Bartek Koziczyński – „TOOL. Parabola” (2019)

Medialny szum wokół przeciągającego się wydania płyty Fear Inoculum jednym zaostrzał apetyt na nową muzykę, innych zaczął już powoli irytować. Spekulowano o zawartości i dacie premiery. Do studia, gdzie zespół nagrywał, pielgrzymowali inni artyści, by zrobić sobie z muzykami selfie i sprzedać choć zdawkową informację, co tam w trawie piszczy. Część fanów wyczekiwała w nabożnym skupieniu arcydzieła. Prześmiewcy poświęcili czas na udostępniania komentujących sytuację memów i zgryźliwe uwagi. A potem płyta wyszła i… Życie wróciło do normalności. Ot, kolejna dobra płyta ekipy, ani lepsza, ani gorsza od poprzednich. Taka akurat. W sumie świetna.

Jedno jest pewne – cały ten medialny cyrk i zamieszanie wokół dowodzą, że TOOL jest jedną z najbardziej wpływowych i ogniskujących uwagę kapel na planecie Ziemia. Muszą się z tym pogodzić także i przeciwnicy dokonań grupy. Należy się zatem muzykom niejedna książka. Bartek Koziczyński podjął się próby i wydał takową w 20o2 roku. Za sprawą wydawnictwa In Rock otrzymujemy jej uaktualnioną, poszerzoną i poprawioną wersję. Wiadomo, że szum wokół grupy wzmógł zainteresowanie na tego typu pozycję – to nie zarzut – więc nie dziwota, że ktoś wychodzi tym nastrojom z ochotą naprzeciw.

Stosunkowo niewiele w Paraboli o dzieciństwie i wczesnej młodości muzyków, ale znajdziemy trochę ciekawych uwag o zielonych latach Maynarda Jamesa Keenana, Adama Jonesa i Daniela Edwina Carreya, rozgrzebując nieco glebę, z której wykiełkowała muzyczno-filozoficzno-estetyczna poczwara zwana TOOL-em. Można dowiedzieć się choćby, czym zajmował się Keenan podczas służby wojskowej, w jaki sposób nauczyciel gry na skrzypcach wpłynął na Jonesa, oraz dlaczego Paul D’Amour (pierwszy basista grupy) dbał zawodowo o odpowiedni wygląd kobiecych sutków. Przede wszystkim jednak Koziczyński zajmuje się muzyką, i to dość biegle, bo na niej wszak się zna. Warto o tym napomknąć, bo zdarzają się biografie muzyczne pisane przez laików. W rzetelny sposób autor osadza muzykę grupy w kontekście czasów, zajmująco opisuje proces powstawania kolejnych płyt, ze swadą pisze o scenicznej działalności TOOL-a, doprawiając to wszystko szczyptą psychodelii i kulturowych kontekstów.

Można tu zatem znaleźć rzeczy wzniosłe i ludyczne. Bo filozofia i zagmatwana formuła muzyczna – to jedno. Drugie, to doniesienia o codzienności życia w trasie. A przecież TOOL to też rockandrollowy cyrk, może tylko nieco bardziej alternatywny. Dzieje grupy okraszone są licznymi cytatami z wywiadów, co pozwoli Wam dowiedzieć się między innymi, co Maynard sądził o wokaliście Limp Bizkit (Fred Durst skomplementował niegdyś dokonania TOOL-a): Brzmi jak jakiś najebany gówniarz w swej pieprzonej furgonetce. To jak pochwała od baby, która nakładała galaretkę w szkolnej stołówce. Bez znaczenia. Fakt, że wygrała na loterii, nie oznacza, że musisz słuchać, co ma do powiedzenia. Niekoniecznie pozytywnie zdarzało się mu wypowiadać o własnych fanach: (…)twoja twórczość jest natychmiast kierowana do chudego, śmierdzącego nastolatka z dredami i moczem na butach, który zasnął w swoich odchodach na festiwalu w środku deszczu. Sprzedają to temu kolesiowi. I uświadamiasz sobie, że na twoje koncerty przychodzą te małpy, te dziwne, skretyniałe postaci….

Szczerze? Wolę to niż zwyczajowe „moja publiczność jest najlepsza na świecie”. Zresztą, wiadomo, nie trzymajmy muzyków za słówka. Ale przecież to drobnostka, bo muzycy kapeli na wiele sposobów komplementowali swoich fanów.

