Niespełna półgodzinny, debiutancki album Artura Rumińskiego to wytrawna dawka ambientowej elektroniki. Rumiński, na co dzień udzielający się w takich projektach jak: Thaw, Furia, Gruzja czy Mentor, znalazł czas i dokonał realizacji nagrań, jakie właśnie trafiły na tę płytę. To muzyka całkowicie instrumentalna, będąca zdaje się odbiciem jego wewnętrznego świata. Dominują tu minimalistyczne formy, niezwykle oniryczne, intymne. Z lekka psychodeliczne tła udanie splatają się z fascynacjami światem muzyki etnicznej. Czasem można odnieść wrażenie jakby Rumiński próbował na własną modłę, transformować echa hinduskich rag. Zatopione w pogłosach i ambientowych tłach, gładko wślizgują się w meandry podświadomości, tworząc wizję iluzorycznych światów. Niekiedy Rumiński łamie ich uspokojone, senne brzmienia, wprowadzając elementy kontrolowanego chaosu, jak chociażby w kompozycji IIII, która w dużej mierze bliska jest estetyce muzyki improwizowanej. To co może zaskakiwać przy spotkaniu z płytą to jej brzmienie, nieco brudne i rozdygotane, bardziej osadzone w stylistyce lo-fi. Z początku może to razić, ale najwidoczniej taki był właśnie zamysł samego Rumińskiego, który chciał zapewne uniknąć studyjnej sterylności i postawił na bardziej surowe, szorstkie brzmienie. Wydaje się, że 27 minut jakie zarezerwował na tym albumie w zupełności wystarcza. Przy dłuższym czasie materiał mógłby wydawać się nieco rozwlekły i nużący. A tak na pewno zaostrza apetyt i pozwala wierzyć, że solowa działalność Artura Rumińskiego nie skończy się na tej jednej płycie.
Ocena: 7/10
Autorem recenzji jest Robert Moczydłowski.
- Muzycy TURBO doceniają nastolatków z ADHD - 28 stycznia 2026
- Wrocławski ODYUM na koncercie w Poznaniu - 27 stycznia 2026
- Wygraj bilet na koncert zespołu NAPALM DEATH - 27 stycznia 2026
Tagi: ambient, Artur Rumiński, drone, drone guitar, experimental music, recenzja, review, Zoharum.






