Behind Your Fear – Anthropocene (2022)

Zespół z Niemiec, w opisie „female fronted gothic metal”, okładka jak z kursu dla początkujących adeptów photoshopa z 2010 roku – powiedzieć, że nie byłem przekonany, to jakby nie powiedzieć nic. Wiadomo jednak, że recenzenckie życie różami usłane nie jest, trzeba było więc przyjąć Anthropocene (będący drugim albumem powstałego w 2015 roku Behind your Fear) z otwartą przyłbicą. I ku mojemu zaskoczeniu, nie była to wcale jakoś wyjątkowo nieprzyjemna konfrontacja.

Sympatyków gotyckich klimatów powinno ukierunkować na Behind your Fear nazwisko Stefanie Duchêne. Wokalistka związana przed laty z zespołem Flowing Tears (z którym w latach 1997-2002 nagrała 3 albumy studyjne) powraca muzycznie do „złotych czasów” przebojowego i rozśpiewanego gothic metalu, gdzie delikatny kobiecy śpiew i obowiązkowo wyeksponowane klawisze, kontrastują z ciężkimi (choć cechującymi się oczywiście rockowym vibem i w znacznej większości prostotą kompozycyjną) gitarami.

Otwierający One Day momentalnie przywołuje reminiscencje przełomu XX/XXI wieku, kiedy szczyty popularności osiągały zespoły pokroju The Gathering, HIM, Theatre of Tragedy, Charon i późniejszego Tiamat (celowo nie wymieniam kapel, w których power metal mieszał się z groteskową operą – nie ten adres). Trochę szkoda, że zespół zagrał takim asem od razu na wejściu (otwieracz uważam za najbardziej udany track na Anthropocene), pozostałe numery nie pikują jednak na tyle straszliwie, by nazwać drugi album Behind Your Fear płytą jednego przeboju (całkiem okazale prezentują się też The Mask, New Ways, Shaterred Mirrors i DNR).

Największą zaletą albumu jest na pewno to, że mimo poruszania się w dość ryzykownej (i nie da się ukryć, dziś już nieco „spatyniałej”) stylistyce, Behind your Fear broni się jakimś tam pomysłem i próbą kreowania własnej tożsamości. W większości przypadków unika też popadania w przesadny banał, upstrzony nieznośną słodkością i tandetą (choć takie Heartbeats, czy Lullaby niebezpiecznie się o niego ocierają). Sporo jest też momentów, w których nawet całościowo „średnie” kompozycje potrafią zaskoczyć ciekawym, zapadającym w pamięć riffem (Little While), nośnym refrenem (Hollow), czy udaną partią klawiszy (Weakness).

Patrząc na ten krążek z lekką pobłażliwością można się przy nim zaskakująco dobrze bawić. Przekonajcie się sami.

Ocena: 7/10

Synu
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , .