Dla niektórych Black Sabbath bez Ozzy’ego nie ma prawa istnienia. Ja generalnie preferuję albumy z oryginalnym wokalistą, aczkolwiek era Dio zapisała się bardzo silnie w obszernej księdze metalu i znam nawet takich, dla których Heaven and Hell jest najlepszym albumem Brytyjczyków. Czego by tu nie napisać, prawda wygląda tak, że Dio spadł z nieba wypalonym, wyeksploatowanym muzykom Sabbath i dał im energię, by kolejny raz wejść na wyżyny. Album oryginalnie wydany w 1980 roku doczekał się reedycji nakładem BMG, która wpuściła go do sprzedaży 4.11.2022, ku uciesze fanów. Album został ubrany w odświeżone brzmienie, mocny gatefold i kilka bonusów. Fanów wszelakich splatterów tym razem wytwórnia postanowiła nie zadowalać i puściła album na klasycznym czarnym placku. Dla tych, co nie złapali gramofonowego bakcyla, label przygotował ładne, upasione CD digipaki i obowiązkowe streamingi. Do mnie trafiły gatefoldy, więc, uprzywilejowany, recenzję piszę do akompaniamentu trzasków spod igły mojej starszej od tego albumu maszynki, która idealnie rozumie, czym jest stary, analogowy sound.
Otwierający album Neon Nights w moim uznaniu powinien zamknąć usta sceptykom zmiany wokalisty w latach 80. tak samo, jak teraz. Kompozycja jest świetna i absolutnie kultowa. Pokazuje idealnie wszystkie zmiany, jakie zaszły w zespole, a melodyjny głos Dio pokazał, że nie miał zamiaru naśladować poprzednika. Przy takim starcie zmiany składowe w Sabbath w dużej mierze musiały zostać zepchnięte na dalszy etap, bo najnormalniej muzyka sama się broniła. Była bardziej chwytliwa, mniej zdołowana, ale niepozbawiona charakterystycznego stylu komponowania Iommiego i spółki. Nowa wersja została delikatnie podkręcona i może nie nazwałbym jej „na sterydach”, ale na pewno dostała nowej energii i szlifu. Chwytliwe utwory sprawiają wrażenie jeszcze bardziej nośnych niż pierwotnie i mi to odpowiada. Blachy perkusji syczą wyraziście, bas Butlera ładnie bulgocze i nie trzeba się go domyślać, a nieco romantyczny lirycznie Dio czaruje głosem i melodiami.
Poza podstawową playlistą Heaven and Hell, dostajemy w zestawie placek wypchany bonusami, na które składa się sześć kompozycji w formie live i jednej w wersji mono edit (Lady Evil). Utwory live zostały zarejestrowane w Hartford w 1980, z wyjątkiem otwierającego Children of the Sea, który wzięty został z singla Neon Knights i pozbawiony jest opisu, gdzie go nagrano. Podczas słuchania nagrań live dopiero uderzyło mnie, jak innym zespołem stał się w tamtym czasie Black Sabbath. Ozzy był zawsze świetnym frontmanem, ale to Dio technicznie błyszczał i zespól zdawał sobie z tego sprawę, przez co kładł na jego głos nacisk. Wiele też w kompozycjach słychać przestrzeni, może nawet mały romans z progresją. Bonusy są więc na pewno interesujące i warte poznania. Wszystko to powoduje, że ciężko ominąć to wznowienie i ja, jak znany z Biblii wąż, będę Was kusił i namawiał do jej sprawdzenia. Sabbath z Ozzym był potężny, ale ten z Dio posiadał równie wiele charakteru i według mnie trzeba znać oba.
- Blood Court – „The Burial” (2025) - 22 stycznia 2026
- Scorpions – „From the First Sting” (2025) - 16 stycznia 2026
- Wisdom In Chains – „Die Young” (2005/2025) - 15 stycznia 2026
Tagi: 2023, Black Sabbath, BMG, Heaven And Hell, metal, recenzja, review.






