Christ Agony “Sacronocturn” (2016)

Mało które pozycje zasługują, by określać je słowem KVLT, ale taki znak jakości na pewno należy się wczesnym nagraniom Christ Agony. Nadarza się teraz dobra okazja ku temu, by przypomnieć dwie pierwsze demówki Cezara i spółki.

Przede wszystkim głębokie ukłony (który to już raz) dla Bartka Krysiuka, bo to dzięki prowadzonej przez niego wytwórni Witching Hour ukazują się na rynku wznowienia Sacronocturn i Epitaph of Christ. Po co w ogóle ekscytować się reedycjami starych, dobrze znanych płyt? Ano dlatego, że Sacronocturn po raz pierwszy wydany jest na płycie jako osobne, pełnoprawne wydawnictwo. Idę o zakład, że jest więcej takich jak ja, którzy nie znoszą doklejonych bonusów, kawałków live, wersji instrumentalnych i innych tego typu pierdół. Dotychczas te cztery utwory z pierwszej taśmy demo dokładane były do drugiej demówki i wydawane pod tytułem Faithless. Teraz w końcu dostajemy do rąk takie wydanie, jakie ucieszy nawet najbardziej wymagających fanów.

Już okładka przygotowana specjalnie na okazję tej reedycji rzuca na kolana. Piękna, upiorna i niezwykle klimatyczna. W środku gustownego digipacka jeszcze więcej grafik spod znaku diabła i odwróconego krzyża, zdjęcia z epoki, reprodukcje oryginalnych okładek, oraz oczywiście teksty.

Jak głosi informacja, całość nagrywana była w październiku 1990 roku (zaledwie cztery miesiące po założeniu zespołu) w olsztyńskim studiu Pro Sound, ale tak po prawdzie, to bardziej sprawia wrażenie zarejestrowanego na żywca za pomocą magnetofonu marki Kasprzak. Trzeba jednak oddać Witching Hour, że wypuścili wersję podrasowaną brzmieniowo. Nie wiem jakich sztuczek użyto, nie znam się na studyjnej specyfice, ale słychać różnicę. Nadal jest brudno, ponuro i amatorsko, ale jednak czytelniej.

A jak sama muzyka? Śmiem twierdzić, że Christ Agony nigdy później nie brzmiał tak… klasycznie! Te pędzące riffy i solówka w środku Necrodark, to jakby piekielna wersja Metalliki. Introlast Night z kolei, silnie kojarzy się z Mercyful Fate. Dodatkowo nad całością unosi się silnie wyczuwalny duch Celtic Frost, tak jakby sam Tom Gabriel Fischer brał udział w nagraniach. Jednak wpływy i inspiracje to jedno, a powoli klarujący się styl zespołu to drugie. Wystarczy wnikliwiej wsłuchać się w Nocturnal Symphony, by słyszeć że już wtedy, na samym początku działalności, Cezar miał wyraźną wizję tego, co i jak chce osiągnąć. Jeszcze lepszym przykładem jest tytułowy Sacronocturn. Cezar, Ash i Żurek niewiele musieli zmieniać nagrywając drugi album studyjny (skąd bardziej jest ten utwór znany), bo już w pierwotnej wersji jest zawarta ta cudowna melodia na basie, te lejące się riffy, to gitarowe piękno… Największą różnicą między Christ Agony które doskonale znamy, a tym z pierwszego okresu, jest wokal. Na opisywanym materiale Cezar brzmi jak wkurwiony Milan Fras z Laibach.

Sentymenty sentymentami, ale Sacronocturn to solidna, półgodzinna i ciekawa lekcja, która pokazuje, jak rodził się styl jednego z najbardziej niepowtarzalnych zespołów na, nie tylko polskiej, scenie.

Ocena: 7,5/10

Tagi: , , , , , , , , .