W ogóle mało tu życia prywatnego członków grupy (nie liczę zaglądania do winnic Maynarda), ale przecież ci bronią pewnych sfer swej egzystencji, więc to żadna nowość. No i mimo wszystko mało w Paraboli TOOL-a w TOOL-u. Pewnie tyle, ile mogło być, biorąc pod uwagę źródłowy materiał. To znaczy przeróżnych szczegółów tu sporo, wypowiedzi, wywiadów, studyjnych raportów, drobnych wydarzeń, a jednak pozostaje niedosyt. Bo krążymy wokół jądra niczym elektron, ale nie wnikamy do wnętrza. W tym kalejdoskopie wrażeń trochę brak oddechu. Z drugiej strony, czy tak też nie bywa z muzyką grupy? Rwany rytm, ciągłe przemiany muzycznych tematów, brak schematów… Może to jakaś metoda.

Sporo tu zatem – co jasne – skoków w bok. Dużo dowiecie się o innych projektach muzyków, zwłaszcza o A Perfect Circle, Puscifer czy Legend Of The Seagullmen. Wiem, że to nieuniknione, ale jednak te proporcje są zachwiane. Nie będzie to jednak zarzut dla tych wszystkich, którzy TOOL-a kochają z przyległościami. Ja nieszczególnie, więc pozostanę sceptykiem do tego typu rozkładu akcentów.

Rodzi się pytanie, czy można w ogóle napisać dobrą biografię naszych bohaterów? Sądzę, że to zadanie nadzwyczaj trudne. Przynajmniej na razie, ze względu na powściągliwość samych muzyków. Ta konstatacja sugeruje, że „Parabola” również nie może być pozycją w pełni udaną. No, pozostaje taktowna i nieco wymijająca odpowiedź: i tak, i nie. Na pewno nie jest pozycja wybitna, która dokonuje jakichś przewartościowań, rzuca nieznane światło, dociera do sekretów. Ale czy mamy alternatywę?

Jest jednak pewna wartość dodana. Bartek Koziczyński zęby zjadł na dziennikarstwie muzycznym i niejedną biografię zespołu już wypuścił. Wie zatem, jak sobie w pewnej sytuacji skutecznie poradzić i podkręcić nieco atrakcyjność wypuszczanej pozycji. Bo jak i uprzednio (przykładem choćby omawiana na tych łamach książka o Pearl Jam) daje nam interesujące bonusy, które wzbogacają tę biografię i czynią ją wartą przeczytania. A nawet konieczną do „zaliczenia”.

Tymi bonusami są przede wszystkim wątki polskie. Każda wizyta w naszym kraju zastała opatrzona licznymi uwagami i wspomnieniami. Ciekawie się czyta choćby o wizycie zespołu na Wawelu czy w sklepiku z pamiątkami. Niby nic, a jednak. Każdy koncert w naszym kraju (Warszawa, Katowice, Kraków) został szczegółowo omówiony. I mnie te wypady z muzykami na Wawel czy warszawską Starówkę przypadły do gustu. A jest też trochę o współpracy Glacy z Justinem Chancellorem. Są ciekawostki o inspiracji muzyków naszym rodzimym, zapomnianym, genialnym i kontrowersyjnym zarazem twórcą – Stanisławem Szukalskim.

Dzięki podobnym smaczkom pachnącym pierogami i kiszoną kapustą Parabola poważnie zyskuje. Drażni mnie, gdy autorzy muzycznych biografii napisanych nad Wisłą czy Wartą nie zadają sobie większego trudu, by zgłębić „polskie” wątki. „Zespół wpadł do nas w roku takim i takim, zagrał na zjeździe motocyklistów. Występ był udany”. Za często czytałem podobne lakoniczne relacje, by nie docenić roboty Koziczyńskiego. Oczywiście, jako dziennikarzowi najpoczytniejszego muzycznego pisma było łatwiej, bo dysponował bogatymi materiałami własnymi i tymi udostępnionymi przez kolegów, ale to nic nie ujmuje dziełu.

A zatem Parabolę przeczytać warto. Fani winni zaopatrzyć się w nowe wydanie, bo jest po prostu aktualniejsze i bogatsze.

ocena: 7/10

Bartek Koziczyński na Facebooku

Wydawnictwo In Rock na Facebooku

(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , .