XII Summer Dying Loud – Aleksandrów Łódzki (11.09.2021)

Jesień nastała, dobrze więc powspominać schyłek lata. Po raz kolejny było głośno, Summer Dying Loud 2021 w edycji pandemicznej dawno za nami. W tym roku zmian było sporo, wymogów dotyczących organizatora jeszcze więcej, a dni festiwalu mniej, a mianowicie w liczbie jeden. Na wejściu na teren festiwalu, tj. MOSiR im. Włodzimierza Smolarka w Aleksandrowie Łódzkim, uczestników przywitał transparent z napisem „Witajcie w domu”, a kilkanaście kroków dalej stał kolejny drogowskaz, czyli wrak samochodu z narysowanymi symbolicznie ośmioma gwiazdkami i kościotrupem za kierownicą z szyldem: „No ile można na Was czekać!?”. Miło. Skład tegorocznego festu zasiliły krajowe kapele w różnych gatunkach i stylistykach. Dla każdego znalazło się coś dobrego. Atmosfera od początku była bardzo dobra, niemal podniosła, w końcu głodnych muzycznych wrażeń nie brakowało.

Piotr: Festiwal zainaugurowały mniej znane składy. Backhand Slap poznałem dzięki rekomendacji Michała z fanpejdża Do tańca, nie do różańca. Ponieważ jestem fanem twórczości nowojorskiego HC spod znaku Biohazard i Terror, apetyt miałem zaostrzony. Backhand Slap kipieli energią! Nie ma co rozkładać tego występu na części pierwsze. Cios za ciosem z każdą minutą!

Galeria zdjęć zespołu Backhand Slap

Jak to określił nadworny konfenansjer SDLa, czyli Remigiusz Mielczarek, drugi na scenę wtarabanił się krakowski Taraban. Psychodeliczny rock połączony z heavy/doomem w klimacie Black Sabbath, plus stylówka samego zespołu fajnie dopełniały się na scenie. Druga kapela na scenie, a ja już byłem ukontentowany.

Galeria zdjęć zespołu Taraban.

Annika: Po znakomitym występie Taraban scenę przejęli Death Denied, łączący w swojej twórczości chwytliwego rocka i z cięższym, bardziej ”piaszczystym” brzmieniem.
Choć zespoły, które poszły na pierwszy festiwalowy ogień, stosunkowo wysoko postawiły poprzeczkę pochodzącej oryginalnie z Łodzi ekipie, Death Denied nie mieli problemu ze zdobyciem uznania widowni.
Summer Dying Loud było dla mnie pierwszą okazją do posłuchania kapeli na żywo, mam jednak nadzieję, że nie ostatnim – coś czuję, że taki przybrudzony, balansujący pomiędzy stonerowym uderzeniem a rockowym groovem dźwięk wypadnie jak trzeba również w warunkach klubowych.

Galeria zdjęć zespołu Death Denied.

Piotr: Varmię znam i lubię od czasu ich debiutu, a ich występ był jednym z must see tegorocznego SDLa. Zaczęli ostro największym hitem, czyli numerem Ptak z płyty Z Mar Twych. Cały set to klasyczna przekrojówka, a mając na koncie trzy płyty mieli przecież w czym wybierać. Pomimo zmiany połowy składu zespołu, widać, że grupa dowodzona przez Lasotę na żywo prezentuje się wyśmienicie – folkowy klimat, bardzo dobre wokale i technika nie pozostawiały złudzeń, że Varmia zasługuje na uwagę. Do tego selektywne i zarazem agresywne brzmienie. Tutaj wszystko się spinało w idealną całość. To był zdecydowanie jeden z najlepszych występów na Summer Dying Loud 2021. Sława!

Galeria zdjęć zespołu Varmia.

Łukasz: Na występ The Stubs chciałem iść głównie dlatego, żeby ich sprawdzić.  Chłopaki stanowią bowiem część koncertów rozgrzewkowych przed przyszłorocznym Soulstone Gathering Festivalem. Ale potrzebowałem też jeść i pić. Niestety nie dało się tego idealnie połączyć, a cały występ zespołu spędziłem w kolejkach w strefie gastro, gdzie w tym roku coś nie do końca zagrało.

 

Annika: Nie trzeba było długo się rozglądać, żeby dostrzec w tłumie fanów In Twilight’s Embrace.
Ciekawość widowni skutecznie podsyciły już pierwsze dźwięki setu poznańskiej grupy – zespół zaprezentował dwa nowe utwory, które uderzyły w tłum z mocą i rozpoczęły swoistą ceremonię. Artyści pokazali, że przez lata wypracowali swój własny styl. Atmosfera, jaką stworzyli, była ciężka i złowieszcza. Zarówno kompozycje z Lawy, jak i wcześniejsze, równie zresztą znakomite kawałki, takie jak As Future Evaporates czy Gravitate Towards the Unknown, wypadły genialnie od  A do Z.

Galeria zdjęć zespołu In Twilight’s Embrace.

Zespoły udzielające się w przeróżnych nurtach ciężkiego grania oraz festiwalowe atrakcje pokazywały, że nie samym metalem człowiek żyje. Kolejnym dowodem na to był występ Me and That Man, którzy w festiwalowym składzie nie tylko znaleźli się między kapelami o black- i deathowym zabarwieniu, ale co najważniejsze – przejęli scenę z klasą.
I chociaż sam Nergal z charakterystycznym dla siebie poczuciem humoru określił występ swojego zespołu jako „pasujący do festiwalu jak pięść do nosa”, to taka odmiana wyszła jedynie festiwalowemu wieczorowi na dobre. W towarzystwie Johna Portera oraz stałego składu zespołu Me and That Man zadbali o świetny show na zakończenie tegorocznej trasy.
Me and that Man najzwyczajniej w świecie kupili mnie swoim występem, który rozpoczęli od zasługującego już na miano kultowego My Church is Black. Po udanym początku show trzymali poziom przez cały występ – czy to podczas kawałków tak energetycznych jak Run With the Devil, flirtujących z bluesem utworów typu Surrender czy balladowych, zakrawających o mroczny romantyzm Submission oraz Love & Death. Po zachodzie słońca i zejściu Me and That Man ze sceny można było czekać na tylko jedno – powrót do mroczniejszej odsłony festiwalu oraz porcję konkretnego, miażdżąco ciężkiego black/death metalu.

My Church Is Black
Nightride
Get Outta This Place
Run With the Devil
How Come?
By the River
Submission
Burning Churches
Surrender
On the Road
Got Your Tongue
Coming Home
Love & Death
John the Revelator
Shaman Blues

Galeria zdjęć zespołu Me and That Man

 

Łukasz: Czekałem na ten występ z niecierpliwością, zaciekawiony tym, jak na żywo wypadną kawałki z Saint Desecration. Jednak z drugiej strony, czy jakiś numer Azarath mógłby wypaść gorzej od pozostałych? No nie, zawsze jest srogo, a zespół jak spuszcza nogę z gazu, to tylko po to, żeby za chwilę z całej siły – wiadomo co. Z nowej płyty do setlisty weszły tylko cztery numery, jednak pozostała część repertuaru, jaki na ten sobotni wieczór przygotowała tczewska formacja, w pełni to wynagradzała. No i jakby atrakcji było mało, to jeszcze po raz pierwszy zobaczyłem ich z Inferno za bębnami. Bezsprzecznie najbrutalniejszy występ wieczoru.

Death-at-Will
Fall of the Blessed
Doombringer
The Slain God
Sancta Dei Meretrix
Infested With Sin
Whip the Whore
Baptized in Sperm of the Antichrist
Supreme Reign of Tiamat
For Satan My Blood
Christscum
Beyond the Gates of Burning Ghats

Galeria zdjęć zespołu Azarath.

Łukasz: No i wreszcie również wyczekiwany headliner. Do występu jednego z czołowych reprezentantów black metalowej sceny, podobnie jak i jakości tychże, przyczepić się oczywiście nie można. Jednak mimo mojego uwielbienia dla krakowskiej formacji oraz jej dokonań, w końcowej fazie show Mgły ogarniała mnie już niemoc. Czy to wina późnej pory oraz trybu funkcjonowania przez ostatnie kilkanaście godzin, a może tego, że koncert był oparty niemalże wyłącznie na dwóch ostatnich albumach zespołu (z wyjątkiem otwieracza z With Hearts Toward None), przez co choć technicznie wspaniale, to zbyt mało zróżnicowania – trudno powiedzieć. Pewnie chodzi o miks wszystkiego.  Zdecydowanie lepiej odebrałem ich w klubie niż w plenerze, dlatego też nie mogę się doczekać listopadowej trasy.

Age of Excuse II
Age of Excuse III
Exercises in Futility II
Exercises in Futility VI
With Hearts Toward None I
Age of Excuse IV
Exercises in Futility I
Exercises in Futility V
Age of Excuse VI

Galeria zdjęć zespołu Mgła

 

PODSUMOWANIE

Piotr: Organizacyjnie festiwal na pięć z plusem! Konferansjerka Remigiusza Mielczarka celna i w jego stylu, stosunkowo urozmaicony line-up, dobre nagłośnienie, stoiska z merchem – in plus. Między przepinkami pierwszych zespołów zorganizowano konkurs, w którym do wygrania były festiwalowe bluzy. Dodatkowo można było nabyć festiwalowy kubek, z którego dochód został przekazany na walkę Romana Kostrzewskiego z chorobą. Ponarzekać można jedynie na strefę gastronomiczną.

Annika: Warto zaznaczyć, że nie mogę powiedzieć złego słowa o którymkolwiek z koncertów. Po prostu. Niektóre występy porwały mnie całkowicie, inne zaciekawiły, a jeszcze kolejne wzbudzały emocje. Festiwal stał się jak dla mnie najlepszym możliwym przykładem tego, że nawet pandemia nie jest w stanie zatrzymać koncertowej siły.

Łukasz: Dopisała pogoda, dopisały zespoły (tutaj brawa za znakomity, zróżnicowany line-up, który powinien był zadowolić nawet tych marudnych), wreszcie dopisali też ludzie, z którymi wspólnie stało się w kolejkach na strefie gastro. Tomasz Barszcz ponownie udowodnił, dlaczego SDL to jedna z lepszych tego typu inicjatyw w naszym kraju. Z niecierpliwością czekam na przyszłoroczną edycję, miejmy nadzieję, że już w tak zwanym „pełnym wymiarze”.

Summer Dying Loud 2021 przeszedł do historii. Nie pozostaje nam nic innego jak odliczać dni do przyszłorocznej edycji SDL, na której zagrają między innymi Tiamat czy Napalm Death. Bądźcie tam razem z nami!

 

Łukasz W.
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , , , , .