Watain, Rotting Christ, Profanatica – Warszawa (04.11.2018)

Na pierwszą wieść o wspólnej trasie Watain z Rotting Christ serce zabiło mi szybciej. Trasa Trident’s Curse była jak przedwczesny prezent pod-choinkowy dla wielu fanów black metalu, w tym także dla mnie. Oczekiwania były ogromne, jako że zdołałam się już przekonać wcześniej, że zarówno Grecy z Rotting Christ, jak i Szwedzi z Watain to najwyższa półka w tym gatunku muzycznym. Profanaticę traktowałam jako ciekawostkę, oczekując od Panów ze Stanów wiele. Ale to za chwilę.

Ponieważ ja i red. Annika wybrałyśmy się do Kopenhagi na pierwszy gig na trasie (link do relacji: https://kvlt.pl/relacje/watain-rotting-christ-profanatica-kopehaga-02-11-2018/), wiedziałam już, że mogę się spodziewać muzycznej uczty dla duszy. Byłam jednak ciekawa, czy zespoły zaserwują fanom z Polski taki sam set, czy będą wchodzić w interakcje i oczywiście, jaka będzie sama publika. To, że polscy fani są szaleni, wie każdy. Pomimo tego że przybyłam przed drzwi Progresji dwie godziny wcześniej, zdążyło już tam być kilka osób, do których potem – ku mojemu niezadowoleniu – dołączali znajomi. Czekanie dłużyło się, a chłodna aura jeszcze pogarszała całą sprawę. Otwarcie bram także nastąpiło nieco po czasie, więc nie powinno dziwić, że fani wbiegli do środka jak najszybciej, byleby tylko się ogrzać i biec pod scenę, co i ja zrobiłam.

Profanatica zaczęła chwilę przed czasem. Ich występ wyglądał podobnie jak w Kopenhadze. Mroczna trójca weszła na scenę bez słowa i bez zbędnych ceregieli zabrali się do grania. Tłum reagował żywo, rozumiem, że zespół na niektórych wywiera wrażenie, ja do nich nie należę, wybaczcie. Nie weszłam w żaden utwór, każdy brzmiał podobnie, muzycy czasem podnosili  ręce zwinięte w pięści lub rogi, aby pokazać je tłumowi. Resztę koncertu oczekiwałam już wejścia na scenę Rotting Christ.

Nie będę ściemniać, to właśnie na Panów z Grecji czekałam najbardziej (czym świadczyły flagi, które wisiały przede mną na barierce). Wiedziałam, że dostaną tylko pięćdziesiąt minut, ale tyle wystarczyło weteranom helleńskiego blacku, by porwać publiczność. Ba, udało się im to już przy pierwszym utworze, Χ Ξ Σ, co można było stwierdzić po radosnych okrzykach i owacjach. Sami zresztą muzycy aktywnie do tego zachęcali przy następnych utworach, co każdy chętnie podłapywał.

Kolejne kawałki udowadniały tylko, że zespół jest w znakomitej formie. Głos Sakisa Tolisa na takich utworach jak Elthe Kyrie czy Apage Satana, opartych na screamie, wypadł czysto i wyjątkowo dobrze. Nie można też narzekać na grę George’a Emmanuela, który hipnotyzował tłum swoimi popisowymi solówkami na gitarze w utworach takich jak np. In Yumen/Xibalba czy Grandis Spiritus Diavolos, który zamykał set. Poza tym, zarówno on, jak i basista Vagelis Kharzis, wchodzili w interakcje z widownią, zachęcając do moshpitu czy klaskania, wskazując na fanów, którzy bawili się najlepiej. Przyjemnością było patrzeć na zespół, dla którego scena to naturalne środowisko, a granie swojej muzyki to wciąż przyjemność i frajda, a nie tylko sposób na zarabianie pieniędzy.

Rotting Christ zrobili ciekawy przekrój przez większą część dyskografii, pojawiło się nawet The Forest of N’Gai z pierwszego albumu zespołu czy Fire, God and Fear z dopiero nadchodzącego krążka. Przez te pięćdziesiąt minut Grecy zdołali upchnąć same najlepsze smakołyki, pozostawiając jednak duży niedosyt. Na szczęście głód został szybko zaspokojony, ponieważ wkrótce na scenę wkroczyli Watain.

Setlista Rotting Christ:

ΧΞΣ 
P’unchaw Kachun/Tuta Kachun
Fire, God and Fear
Elthe Kyrie
Apage Satana
Sign of Evil Existence
Forest of N’Gai
Societas Sathanas
In Yumen/Xibalba
Grandis Spiritus Diavolos

Szwedzkim „wilkom” trzeba zwrócić honor – Panowie nie tylko potrafią stworzyć doskonałą atmosferę piekielnego rytuału na scenie, ale przede wszystkim grają piekielnie dobrą muzykę. Watain to nie tylko show. To styl życia. Zwłaszcza patrząc na wiernie oddanych zespołowi fanów, wydziaranych od stop do głów w logo, wilki, trójzęby, z naszywkami fanklubu na plecach, wypluwających z siebie teksty wszystkich utworów wraz z frontmanem, Erikiem Danielssonem. Temu ostatniemu nie sposób zarzucić braku charyzmy – wokalista hipnotyzował swoimi ruchami, przemawiał do zachwyconego tłumu, a w pewnym momencie nawet wyciągnął w naszym kierunku pochodnię i pozwolił dosłownie dotknąć ognia.

Watain skoncentrował się na utworach z najnowszego albumu, który wyszedł na początku tego roku, prezentując m.in. Nuclear Alchemy czy Furor Diabolicus. Nie zabrakło również dużo starszych utworów, które wprawiły publiczność w ekstazę, jak np. Puzzles ov Flesh, choć to przy niezawodnych klasykach jak Malfeitor, rozpętało się największe piekło. Nie zabrakło nawet crowdsurfingu, co mi jednak nieco psuło zabawę, kiedy człowiek chłonął muzykę i atmosferę w zachwycie, nie mając specjalnej ochoty dostać glanem po głowie.

Co by jednak nie było, uważam niedzielną ucztę za niezwykle udaną. Rotting Christ i Watain pozostawili po sobie zgliszcza w Progresji i nie było już nic do pozamiatania. Zespoły dobrały się doskonale, prezentując różne podejście do black metalu, choć wciąż pozostając wiernymi ideałom gatunku. Na koniec chciałabym podziękować Knock Out Productions za dobrą organizację tak wspaniałego wieczoru w kraju, w którym chwilami może być trudno o dokonanie czegoś takiego, a poza tym obu zespołom, które zadbały o tak dobrą muzykę i magiczną atmosferę, i życzyć im dalszych sukcesów na trasie Trident’s Curse.

Setlista Watain:

Storm of the Antichrist
Nuclear Alchemy
The Child Must Die
Puzzles ov Flesh
Furor Diabolicus
Sacred Damnation
Malfeitor
Towards the Sanctuary
On Horns Impaled
Serpent’s Chalice

(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , , .