Casket – „In the Long Run We Are All Dead” (2026)

Pora na old schoola. Niemiecki Casket po dziewięciu latach zdecydował się wydać pełen album, poprzedzony Epką Urn z 2021 roku. Nowe dzieło nosi ciekawy tytuł In the Long Run We Are All Dead i zostało wydane 23 stycznia 2026 roku nakładem Neckbreaker Records.

Pomimo bardzo długiego stażu zespołu mój pierwszy z nim kontakt odbył się za sprawą Urn, o którym miałem przyjemność napisać kilka słów w recenzji. Materiał odebrałem pozytywnie, więc ucieszyłem się, gdy listonosz dostarczył mi paczkę z nowym wykon Casket w środku. Okładka płyty utrzymana jest w takim samym klimacie co Urn i myślę, że można potraktować album jako rozwinięcie kierunku, który tam został obrany. To samo można bez wątpienia powiedzieć o muzyce kapeli. Było surowo i surowo jest nadal. Casket skupia się na dosyć prymitywnym, siłowym death metalu, definitywnie kierowanym do wąskiej grupy odbiorczej i totalnych maniaków. Dwanaście kompozycji zawartych na albumie trzyma równy poziom i podobną dawkę brutalności. Nie ma tu mowy o inspiracjach spoza gatunku, jest „czysto” i totalnie w konwencji. Dominują średnie i szybkie tempa, a nad całością góruje niski wokal kojarzący się lekko nieco z Chrisem Barnesem czasów Tomb of the Mutilated.

Czas trwania płyty to niecałe czterdzieści pięć minut i z tym mam mały problem, bo taka muzyka na długim dystansie niestety wypada dosyć monotonnie. Każdy z utworów słuchany osobno oceniam na plus, jednak gdy spiąć to w całość, to po jakimś czasie się nudzę. W tym przypadku prostota utworów i niewielkie urozmaicenia w połączeniu z długim czasem trwania płyty przyniosły negatywne efekty. Skrócenie tracklisty o dwie kompozycje absolutnie by nie zaszkodziło, a wręcz poprawiło odbiór matexu. Odpady zawsze można później puścić na jakimś splicie albo Ep.

Zdecydowanymi plusami In the Long Run We Are All Dead są jego ciężar i szczerość. Tu nie ma nad czym dyskutować, zespół zjadł zęby na death metalu i ciągnie ten wózek ponad trzydzieści lat. Nowy album jest hołdem dla czystego, zwierzęcego metalu śmierci, co doceniam i propsuję. Małym minusem za to jest jego monotonia, która może zacząć doskwierać słuchaczowi w końcówce. Myślę, że nie tylko ja lubię albumy pełne różnorodnych emocji, a przytoczę tu na przykład dorobek Bolt Thrower, który nagrał na jednym patencie kilka albumów, ale każdy z nich buja wzorowo. Myślę, że Casket mógłby nieco rozwinąć wachlarz pojawiających się w utworach motywów, by wprowadzić więcej dynamiki i momentów, bardziej wybijających się z tłoku. Na dziś jest dobrze, ale nie wybitnie.

Ocena: 6/10

Casket na Facebook’u.

(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , .