Z francuskim black metalem może i jest różnie, ale ja zawsze mam z nimi po drodze. Czy jest to muzyka pokroju Norman Shores lub Obscurite, czy Blut aus Nord lub Deathspell Omega, francuski black zawsze ma w sobie to „coś”. I choć Aorlhac plasuje się mniej więcej w połowie stawki wspomnianych wyżej kapel, to i tym razem jest…
Aorlhac to kwartet założony nieco ponad dekadę temu i grający muzykę z pogranicza black metalu symfonicznego i głównonurtowej surowizny. Zespół może pochwalić się dorobkiem w postaci trzech albumów pełnowymiarowych, z których ostatni wydany został przez wytwórnię Les Acteurs de l’Ombre Productions, która ma pod swoimi skrzydłami takie ikony, jak Au – Dessus, The Great Old Ones czy Wildernessking. A to pozwala na zupełnie uzasadnioną dozę oczekiwań.
Album L’esprit des vents to prawie godzina muzyki, podzielona na dziesięć mniej więcej równych odcinków. Równych pod względem klimatu, tempa i odczuć płynących z odbioru poszczególnych kawałków. Wyjątkiem jest oczywiście krótkie i klimatyczne outro, ale znów jest to wyjątek potwierdzający regułę.
Muzyka na L’esprit des vents jest potokiem i ścianą dźwięków zbudowanych na mocno przesterowanej linii gitar, które jednocześnie tworzą główną nutę i klimat na płycie. Gitary wspierane są oczywiście przez sekcję rytmiczną, która w tym wypadku stanowi tło i fundament poszczególnych kawałków. A wokal? Obłąkany growl oscylujący gdzieś na granicy swoich możliwości, a przez to tak prawdziwy, jak to tylko możliwe. Całość ubrana jest w brudny i piwniczny klimat, nieco zatęchły i śmierdzący średniowiecznym lochem, ale starannie nagrany i odpowiednio zmiksowany.
Płyta zawiera sporo akcentów mediewistycznych, ale taki jest też główny przekaz kierowany do nas przez muzyków Aorlhac. Na szczęście te artefakty nie są nachalne i tylko dodają uroku albumowi, worząc przy okazji dość unikatowy klimat na krążku.
Problem z L’esprit des vents jest tylko jeden. Spośród lawiny niezłych kawałków i zalewu naprawdę dobrych dźwięków nie udało mi się wyłowić tych kilku, które spowodowałyby w mojej głowie tsunami i zmiotłyby mnie z powierzchni ziemi.
Jeśli ktoś lubi melodyjny black metal z duszą, to Aorlhac będzie z pewnością wyborem wyśmienitym. Poza tym jest to album na tyle dobry, że 1000 egzemplarzy tej płyty mogłoby się okazać ilością zbyt małą, gdyby nie fakt, że Aorlhac zna z pewnością niewielu. A cała reszta niech tego żałuje. I migiem zmyka do sklepu internetowego w celach zakupowych.
Ocena 7,5/10,0.
- Mysthicon – „Bieśń” (2025) - 28 sierpnia 2025
- Sombre Figures – “Streams of Decay” (2021) - 15 lutego 2022
- Nigrum Tenebris – “I am the Serpent” (2021) - 14 lutego 2022
Tagi: 2018, Aorlhac, black metal, francja, francuski black metal, L'Esprit des Vents, Les Acteurs de l'Ombre Productions, recenzja.







