Zaraz po seksie i pizzy najbardziej lubię, jak nie mam żadnych oczekiwań, a potem z podniesioną brwią stwierdzam „eeeee, fajneee too”.
Mam świadomość, że Pogromca załogi Formis trochę nie trafia w swoje czasy. Tego typu rzeczy biły rekordy popularności gdzieś w pierwszej dekadzie tego tysiąclecia, kiedy dużym krojem pisma na festiwalowych posterach pisano nazwy wszystkich groove metalowych kapel i tych wszystkich, które zaadaptowały do siebie nieco nowszych (wtedy) brzmień. Formis pasowałby tam idealnie. Po Polsce jeździły zresztą wtedy z mniejszym lub większym powodzeniem np. Totem, Lostbone (do tych nazw jeszcze wrócimy), czy Virgin Snatch. Ja i pewnie wielu innych trzydziestoparoletnich miłośników metalu z rozrzewnieniem wspominam te czasy, kiedy jeszcze plecy nie bolały pod sceną. I do tej publiczności Formis powinien z najnowszym wydawnictwem trafić bez problemu. Ale nie chodzi tu jedynie o nutkę sentymentu do lat młodości i czasów minionych. Pogromca to po prostu fajna, dobra metalowa płyta.
Nie znam poprzednich albumów Formis, więc nie wiem jak rozwijał się zespół by dojść do stylistyki i formy, którą prezentują na Pogromcy. W każdym razie na swoim zeszłorocznym albumie ansambl serwuje bardzo skuteczny, agresywny i głośny współczesny metal, z naciskiem na groove, death i thrash. I na dobrą sprawę patrząc na listę twórców nie powinienem być zaskoczony, że to dobra płyta. Formis obecnie tworzą gitarzysta Hubert Nowak będący w zespole od początku, do tego znani doskonale z Frontside Daron i Nowak (ten drugi również m.in. Totem) odpowiednio na drugiej gitce i basie, ponadto perkusista Marcin Zdeb (m.in. ex-Vane) i wokalista Barton (m.in. Lostbone). Ta grupa weteranów krzesa na Pogromcy mnóstwo iskier. Album jest bardzo intensywny w dobrym znaczeniu tego słowa i wszyscy mają mnóstwo roboty. Do tego jest to jedna wielka rifforama. W gitarach mamy niemal pełną paletę tego, co zwykło się robić w tej stylistyce – od groovików, przez klasyczne thrashowe, cięte riffy, po ultraciężkie i wybuchowe walce, do tego gdzieniegdzie trochę zaczepnych melodyjek i całkiem sporo solówek. Generalnie popisówka, ale zarówno efektowna, jak i efektywna. I do tego poziomu dostosowuje się cała reszta. Bębny, choć mam wątpliwości, czy nie pomogło to mocno MIDI, trzymają te zróżnicowane aranżacje w kupie, a nad wszystkim fruwa sobie Barton. I to jest moje kolejne zaskoczenie – choć lubiłem Lostbone, to akurat do wokalisty miałem stosunek ambiwalentny. Ale w barwach Formis i w języku polskim Barton błyszczy. Jest agresywny, jego partie są zróżnicowane, po prostu czuć, że facet ma duże możliwości i w końcu poczuł luz i zaczął pozwalać sobie na więcej.
Pogromca to album do headbangingu, bez dwóch zdań. Może i ktoś powie, że na tej muzyce leży trochę sera – nie interesuje mnie to. Bardzo dobrze się bawię przy nowym Formis, choć nikt nie wymyśla na tym albumie koła. Na dodatek nie ma tutaj zapychaczy. Pogromca nie powiela schematu zbyt wielu płyt, które zaczynają się z wysokiego C, a potem jest tylko gorzej. Formis trzyma formę od początku do końca, dlatego nie potrafię wskazać jakiegoś konkretnego utworu, który byłby dla mnie highlightem albumu: zarówno Gargulec umieszczony na początku, jak i trącący frontsajdowym Zapalnikiem intensywny Przeklęty na samym końcu albumu robią mi tak samo dobrze. Podobnie zresztą w środku: czy to Antysymbiot czy utwór tytułowy – ciśnienie cały czas wysokie, kolejne patenty, groovy i okazjonalne blasty latają w tym bardzo głośnym miksie i cieszą. Duża ekscytacja, dużo adrenaliny.
Reasumując – wszystkim tym, którzy kiedyś jarali się np. Chimairą czy starym DevilDriver, ale tez tym, którzy dzisiaj jarają się choćby Decapitated, Machine Head, Sylosis, innymi słowy tym, którzy gustują w tak zwanym współczesnym metalu, Pogromcę z całego serca polecam. A i innym też – płyta może i brzmi na wskroś współcześnie, ale Formis wpakował tam tyle rzeczy, że wielu bywalców wychwyci bez problemu coś dla siebie.
9/10
Formis na Facebooku
Sprawdź też: Vane, Perpetual, Eye For An Eye, Trauma, In Flames
- Corruption – „Tequila Songs & Desert Winds” (2025) - 15 listopada 2025
- Leash Eye – „Destination:125” (2025) - 15 maja 2025
- Servitude – „The Origin” (2024) - 18 maja 2024






