Jeśli ktoś myśli, że to koniec dobroci wydawniczych na ten rok, może się nieźle zdziwić. Fakt, że bliżej nam jest czasu podsumowań, niż odkrywania nowości. Jednak płyta wydana przez Instant Classic dowodzi, że nie wszystko zostało do końca powiedziane w tym roku. Debiutancki album sosnowieckiego projektu ARRM zaskoczył i ucieszył bardzo. Od dłuższego czasu przyglądam się tej wytwórni i trzeba przyznać, że wypuszczają same ciekawe rzeczy.
Wspomniany ARRM to projekt poboczny muzyków znanych z m.in. black metalowego Thaw. Produkcją natomiast zajął się jeden z najzdolniejszych obecnie realizatorów – Haldor Grunberg. Wniosek nasuwa się jeden po przesłuchaniu 5 utworów – niekwestionowany kandydat do polskiej płyty roku 2016. Zarówno produkcja jak i kompozycje są przemyślanym konceptem, który wciąga i zostaje w głowie na bardzo długo.
Pamiętacie słynny koncert Pink Floyd nagrany w Pompejach? Pierwszym skojarzeniem tego muzycznego wydarzenia, był utwór Pinewood rozpoczynający debiut ARRM. Ta sama przestrzeń i dostojność dźwięku kojarzy mi się z klimatem muzyki Watersa i Gilmoura. Muzykom nigdzie się nie śpieszy i budują bardzo tajemniczą aurę. Wydaję mi się to wszystko, bardzo prawdziwe i szczere. Duchowość numeru drugiego, czyli White Water, jest tego świetnym przykładem.
Budowanie napięcia i pięknej panoramy, jest rzeczą najlepszą w twórczości ARRM. Kiedy damy się porwać muzykom i wejdziemy w ich świat, ciężko jest wrócić do szarej rzeczywistości. Zawarta w tej muzyce jest zaduma, smutek i droga, którą przemierza człowiek przez swoje życie. W taki sposób trafiają do mnie te emocje, chociaż każdy inny słuchacz spojrzy na całość inaczej.
Każdy utwór ma inną formę wyrazu. Posępny Grave, czy niespokojny Horseback mają niesłychaną siłę przekazu. Nie znajdziemy żadnych sampli, lecz żywe instrumenty generując wszystko razem. Domniemuję, że płyta została nagrana na żywo w studiu, bo nie słychać tutaj żadnych ulepszeń, a jedynie to, co w danej chwili płynęło z serc i instrumentów muzyków. Dodatkowo enigmatyczna okładka i samo wydanie tego CD, robią bardzo dobre wrażenie.
Słowami ciężko opisać ten album, koniecznie trzeba go posłuchać w ciszy i skupieniu. Tego wymagają utwory, aby się w nich zagłębić. Mimo, że kilkanaście razy przesłuchałem całość, to za każdym razem odkrywałem coś nowego. Polecam ten materiał z całego serca, bo jest to rzecz niezwykła.
Ocena: 10/10
- Tortuga – „Tortuga” (2017) - 14 lipca 2017
- Gallileous – „Stereotrip” (2017) - 7 czerwca 2017
- Strange Clouds – „Calm Before The Storm” (2017) - 19 kwietnia 2017
Tagi: 2016, ambient, ARRM, debiutancki album, drone, haldor grundberg, Instant Classic, recenzja, review.






