Atropine to nazwa kompletnie mi obca – do niedawna. Jak się okazało, zespół gra już od 2009 roku, a swoje pierwsze poważniejsze kroki przedsięwziął nagraniem debiutanckiej płyty Death is Coming… (2019). Nie miałem okazji jej słuchać, ale po lekturze najnowszego, drugiego wydawnictwa Rzeszowian jest bardzo prawdopodobne, że to się zmieni. Sanity Desecration, bo taki tytuł nosi drugi krążek zespołu, został wydany 29 września nakładem Via Nocturna.
No lubię tę robotę. Kiedy żadne nowości metalowej czołówki jakoś nie chcą cieszyć, wtedy na odsiecz, kompletnie niespodziewanie, uderza jakiś undergroundzik, by ratować kondycję metalowej sceny. Sanity Desecration okazał się albumem, który trafiając w moje ręce, jeszcze przed odsłuchem sprawił wrażenie, że będzie to coś dobrego. Czasami tak bywa, po szybkich oględzinach pojawia się przeczucie, które często sprawdza się potem przy głębszym zapoznaniu. Najdziwniejsze, że takie przeczucia często zbudowane są na przykład na klimacie okładki, a tu z pewnością nie o to chodzi, bo niestety mamy do czynienia z dosyć miernym dziełem autorstwa wokalisty. Okładka jest totalnie sztuczna i komputerowa, przypomina dawne dzieła Graala i oczywiście rozumiem, że dla zespołu na dorobku koszt zatrudnienia grafika to ciężki temat finansowy, ale jestem pewien, że można było to jakoś lepiej rozegrać. Pozostaje mieć nadzieję, że w przyszłości Skiborg poprawi swe umiejętności, a teraz czas przejść do konkretów.
Atropine gra death metal, tu nie ma żadnych wątpliwości czy niedomówień. Styl zespołu jest czysty niczym seta wódy, równie jak ona mocny i walący w łeb. Od pierwszych dźwięków dostajemy brutalnymi ciosami agresywnego deathu, który nie zna litości i słowa „zmiłuj”. Bardzo amerykańsko brzmiący, szybki, kąsający i spaczony chaosem na modłę mistrzów z Immolation. Jest to mieszanka iście diabelska i warta sprawdzenia, bo w swej może nieprzesadnie oryginalnej formie naprawdę skutecznie kopie dupę. Zespół tworzy swoje kompozycje w sposób profesjonalny, dokładnie wiedząc, jak wyważyć prędkość względem ciężaru, dzięki czemu trzydziestominutowa całość nie męczy, a pozostawia uczucie niedosytu.
Brzmienie wykręcone w rzeszowskim Dźwiękonarium Studio dobrze współgra z muzyką, w przyszłości słyszałbym tu więcej mięsa i gruzu, ale na tym etapie kierunek został wybrany dobrze. Wszystkie te superlatywy wskazują na to, że dorobiliśmy się nowego gracza na scenie death metalowej, który ma apetyt, by ostro namieszać, co z odpowiednim wsparciem powinno się ziścić. Sanity Desecration jak na drugi long w karierze jest albumem dojrzałym, w którym słychać poważne zalążki własnego stylu i liczę, że trzeci w dyskografii Atropine zmiecie wszystko na swojej drodze.
Ocena: 8.5/10
- At the Gates – „The Ghost of a Future Dead” (2026) - 10 kwietnia 2026
- Huge – „Not a Handful of Stones but the Sound of My Soul” (2025) - 9 kwietnia 2026
- Immolation – „Descent” (2026) - 29 marca 2026
Tagi: 2023, Atropine, death metal, recenzja, review, Sanity Desecration, Via Nocturna.






