Azell – „Astralis” (2025)

Doom i sludge to gatunki pełne ciężkich emocji i potężnych dźwięków, które wciągają słuchacza w głębokie odmęty muzycznych doświadczeń. W przypadku Azell te elementy są jeszcze bardziej wyraziste dzięki ich unikalnemu podejściu zespołu do muzyki. Brudne, zagrane od niechcenia i z zamierzoną niestarannością riffy na Astralis przyprawiają mnie o dreszcze. Brzmienie gitar na Astralis jest monumentalne, tworzy ściany dźwięku, które zdają się nie mieć końca. Jest głębokie i ciężkie, jakby każda nuta była rzeźbiona z najtwardszego granitu. Te dźwięki rozwijają się powoli, ale z nieubłaganą siłą, jak lawina, której nie można zatrzymać.

Dwuosobowy zespół Azell od 2022 roku tworzy najcięższe brzmienia, jakie można sobie wyobrazić. Łącząc mroczne science fiction z monolitycznym doomem i surową, destrukcyjną estetyką, stworzyli własne brzmienie – space sludge – wyróżniając się na zatłoczonej, undergroundowej scenie muzyki ekstremalnej. Ich debiutancki album, Death Control, uderzył z impetem dokładnie rok temu, zdobywając uznanie krytyków na całym świecie. Ja przeszedłem obok niego z obojętnością i wielu ludzi zarzuciło mi ignorancję. Dlatego też spiąłem się w sobie i rzetelnie przysłuchałem dźwiękom płynącym na Astralis.

Jest to album koncepcyjny w typowym dla zespołu ambitnym i pomysłowym stylu, któremu będzie towarzyszyć nowela – opisana przez zespół jako „powrót do pulpowych powieści z początku XX wieku” – przy czym każdy rozdział noweli będzie reprezentowany przez piosenkę z albumu. Rozdział otwierający jest już dostępny dla fanów, którzy za pośrednictwem Bandcamp pobierają pierwszy singiel z Astralis, From the Womb of Oblivion. Stanowi on niesamowite wprowadzenie do tego, co Azell osiągnął na nowym albumie, a osiągnął całkiem sporo. To upadek w ziejące otchłanie, gdzie bas dudni pod rozległymi, leniwymi, zwalistymi riffami, a Courtney Napier zapewnia cierpki występ wokalny o szokującej intensywności, surowy i jadowity, głęboki i potworny. Nie ma chwili wytchnienia, gdy rozwija się Astralis, potężne riffy wciąż miażdżą cię ciosem za ciosem, bezlitośnie i nieubłaganie, a nieziemska atmosfera emanuje z każdego akordu.

Perkusja na drugiej płycie to kolejny atut. Ma charakter walcowaty i powolny, ale jednocześnie niesie ze sobą ogromną siłę. Jest jak bicie serca, regularne i nieustępliwe, które nadaje rytm całej kompozycji. Każde uderzenie bębna jest jak krok olbrzyma, przetaczający się przez krajobraz dźwięku.

Poprzez niezmierzone, bezdenne rytmy i kosmiczny horror Monolithic Terror i mrocznie królewskie When Darkness Unfolds niczym procesja koronacyjna nieumarłych królów lub międzygwiezdna karawana do zapomnienia – aż po oszałamiające Waves of Remembrance, niczym drżący beton przesiąknięty obcym smutkiem, którego nie da się opisać ludzkimi słowami, Astralis wciąga nas w swoją czarną paszczę i trzyma w niewoli, zniewala i pochłania. Nie sposób dyskutować z proroctwem zagłady oferowanym przez The End is Inevitable, który maszeruje w ponurej rozpaczy do końcowego arcydzieła albumu, w postaci Time Slows to Nothing. Czuję tu tutaj chwiejne wskazówki uniwersalnego zegara, gdy zaczynają rdzewieć i poczucie, że wszystko zwalnia w miażdżącym, przytłaczającym odrętwieniu, gdy zespół powoli zwalnia tempo; w dół, w dół, w dół do zera. Eksplozja saksofonu jest jak ostatnia iskierka życia przed ostatecznym końcem, a Astralis pozostawia mnie bez słowa. Oszołomionego.

Zmiksowany i zmasterowany przez Davida Napiera, członka zespołu, album Astralis brzmi po prostu zniewalająco. Ciężar perkusji, gęsta maź gitarowych riffów, paląca wściekłość wokalu.

To atuty płyty, a jakie są minusy? Zespół mimo starania się na innowacyjność, nie wnosi tak naprawdę nic, czego byśmy już nie znali. Kapel o podobnym, masakrycznie ciężkim brzmieniu było już bez liku, wściekłych, niemal histerycznych wokali również. Mimo to Azell słucha mi się z zaciekawieniem i pewną dozą nostalgii, bo gitary przypominają mi do złudzenia rok 1991 i Forest of Equilibrium tytanów z Cathedral.

Ocena 7/10

Azell na Facebook

 

Adam Pilachowski
Latest posts by Adam Pilachowski (see all)
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , .