The Burial to tytuł nowego dzieła Cannibal Corpse, a nie… wróć! The Burial to tytuł drugiej płyty niemieckiego Blood Court, któremu dałem się oszukać, bo rżnie pod Kanibali prawie jeden do jednego. Album został wydany samodzielnymi siłami projektu 15 listopada 2025 roku w digipacku opatrzonym rzeźnickimi grafikami stworzonymi przez niestety nie wiadomo kogo, gdyż wkładka nie zawiera tej informacji. Znalazło się za to miejsce na bardzo „dojrzałe” podziękowanie dla Szatana za wsparcie. Start, rzekłbym, taki sobie.
Początek płyty to bezpośredni cios w twarz. Bez intra, bez innych rozwiązań mających stworzyć wprowadzenie. Po prostu luta na pysk. To mi bardzo przypadło do gustu, tym bardziej, że brzmienie krążka wykręcone przez Andy’ego Classena jest silne, skomasowane i zbite. Uderzając otwieraczem Mutilate, Blood Court gwałci, rozrywa i masakruje, ale przy okazji pokazuje od pierwszych sekund swoją ślepą miłość dla muzyki mistrzów mielonki z Cannibal Corpse. Pomimo tych skojarzeń, kawałek podoba mi się, wszystko się zgadza i choć brzmi jak utwór, który nie zmieścił się na Gore Obsessed CC, zaliczam go do udanych. Z dwójką jest nadal mięsiście, ale nie tak całkowicie florydzko, pojawiają się trochę inne motywy, jest więcej urozmaicenia. Pamiętać jednak należy, że wspominając o urozmaiceniach czy innych inspiracjach, mówię o skrajnie deathmetalowym klimacie. Tu nie ma innych riffów czy rytmów. Album zawiera w sobie tylko i wyłącznie death metal, taki wręcz betonowy, uparcie trzymający się oczywistych patternów. Z tym mam mały problem, album jest krótki, z dwoma coverami trwa pół godziny, a ja mimo silnej dawki brutalności ledwo skupiam się na tym, co słyszę. Nie wiem, czy to wina kompozycji utrzymanych na jednym levelu ataku, czy może poprawnego, aczkolwiek mało dynamicznego brzmienia. Płyta jak się zaczyna, tak się kończy, a ja jakoś przy każdym kolejnym odsłuchu pozostaję z pustką w głowie. To, co piszę, może być nieco niesprawiedliwe dla zespołu, muzycy oferują wysoki poziom wykonawczy, solidnie zagrane rzemiosło, ale brakuje mi tu tego czegoś, co porywa i nie wypuszcza ze swoich macek. Album jest okej i niestety tylko okej.
Wspomniałem o dwóch coverach. Pierwszym z nich jest (niespodzianka) I Cum Blood wiadomo kogo. Utwór jest sprawnie odegrany, ale przy okazji coverów nagle wychodzą na jaw wady miksu, w którym użyto próbkowanych garów. Perkusja brzmi tu aż za ładnie i poprawnie. W głowie siedzą mi oryginalne partie, które może nie były tak pięknie nagrane, ale miały w sobie wiele życia i klimat. Ten cover, jak i następny – do The Crippler zespołu Sodom – wypada bezdusznie. Nowoczesna technologa zabiła cały klimat oryginalnych wersji i wolałbym, by zamiast nich pojawiły się dwa nagrania autorskie. Sodomu nie uratowały też gościnne krzyki Sabiny Classen z Holy Moses.
Gdy wziąłem do łapy The Burial, chciałem, by album mi się spodobał. Pomyślałem, że jest szansa, że będzie to deathmetalowy killer. Przeczucia mnie jednak trochę zawiodły, choć nie mogę napisać, że jest to płyta słaba. Myślę, że warto, byście sami sprawdzili, czy Wam takie granie siądzie bardziej niż mi. Zespołu absolutnie nie skreślam i liczę, że przyszłość przyniesie skuteczniejszego mordercę od The Burial.
Ocena: 6/10
- Blood Court – „The Burial” (2025) - 22 stycznia 2026
- Scorpions – „From the First Sting” (2025) - 16 stycznia 2026
- Wisdom In Chains – „Die Young” (2005/2025) - 15 stycznia 2026
Tagi: 2026, Blood Court - The Burial, death metal, recenzja, review, self-realised.






