Brave the Cold – „Scarcity” (2020)

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

No i moje kilkuletnie rozmyślanie na temat tego, gdzie podział się wieloletni gitarzysta Napalm Death Mitch Harris wreszcie dobiegły końca. Trochę czasu minęło od momentu, gdy zniknął ze składu ND, ale sytuacja jakby nigdy nie była oficjalnie wytłumaczona. Jego nowy projekt Brave the Cold wydaje się, że jest odpowiedzią na wszystkie przypuszczenia i jednoznacznym odcięciem się od macierzystej kapeli. Album zatytułowany został Scarcity, wypuszczony w formie digitala 2 października, a jego fizyczna premiera ma mieć miejsce dopiero 11 grudnia z logiem Mission Two Entertainment (kiedyś Victory Records). Do współpracy Mitch zaprosił perkusistę Dirka Verbeurena (ex-Soilwork, Megadeth), by swoim wysokooktanowym stylem uniósł ciężar materiału. Za brzmienie odpowiada Logan Madder znany z pierwszego składu Machine Head i wieloletni producent muzyczny, mający na koncie współpracę z Gojira, Septic Flesh, W.A.S.P czy Fear Factory. Wszystkie te osobistości bez słuchania powinny być gwarantem mocnego albumu, a czy jest tak w rzeczywistości?

Moim zdaniem tak. Po pierwsze, podchodząc do Scarcity należy pamiętać, że to nie jest na przykład Harmony Corruption Napalm Death i nieco otworzyć głowę na nowe brzmienia. Natrafiłem już na głosy malkontentów odnośnie czystych wokali Mitcha lub za małej ilości agresji na płycie. Jak dla mnie te głosy najnormalniej były spowodowane wcześniejszymi założeniami i oczekiwaniami na typowo grind/deathowy album. Zamiast tego Brave the Cold prezentuje materiał niemal progresywny jak na standardy tak agresywnej sztuki. Całość oparta jest na charakterystycznym stylu riffowania jego twórcy. Momentalnie da się wyłapać wpływy klasycznego ND, ja osobiście słyszę nawiązania do Fear, Emptiness, Despair czy Enemy of the Music Businnes podpalone klasycznym thrashem i pokręconym stylem Voivod. Uważam także, że materiał mógł równie dobrze wydany być z logiem Defacation, czyli projektem Mitcha sprzed laty. Brave idzie podobną drogą, epatuje podobnym jadem i agresją, i oczywiście łączy je ten sam styl gry i zdzierania głosu. Jak już przy wokalu jestem, to muszę pochwalić autora za swe wokalne dokonania. Linie wokalne są urozmaicone, położone tam gdzie należy, a wiele ich partii można traktować jako łatwo zapamiętywalne. Wspomniane wcześniej czyste partie były dla mnie zaskoczeniem, lecz in plus. Ich psychodeliczny charakter dodaje Scarcity chorej atmosfery i są dobrym dodatkiem do całości. Dobrze współgrają ze zwierzęcą prostotą agresji, nadając większej skuteczności kompozycjom, w których się pojawiają.

Poza hitami w postaci singlowych Blind Eye i Hallmark of Tyranny z grona dobrej całości lubię jeden z brutalniejszych Dead Feed, który poza siłowymi wstawkami wprowadza majestatyczny klimat w środkowej części dzięki podniosłym brzmieniom klawiszy. Lubię także zamykający Shame and Ridicule, który przeładowany jest klimatem Napalm Death lat 90.

Scarcity, pomimo silnych nawiązań do korzeni jego autora, jest albumem otwartym i poszukującym. Jego agresja, siła przekazu i buntu nasączona jest wieloletnim doświadczeniem, co zaowocowało także eksperymentami, poszukiwaniem większej głębi . Ja to kupuję i nie wymagam od Harrisa kopiowania samego siebie.

Ocena: 9/10

Brave the Cold na Facebook’u.

Tagi: , , , , , , , , , .