Caronte – “Codex Babalon” (2016)

Źródło:

Na wstępie chciałbym napisać, że w moje ręce wpadła rzecz niezwykła. Od czasów, kiedy zacząłem kolekcjonować muzykę zawsze zwracałem uwagę na okładki i ich wydanie. W tym przypadku jest to przepiękną rzecz. Zespół nazywa się Caronte i pochodzą z Parmy we Włoszech. Album a właściwie epka nazywa się złowieszczo Codex Babalon. Czerwony booklet z dość ciekawą stylistyką okultystyczną i książeczką w środku robią wrażenie. Całość składa się z 3 utworów i mieści się w pół godzinie klasycznego doom metalu. Tak jak wspomniałem wcześniej z dość dużą otoczką mistycyzmu, czarnych mszy i kultu rogatego. Brzmi znajomo prawda? Obecnie można znaleźć w Europie setki takich kapel. Wyznacznikiem takiego brzmienia są gruzy spod znaku Electric Wizard czy YOB. Jednak w tym przypadku jest to dość wyrazista kopia tego pierwszego. Scena tego typu grania jest specyficzna, ponieważ jest robiona przez fanów dla fanów. Jestem pewien, że muzycy Caronte bardzo lubią krążek Witchcult Today Elektrycznego Czarodzieja. Klimatem Codex Babalon przypomina tego longplaya. Wokal Doriana Bonesa jest bardzo stylizowany na Jusa Oborna. Czy jest to zarzutem? Dla mnie osobiście nie jednak po dłuższym przebywaniu z tą muzą zaczyna troszkę przynudzać. Świadomy jestem faktu, że jeszcze powstanie masa takich płyt w przyszłości.
Pierwszy utwór Invocation To Paimon przeniesie nas do ciemnych katakumb, gdzie jest odprawiany rytuał. Dziwne dźwięki w tle plus główny gitarowy riff, potęgują klimat grozy. Czytając tekst tego utworu, wchodzimy w różne wizje ludzkiego umysłu. Opętany śpiew Doriana dopełnia klimat. Szczerze mówiąc, ten utwór najbardziej przemawia do mnie. Polecam obejrzeć teledysk, który został nakręcony do niego.

Po dość mocnym otwarciu tej epki, czas troszkę zwolnić i odpłynąć. Taki jest Elixir Rubeus. Prawie 9 minut niskiego „łojenia” może wykręcić nie jednemu mózg. Zamierzony jest taki cel, muzyczna hipnoza Caronte działa prawidłowo. Pewnie co niektórzy sięgną po zielony dym, jednak i bez niego brzmi to bardzo dobrze. Codex Babalon kończy się Rites Of High Theurgy, ostatnim aktem tej doom metalowej mszy. Jest mocniej i energetycznej a pulsacja tego utworu jest zajebista. Polecam zamknąć oczy, by w pełni unieść się pośród tych dźwięków. Chciałbym uwagę zwrócić, że mimo niskich riffów jest wyczuwalna fajna melodyka, która zostaje w pamięci. Przyznam, że złapałem się na nuceniu refrenu tego ostatniego numeru.

Czepiać się można, że to już było i nic odkrywczego. Polecam jednak spojrzeć z bliska na fanów tego gatunku i na całą kulturę. Kapele wydają płyty takie, jakie chcą, bez zbędnych nacisków. Fani przychodzą na koncerty, palą zielony dym i machają głowami na koncertach. Nikt nikogo nie rozlicza o ile dźwięków jest za mało bądź za dużo. Liczy się dobra zabawa i niepowtarzalny klimat. Caronte można polecić weteranom, jak i tym którzy wchodzą ten zakręcony świat kultu riffu, odlotów oraz wróżek i czarodziejów.

Ocena 7.5/10

Rafał Morsztyn
Latest posts by Rafał Morsztyn (see all)

Tagi: , , , , , , , .