Słuchając trzeciej płyty fińskiego Black Rock, co chwila musiałem się upewniać, czy to wydawnictwo na pewno jest z zeszłego roku. Ba, czy na pewno pochodzi z XXI wieku! Nie przypominam sobie, żebym słuchał czegoś współczesnego, co brzmi tak surowo, prymitywnie, chamsko.
O ile surowizna i brzmieniowe nieokrzesanie są czynnikami jak najbardziej pożądanymi w oldschool’owej mieszance heavy, speed i black metalu, o tyle Finowie burzą jakiekolwiek cywilizowane podejście do nagrywania i cofają się do epoki kamienia łupanego. Jeśli wczesne oblicze Sodom było nacechowane brudem, to Black Rock jest umazany sadzą od stóp do głów – jeśli stare Sarcofago było bezlitosne w swej butności, to fiński duet idzie dalej i pluje jadem na wszystkie strony. Pierwsza płyta Bathory i początkowe Venom to przy naszych bohaterach szczyt brzmieniowego wyrafinowania i kompozycyjnej ogłady. To już nie jest nawet garaż, to jest kibel o powierzchni dwóch metrów kwadratowych w zatęchłych suterenach.
Jeśli chodzi o kompozycje, to wcale nie jest lepiej. Zespół czerpie z wyżej wymienionych, ale na zasadzie pierwotnego naśladownictwa charakterystycznego dla zwierząt człekokształtnych naśladujących ludzkie odruchy, choć nie wiem, czy przypadkiem nie obrażam tym stwierdzeniem naszych braci mniejszych. Słychać wyraźnie, że chłopaki tkwią gdzieś w swojej norze i nie robią nic, oprócz chlania gorzały i słuchania demówek Hellhammer, skręcając się nad kunsztem i biegłością legendarnych Szwajcarów. Wszystko tu rzęzi, jest utrzymane raczej w średnich tempach, choć galopady również się pojawiają. Ogólnie trudno się rozwodzić nad tym, czy gitara coś gra, czy brzęczy natrętna mucha, niewiadomo czy za perkusją siedzi człowiek, czy może wściekły jaskiniowiec wali maczugą w czaszkę zabitego przed chwilą wroga.
Najciekawsze jest to, że tej płyty słucha się całkiem nieźle. Jest w niej jakaś atawistyczna siła, przykuwająca do głośnika i niepozwalająca się od niego oderwać. Prostota Black Rock jest na tyle intrygujące, że spotkanie z tym tworem potrafi wyzwolić najniższe, pierwotne instynkty, a wtedy już można się zatracić. Bardzo specyficzne, dla wąskiej grupy odbiorców, ale na pewno warte uwagi, bo dziś nie gra tak prawie nikt.
Ocena: 6,5/10
- Peurbleue – „La Cigue” (2022) - 10 grudnia 2022
- Voidfire – „W Cienie” (2022) - 8 grudnia 2022
- Miasmes – „Vermines” (2022) - 23 listopada 2022
Tagi: 2018, album review, Arcane Remorseless, Black Rock, black/thrash/speed metal, Defense Records, finnish black metal, Mythrone Promotion, recenzja, Unpure Records.






