywiście, sporo w dźwiękach zespołu hardcorowej motoryki i groove, przemieszanych z pełnym negatywnych emocji nastrojem, co na żywo, w warunkach małego klubu, nabiera dodatkowej siły rażenia. Duża w tym zasługa ekspresyjnego show, którego główną rozgrywającą jest liderka grupy – Paula Pieczonka. Mogąca pochwalić się imponującymi możliwościami głosowymi wokalistka, odgrywała na scenie mały spektakl, zdradzając autentyczne zaangażowanie w prezentowane treści. Trochę zgrzytały mi co prawda momenty, w których band (często znienacka) skręcał w rejony „emo teenage dramy”, na szczęście nie było ich znów aż tak dużo, bym czuł się nimi jakoś wyraźnie zirytowany. Sumarycznie – bardzo przyjemny występ.

Do koncertu trzeciej zakontraktowanej grupy podchodziłem bez wyraźnych oczekiwań, jednak to, jakie wrażenia zasponsorował koncert Three Eyes Of The Void pozostanie w mojej pamięci na dłużej. Niby w muzyce polsko-ukraińskiego ansamblu nie ma nic, czego człowiek nie słyszał dziesiątki razy, jednak na żywo muzyka kapeli cechowała się taką intensywnością i rezonem, że ręce same składały się do oklasków. Podszyte tremolowymi melodiami kompozycje gnały na złamanie karku, a muzyczne tryby, napędzane beztrosko przez członków zespołu, gotowe było w każdej chwili rozdygotać się ponad wszelkie wartości graniczne. Nawet mimo problemów technicznych, które zauważalnie skróciły występ, sztuka Three Eyes Of The Void była naprawdę znakomita. Do tego stopnia, że po zakończeniu koncertu byłem pewny, iż już nic nie zrobi na mnie tego wieczoru porównywalnego wrażenia.

I choć nie nazwę występu Praise The Plague nieudanym, niemieccy podopieczni Lifeforce Records zgodnie z przewidywaniami nie zdołali nawiązać uczciwej walki ze swoimi poprzednikami. Gig Berlińczyków był bardzo poprawny, odegrany uczciwie, profesjonalnie i z widocznym zaangażowaniem, jednak zabrakło mi w nim momentów zerwania nakrycia głowy. Może gdyby Robert Carmosin częściej sięgał po swój grobowy, niski growl (fragmenty z jego wykorzystaniem targały za kołnierz odczuwalnie mocniej) wrażenia byłyby nieco lepsze, tymczasem ostatecznie wyszło jedynie (a może i aż) przyzwoicie. Pomimo wszystko (jeżeli tylko nadarzy się taka okazja) chętnie spotkam się z zespołem ponownie, szczególnie, że w pokoncertowych rozmowach członkowie kapeli okazali się super sympatycznymi i wkręconymi w temat ziomkami.

XVI edycja Post Mortem uplasowała się na bardzo solidnym poziomie, szczególnie za sprawą Three Eyes Of The Void, który ma wszelkie zadatki na to, by w niedalekiej przyszłości wyrosnąć na naprawdę mocnego gracza. Obserwujcie ich uważnie.



Synu
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , , , , .