Venom Inc, Vader – Wrocław (11.10.2015)

Kiedy dowiedziałem się, że Mantas wraz Demolition Manem ściągają do zespołu Abaddona i znów zagrają razem pod szyldem Venom myślałem, że oszaleję z radości. Do tego duża, europejska trasa i aż cztery koncerty w Polsce. Nie było opcji, abym na jednym z nich się nie pojawił.

 
Zanim jednak przejdę do występu, odniosę się do narzekań niektórych prawdziwków głoszących, że Venom Inc. to jakaś kpina i parodia, a nie TEN legendarny zespół. Są fani, którzy chyba zapomnieli, że Jeffrey Dunn, Anthony Bray i Tony Dolan grali przez kilka lat pod szyldem Venom bez udziału Cronosa i nagrali w tym czasie trzy świetne albumy. A gdyby ktoś świata poza Welcome To Hell i Black Metal nie widział, to przypomnę, że Mantas i Abaddon to 2/3 ówczesnego składu. Jeśli więc Conrad Lant może nadal posługiwać się tą nazwą, to dlaczego mieliby tego nie robić jego niegdysiejsi koledzy?

 
Zresztą reakcja publiki mówiła sama za siebie. Pod sceną szaleństwo, pot, wrzeszczenie wszystkich tekstów wraz z Dolanem. Na scenie działo się równie dużo – Mantasa dosłownie rozpierała energia. Alibi jest na tyle małym klubem, że nie ma przestrzeni między barierkami a sceną, muzycy są na wyciągnięcie ręki. Jeffrey nachylał się więc do publiczności, śpiewał razem z nią, nakręcał coraz to lepszą zabawę. Tony każdą chwilę bez mikrofonu także wykorzystywał na interakcję z fanami. Tylko Abaddon zmuszony był do skupienia się na grze, schowany za swoją perkusją. Jestem pod wrażeniem zaangażowania tych niemłodych przecież muzyków. Za parę lat sześć dych na karku, a szaleli tak, jakby dopiero zaczynali.

 
W setliście hit za hitem – Witching Hour, Black Metal, Countess Bathory, Welcome to Hell, Don`t Burn the Witch, Sons of Satan, One Thousand Days in Sodom, Die Hard, Live Like an Angel (Die Like a Devil), Bloodlust i wiele innych. Na dodatek zagranych z wielką mocą i niesamowitym ciężarem. Żałuję tylko, że kompletnie zostały olane albumy nagrane z Demolition Manem (no, oprócz Prime Evil zagranego na początek), skupiono się na utworach oczywistych. Zdaję sobie jednak sprawę, że takie kręcenie nosem z mojej strony może wydawać się śmieszne – tak jakby Metallica na koncertach ogrywała Kill`em All i Ride the Lightning, a ja bym narzekał „eee, nie było nic z Load„. Jeśli nawet brak czegoś z Temples of Ice czy the Waste Lands uznać za minus, to byłby on jedynym podczas tego porywającego, kopiącego i energetycznego występu.

vad
Gwiazdę wieczoru poprzedzał (nie napiszę przecież, że supportował) Vader. W tym przypadku o setliście nie napiszę złego słowa. Niezależnie po jakie utwory sięgnie Peter, wiadomo, że będzie miazga. Gdybym jednak miał wskazać, który materiał zabija najskuteczniej, bez zastanowienia powiedziałbym: Necrolust, Morbid Reich i Ultimate Incantation. I właśnie te dwa dema, oraz debiut były przede wszystkim ogrywane. Już na początek Dark Age, który rozpętał piekło pod sceną. Chwilę potem wystartowali z Vicious Circle, czym wzbudzili jeszcze większy entuzjazm. Po tak energetycznym początku Peter i jego kompania…jeszcze bardziej podkręcali obroty: Reborn in Flames, The Wrath, Breath Of Centuries, Final Massacre, Chaos i Decapitated Saints, serwowane częstokroć bez przerw, jeden za drugim. Chwila krótkiego oddechu pojawiła się tylko na moment w Reign Carrion (czy właściwie w Trupim Jadzie), na koniec jednak Tyrani Piekieł i ultraszybki Giń Psie dopełniły dzieła zniszczenia. Ciekawym doświadczeniem było obserwowanie podczas koncertu Jamesa Stewarta. Gość wygląda tak, jakby szybkie partie i szalone przejścia grał bez najmniejszego wysiłku. Peter i Spider także wycinają te swoje genialne solówki jakby to była najprostsza rzecz na świecie. Czapki z głów. Dodam, że świetne tego dnia nagłośnienie pozwalało cieszyć ucho każdym uderzeniem w struny czy bębny.

 
Cieszę się, że Vader po okresie marudzenia i narzekania na wszystko (byli muzycy źli, wytwórnie złe, czasy nie takie) skupił się na tym, co mu wychodzi najlepiej, czyli graniu, bo nieprzypadkowo należą do światowej, metalowej czołówki.

 
Wieczór rozpoczął występ Divine Chaos, niemniej jednak mimo szczerych chęci nie udało mi się na niego dotrzeć. Może następnym razem.

 

(zdjęcia robiłem kalkulatorem)

(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , .