Las Trumien – „Więcej śmierci” (2021)

– Co tam panie w metalu o śmierci i zabijaniu?

– A dziękuję, bez zmian, bardzo dobrze.

– W takim razie pozdrowienia dla małżonki i życzenia smacznej kawusi.

Lubię myśleć o Lesie Trumien jako o serialu dokumentalnym dotyczącym makabrycznych zbrodni i zakamarków ludzkiego umysłu, który do tychże jest zdolny. Kolejny, krótki sezon tego serialu, nosi jakże celny tytuł Więcej śmierci.

Jeśli zetknęliście się wcześniej z dokonaniami Lasu Trumien to tytuł mówi wam wszystko, co powinniście wiedzieć. Nie liczcie na jakąś woltę stylistyczną, na jakiś dynamiczny rozwój w którymś kierunku. Zespół serwuje kolejne ochłapy tego, w czym był dobry od samego początku. Oczywiście możemy bawić się w niepotrzebne analizy i licytować, że otwierający Irrumatio riff jest jakby żywcem wyciągnięty z Acid Bath, a ten z Lekarstwa na śmierć prosto od pana Kirka z Crowbar, że Wojtek Kałuża nadal chętnie wrzuca do tego syfu trochę melodyjnych partii i wychodzi mu to bardzo dobrze, że w Arszenikowej Damie pojawia się jakiś subtelny klawisz. Ale to nie ma w tym przypadku sensu. Las Trumien, pomimo dość krótkiego stażu na scenie, zdołał już sobie wyrobić konkretny image oraz charakterystyczne brzmienie. I takim to sludge metalem, opartym na prostych, powtarzalnych, ale i efektywnych patentach, w zasadzie definicją tej muzyki, atakuje na Więcej śmierci. Nic więcej nie musicie wiedzieć ponad to, że panowie są dobrzy w tym co robią.

No i oczywiście Więcej śmierci dostarcza nam też… więcej śmierci. Las Trumien pozostaje wierny swojej lirycznej tematyce i w czterech utworach dostajemy kolejną selekcję prawdziwych (choć w jednym przypadku nie ma co do tego pewności) makabrycznych opowieści, które budzą odrazę, ale i intrygują, a jedna nawet wzrusza. Ponownie grupa zdecydowała się na objaśnienie tychże historii w booklecie, dlatego naprawdę warto sięgnąć po wersję fizyczną krążka.

Las Trumien jest wierny obranej drodze, nie skręca z niej bo i nie musi. To, co zespół robi, jest dobre. Nie sili się na to, żeby była to „sztuka”, żeby było to dzieło wybitne, żeby kipiało od muzycznych zawijasów i żeby ślinili się do tego fani przebierania po gryfie. Nie – ma być ciężko, obskurnie i fajnie. Tylko tyle i aż tyle. Po raz kolejny cel jest spełniony, więcej nie oczekiwałem i oczekiwać nie będę.

Aha, bym zapomniał. Okładka autorstwa Macieja Kamudy to przeklasyczny, przeokrutny majstersztyk, dwanaście na dziesięć.

8/10

Las Trumien na Facebooku

Sprawdź też: Cornada, Tankograd, Narbo Dacal, Antigama, Hostia, Krzta

nmtr
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: .