Site icon KVLT

Carnifloor – „Process of Disorderly Conduct” (2016)

A to mi się brutalne ciasteczko trafiło. Dotychczas ani o Carnifloor ani jego twórcy, Floorze van Kuijku (to jakiś holenderski odpowiednik patyka?) nie słyszałem. Risercz wykonany na potrzeby recenzji wykazał, że wspomniany jegomość na scenie slamowej się udziela i przyłożył zboczone łapska do ostatniego Korpse, a i w Fermented Masturbation gmerał. Zaiste, dobre to polecenie.

Wydany całkiem niedawno Process of Disorderly Conduct to dziewięć utworów utrzymanych w bardzo, baaaaardzo mięsistym typie slamu. Do tego z częstymi przebłyskami technikaliów. Krążek jest pierwszym długograjem Carnifloor i trwa pół godziny, a za wydaniem go na świat stoi Rotten Music.

Wspomniałem, że jest mięsiście? Nieważne, wspomnę raz jeszcze, bo z taką ilością flaków już dawno nie obcowałem. Poczynając od typowo slamowego intra pod wdzięczną nazwą 05211960 po ostatni Regenerate slamujący napierdol ustaje tylko wówczas, gdy autorowi nagle zechce się pochwalić techniką. A i te momenty zrywają skórę z czachy. Czy to na Acid Purification, wyjątkowo bujającym i zawierającym naprawdę fajne technikalia, i to z gatunku tych niebędących czystym szpanowaniem, czy bardziej techdeathowym Disposable Pleasure Servant, zalewani jesteśmy wysoce zajebistym, brutalnym death metalem. Nie ma miejsca na zwolnienia, nie ma miejsca na ballady, nie ma miejsca na wytchnienie. Nawet sampli i wycinków z goresplatterów tu nie uświadczycie. Rzeźnia, rzeźnia, rzeźnia! A największa rzeźnia jest pod koniec. Trzy ostatnie strzały, Cannibalistic Masturbation, Altar of Necropsy i Regenerate gwałcą ośrodek słuchowy bardzo skutecznie i pozostawiają trwałe piętno tego gwałtu. Tak po prawdzie to nic więcej nie ma tu do opisywania. Po prostu slamming brutal najpierwszej wody, bujający, porywający, wyrywający szczękę. Jedyną wada, jaką znalazłem, to bassdropy. Jest ich zwyczajnie za dużo (w takim Obscene Intentions pojawiają się aż trzy), są kiepsko zmontowane i brzydko odbierają nagraniu mocy. Poza tym, miodzio.

A czy mówiłem już o tym, że nagranie jest bardzo mięsiste? Posłuchajcie zresztą tych gitar. Tak na logikę, normalnie marudziłbym, że perka jest zbyt wyraźnie sztuczna (choć tu to nie razi aż tak bardzo), wokal nienajlepszy, a bas zupełnie się nie wyróżnia. Carnifloor jest jednak zmiksowany idealnie. Słodkie brzmienie strunowców zostało tak pięknie uwypuklone, że słuchaczowi nagle robi się wszystko jedno, co się dzieje z wokalem i perką. Idealnie skupiono się na jak największej jatce, czyniąc Process of Disorderly Conduct jeszcze brutalniejszym. Do layoutu można się w sumie przyczepić, że zamiast książeczki jest fiszka a i motyw wszędzie pojawia się jeden, ale tak serio, to jest tylko czepianie się na siłę.

Cholernie polecam ten krążek. Zaręczam, że będę go katował przez kilka następnych tygodni. To jedna z najlepszych perełek Rotten Music i każdy slamofil powinien skonfrontować się z Carnifloor w trybie natychmiastowym. Tak rzekł ja, jeden z takich slamofili.

Ocena: 9/10

Latest posts by Kapitan Bajeczny (see all)
Exit mobile version