Przejdź do treści

CRUST – „Stoic” (2021)

487

Jakoś tak się wszystko ułożyło, że nie znam zbyt wielu dobrych zespołów wywodzących się zza wschodniej granicy naszego kraju. Być może nadchodzi czas, aby spróbować trochę zmienić ten stan rzeczy i troszkę poszperać w przedstawicielach tamtejszej sceny – a przynajmniej do takiego wniosku doszedłem po starciu z ostatnim albumem rosyjskiej sludge’owej formacji Crust. Wpadł on w moje ręce dość dawno, jednak dopiero teraz znalazłem czas, żeby go sprawdzić. Wielki błąd.

Wydany w ubiegłym roku przez moskiewskie No Name Records (znane też jako Addicted Label) krążek zatytułowany Stoic nie jest niestety idealny. Mój główny zarzut dotyczy warstwy produkcyjnej, a konkretnie bębnów, które powinny być, jak sądzę, nieco bardziej wyraziste. W pewnych momentach ich potężniejsze brzmienie nadałoby muzyce tria większego pieprznięcia (na przykład w Darkness Becomes Us czy instrumentalnym Desert).

Cała reszta kwestii związanych ze Stoic to miód na uszy fanów sludge’u i nie tylko – w swojej muzyce zespół miesza wspomniany już sludge z doomem, post metalem, a nawet blackiem. Tym gatunkowym miszmaszem jesteśmy raczeni praktycznie cały czas: od agresywnego, doomowo-blackowego utworu tytułowego, przez wielowątkowy Watching Emptiness, sludge’owo miażdżący refren świetnego A Blind Man in Darkness, flirtujące z blackiem Plague, skłaniające się nieco w stronę doomu Darkness Becomes Us i Anhedonię, aż po wspomniany już instrumentalny Desert, który skręca z kolei w psychodeliczne rejony. Crust na swoim trzecim albumie są nieprzewidywalni, a ta nieprzewidywalność to jeden z największych atutów ich zeszłorocznego wydawnictwa. Skąpany w posępnej – odważyłbym nawet użyć się słowa: „apokaliptycznej” – atmosferze Stoic wypada niezwykle intrygująco i pomimo że nie są to dźwięki należące do szczególnie przyjemnych i wywołujących pozytywne emocje, to nie sposób się od niego oderwać.

Spora w tym zasługa kompozycyjnych umiejętności tria, które stoją na zdecydowanie ponadprzeciętnym poziomie. Zmiany motywów i gatunkowych inspiracji, choć nader częste, w żadnym punkcie nie brzmią na wymuszone czy pozbawione głębszego sensu. Wszystko jest świetnie zbalansowane, wściekłe fragmenty mieszają się z tymi bardziej klimatycznymi w idealnych proporcjach. Dzięki tej harmonii na swój sposób chwytliwe i współgrające z przytłaczającym klimatem Stoic melodie wwiercają się pod czaszkę i pozostają tam na naprawdę długo.

Gdyby nie brzmienie perkusji, mielibyśmy do czynienia z albumem ocierającym się o doskonałość. Ten mankament okazuje się jednak tylko drobną rysą na diamencie, jaki Crust wydali w ubiegłym roku. Z całego serca polecam nadrobić ten krążek, a przy okazji i dwa poprzednie – sam zamierzam już wkrótce się tym zająć. Tym bardziej że czwarty album Rosjan zatytułowany Wanderers ma ujrzeć światło dzienne już w przyszłym miesiącu.

OCENA: 9/10
(Visited 1 times, 1 visits today)