Frank Zappa i Peter Occhiogrosso – „Prawdziwy Frank Zappa” (2020)

Frank Zappa, muzyk, kompozytor, autor tekstów, eksperymentator, lider grupy The Mothers of Invetion, największy żartowniś muzyki rockowej, demaskator obłudy, konserwatysta o libertariańskiej duszy… Po 25. latach od premiery wydawnictwo In Rock wznawia w nowym tłumaczeniu autobiografię człowieka orkiestry.

Przyznam się do grzechu zaniechania i ignorancji. Bo choć niby wiem, kim Frank Zappa był, chociaż znam niektóre jego dokonania, to przecież nigdy nie wgłębiałem się w twórczość artysty z jakimś szczególnym zapałem. Ale kto bez winy, niechaj pierwszy rzuci kamień! Z pewnością nowe wydanie książki Prawdziwy Frank Zappa (brawa za porządną edycję dla In Rock), szalonej autobiografii, przy której pisaniu pomagał naszemu bohaterowi Peter Occhiogrosso, pozwoli dotrzeć Zappie pod strzechy, także i te polskie. No, przynajmniej niektóre… „Ta książką powinna znaleźć się w każdym domu”, ocenił recenzent The New York Post. Czemu by nie? Z wielu powodów to doskonały prezent niemal dla każdego, nawet kogoś, kto nie zna Zappy, albo w ogóle nie lubi muzyki.

Prawdziwy Frank Zappa to wymarzona pozycja dla tych, którzy nie przepadają za klasycznymi biografiami muzyków rockowych. Ja również należę do tego grona, przynajmniej od pewnego momentu. Za duża dawka – a taką ostatnio przyjąłem – bywa przykra. Umówmy się, większość tego typu książek – nawet gdy nie można odmówić im rzetelności i lekkości pióra – skrojona jest podług oczywistego schematu: narodziny, szkoła, pierwsza miłość, pierwsza gitara, trudne początki kapeli, narkotykowe szaleństwo, groupies, szczęśliwe zakończenie w objęciach żony i dzieci lub samobójstwo… Nuda.

Autobiografia Zappy jedynie zaczyna się podobnie. Frank omawia swoje dzieciństwo, młodość i początki The Mothers of Invetions. Wyzbyte są jednak wszelkie opisy sztampy. Wynika to z temperamentu samego artysty i jego otwartego spojrzenia na świat. Tak jak jego twórczość dowodzi wyobraźni, poczucia humoru, braku przywiązania do konwenansów, tak i życie Zappy – albo pewien jego obraz – zdaje się bliskie improwizacji i przyprawione nutką szaleństwa. Bo czy może być normalnie, jeśli wśród znajomych ma się szalonego miłośnika elektryczności, który zaprasza gości na seks z rodziną manekinów? Podobnych postaci, wziętych z rockowego cyrku osobliwości, znajdziecie tutaj więcej. Te hipisowskie czasy, czasem straszne, często niebywale twórcze, znamy zwykle z dość zamglonych relacji. Szczęśliwi ci, którzy je pamiętają. A Frank – któremu nie było nigdy po drodze z narkotykami – zachował w pamięci barwny i żywy obraz.

Książka od początku skrzy się od humoru, najczęściej czarnego i absurdalnego. Pomagają temu zabawne, satyryczne ilustracje. Można odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z jakąś nieznaną powieścią Kurta Vonneguta. Nie oznacza to jednak, że wynurzenia Zappy są jedynie sowizdrzalskie i błahe – wszak błazen po to przebywa na królewskim dworze, by pod płaszczykiem żartu i zgrywu przemycić mądrości, zdjąć z twarzy dworzan maski obłudy, powiedzieć coś, co innym nie wypada, wskazać błędy i wypaczenia. Wiele wątków jest zresztą bardzo serio.

Im dalej w las, tym autobiografia staje się bardziej dygresyjna i eseistyczna w swym zacięciu. Autor omawia przeróżne zagadnienia, których punktem wyjścia są rzeczywiste wydarzenia z jego życia. Znakomicie zatem czyta się relację z procesu przed angielskim sądem, który dotyczył w głównej mierze rzekomej nieobyczajności tekstów Zappy (te są przytoczone w książce w oryginale). Zajmująco, nawet dla laików – do których przecież i ja należę – nasz bohater opowiada o teorii muzyki, orkiestracji i technikach studyjnych. W kolejnych rozdziałach na pierwszy plan wysuwają się zapatrywania artysty na różne tematy społeczne, polityczne, kwestie narkotyków, działania rynku muzycznego, wychowania dzieci, religii etc. Nie ma tu moralizatorskiego tonu. Są subiektywne, klarowne, uciekające od skrajności przekonania. Jest też zaproszenie do wspólnych rozważań. Ten kalejdoskop wątków jest barwny, napisany z dźwiękiem, ale i zjadliwie. Nikt tu nie szokuje na siłę, ani się nie kryguje. A wszystko to szczere, na ile może być, bo przecież każdy człowiek jest mniej lub bardziej świadomym kowalem swojego wizerunku.

Tak jak i szalona twórczość mistrza nie musi przypaść do gustu wszystkim, zwłaszcza tym, którzy lubią proste reguły gry, tak i pisana w ten sposób autobiografia nie musi wzbudzić entuzjazmu u smutasów. Podobny styl niekoniecznie spodoba się tym, którzy chcieliby dostać wnikliwy wyciąg z rodzinnych kartotek Franka i szczegółową rozpiskę jego studyjnych i koncertowych działań. Stwierdzam jednak z całą stanowczością, że od dawna w dziedzinie około muzycznych książek nie czytałem nic równie dobrego.

Dla fanów Zappy, dla jego wrogów, dla tych, co znają twórczość mistrza i tych, którym niewiele ona mówi. Dla wszystkich? Może i nie. Na pewno nie dla ludzi bez wyobraźni, zamkniętych w jakiejś światopoglądowej, ciasnej skorupie i pozbawionych poczucia humoru. Chociaż… Może pod wpływem lektury niektórzy nieco zmienią zapatrywania, a może lekko się wkurzą, co chyba spodobałoby się artyście, wizjonerowi i trefnisiowi w jednej osobie, który lubił wkładać kij w mrowisko, nie złośliwie, a po to, by wywołać twórczą dyskusję.

ocena: 9/10

Wydawnictwo In Rock na Facebooku

PS. Tak się składa, że rzut beretem od mojego mieszkania znajduje się chyba jedyny w Polsce mural upamiętniający Franka Zappę. Powstał w 2017 na budynku jednej ze szkół średnich w ramach Oświęcim Life Festival. Jego autorem jest Heiko Klohn.

(Visited 13 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , .