Niemal pół roku po trzeciej odsłonie Helicon Metal Festival, do Polski ponownie zawitać postanowili, dowodzeni przez charyzmatyczną Sarah Ann, heavy/doom metalowcy z kanadyjskiego Smoulder. Event organizowany świeżo po wydaniu świetnej Violent Creed of Vengeance, zakładający dodatkowo występ rewelacyjnego Tower z USA (moja recenzja Shock to the System tutaj), z miejsca stał się dla mnie koncertowym must be.
Jak to często bywa w życiu pasażera Polskich Kolei Państwowych, staranie zaplanowany czasowo harmonogram podróży relacji Toruń-Warszawa wziął w łeb już w okolicach Kutna. Przez nieplanowany postój pociągu dotarłem do klubu Voodoo z poślizgiem, który uniemożliwił mi obejrzenie występu otwierającego Metallus. Z zasłyszanych opinii wiem, że mam czego żałować, chcąc więc jak najszybciej poprawić sobie nastrój, postanowiłem skierować się na stoiska z merchem i uszczuplić przy nich nieco zawartość portfela.
Rozkład imprezy był na szczęście mniej zawodny od rozkładu pociągów i punktualnie z rozpiską, na niedużej scenie Voodoo Club, zameldowali się heavy metalowcy z Tower. Byłem niezwykle ciekaw, na ile uda się kapeli rozniecić znany mi z płyt ogień (ze szczególnym uwzględnieniem możliwości wokalnych Sarabeth Linden), nie sądziłem jednak, że to co usłyszę, będzie miało aż taką siłę rażenia. Czysta energia, sceniczna swoboda i radocha z obcowania z publiką, to elementy które najlepiej obrazują występ Nowojorczyków. Dodając do tego charyzmę i głos wokalistki składu, bez cienia przesady mogę nazwać występ Tower znakomitym. Jedynym odnotowanym minusem była jego długość, grupa zeszła bowiem ze sceny po nieco ponad 30 minutach grania. Zdecydowanie zbyt wcześnie.

Łatwego zadania po występie Amerykanów nie mieli na pewno muzycy Smoulder, zespół nie zamierzał jednak składać broni. Grupa postawiła na dość niejednolity set, przeplatając szybsze, czysto heavy metalowe strzały (Victims of Fate , Bastard Steel, The Talisman and the Blade) z bardziej epickimi, doom metalowymi songami (Warrior Witch of Hel, The Sword Woman) dzięki czemu zgromadzeni pod sceną słuchacze nie mogli narzekać na brak różnorodności. Choć na setliście zabrakło kilku moich faworytów (najbardziej żałuję zastąpienia Dragonslayer’s Doom numerem Black God’s Kiss), wybawiłem i wykrzyczałem się wraz z Kanadyjczykami bardzo solidnie. Wyraźnie zbudowany dobrym przyjęcie podczas poprzedniej wizyty zespół dawał prosto z trzewi, co widać było szczególnie po oddającej się bez reszty scenicznemu spektaklowi Sarah Ann. Bardzo teatralne (bynajmniej jednak nie zmanierowane) zachowanie wokalistki po raz kolejny dodało koncertowi kolorytu, szczególnie w warunkach niedużego klubu i kilku dziesiątek zagorzałych fanów heavy metalu. Dowiózł również nagłośnieniowiec, do pracy którego nie dało się zgłosić większych zastrzeżeń. Zespół po zasadniczym secie dał się namówić na bis w postaci Voyage of the Sunchaser, po którym definitywnie pożegnał się z nieszczędzącą zasłużonego aplauzu publiką.

Obserwując coraz śmielsze poczynania Helicon Metal Promotions, który staje się głównym ambasadorem klasycznego heavy metalu nad Wisłą, z niecierpliwością czekam na przyszłoroczną edycję imiennego festiwalu ekipy. Poniedziałkowa impreza podniosła poziom moich (wysokich już i bez tego) oczekiwań o kolejną poprzeczkę.
- Undead Can Dance II: Rope Sect, Natures Mortes – Toruń (31.01.2026) - 18 lutego 2026
- Actum Inferni – Insygnia diabelskiej władzy (2025) - 9 lutego 2026
- Angrrsth, Odium Humani Generis, Dola – Toruń (18.12.2025) - 2 stycznia 2026
Tagi: doom metal, epic, Heavy Metal, Helicon Metal Promotions, koncert, Metallus, relacja, Smoulder, Tower, VooDoo Club.






