Zbliżający się koniec roku powinien skłaniać do czynienia podsumowań i zamykania zestawień ciekawszych wydawnictw w poszczególnych muzycznych szufladach. Co jednak, gdy nagle wpada człowiekowi w ręce krążek, który każe pośpiesznie co niektóre rozrachunki zweryfikować? W takiej sytuacji postawił mnie właśnie włoski Caronte, który z początkiem grudnia wypuścił na świat swój czwarty duży album pt. Wolves of Thelema.
Pochodzący z Parmy kwartet parał się do tej pory graniem stoner/doom metalu, zdradzającego silne ciągoty w stronę szamanizmu, okultyzmu i wszelkiej maści ezoteryki. Na nowej płycie muzycy Caronte postanowili jeszcze mocniej otworzyć swoje trzecie oko i zatracić się w oparach magii i wiedzy thelemicznej na tyle, że zfuzzowane dotychczas brzmienia zastąpili podniosłymi klimami occult rocka/heavy metalu. A że cholernie lubię te rejony muzyczne, z chęcią zatopiłem się w gęste od zapachu rytualnych świec dźwięki Wolves of Thelema.
Nie jest to co prawda granie szczególnie nowatorskie (bo od inspiracji i wzorców muzyka Włochów zdaje się wręcz kipić), ale za to jak podane. Począwszy od tradycyjnie heavy metalowego Black Hole Dawn (prezentującego się jak podebrany od In Solitude, Year of the Goat i wczesnego Ghost) przez post punkowe 333, doomowe Hypnopyre, po gothic rockowe Wolves of Thelema, brzmiące jak dźwięki Fields of the Nephilim wymieszane w doskonałych proporcjach z muzyką Paradise Lost, Włosi serwują nam z jednej strony podniosły (choć uciekający od taniej egzaltacji), z drugiej cholernie chwytliwy i przebojowy materiał. A takie Quantum Ecclesia, Starway to the Cosmic Fire i absolutny hymn krążka w postaci Queen of the Sabbath to już w ogóle ciosy trafiające celnie w trzewia i pozostawiające słuchacza w pozycji wpół zgiętej.
Na uznanie zasługuje też oprawa graficzna płyty – okładka i booklet przyozdobiony sigilami doskonale licuje z charakterem muzyki na niej zawartej. Tajemnicą nie jest, że w wypadku tego podgatunku, współgranie warstwy dźwiękowej i wizualnej ma szczególne znaczenie.
Wolves of Thelema trafił w mój gust bez pudła. I choć nawet chciałbym się do czegoś przyczepić, (by nie sprawiać mylnego wrażenia osoby przesadnie zajaranej), w zasadzie nie mam do czego. Pozostaje więc tylko krążek polecić i z przyjemnością samemu odpalić go ponownie.
Ocena: 8/10
- Les Bâtards du Roi – Les chemins de l’exil (2025) - 7 kwietnia 2026
- AMPACITY publikuje teledysk do „Phantomatics” - 3 kwietnia 2026
- Debiutancki singiel gotyckiego Wolfpack Heading Nowhere już dostępny - 3 kwietnia 2026
Tagi: Caronte, Heavy Metal, occult, recenzja, review, rock, Wolves of Thelema.







