Lubię sobie schlebiać, że jestem w stanie wyczuć dobry materiał momentalnie. Jasne, dla każdego „dobry” znaczy co innego i gusta się różnią, ale gdy uderzy we mnie jakiś krążek, to często mam przeświadczenie, że coś tak dobrego musi się spodobać nie tylko mi. Słucham w tym momencie nowego dzieła litewskiej formacji Cunabula, które nosi tytuł The Weight of Sleep, i jestem przekonany, że ten album jest właśnie czymś takim „dużym”, wartościowym i wartym wpychania ludziom do domów, by także mieli okazję się z nim zaznajomić. Jego premiera odbyła się 11 sierpnia tego roku dzięki Sleazy Rider Records.
Cunabulę poznałem przy okazji debiutanckiej Epki Scar, spodobała mi się w mgnieniu oka i od tego czasu dopingowałem kapeli z całego serca. Informacja o płycie wywołała zainteresowanie, byłem bardzo ciekaw, w jakim kierunku muzycy skierują swe kroki, bo osadzony w folkowej bajce post metal ze Scar dawał szerokie możliwości rozwoju. Nie rzuciłem się na album zaraz po premierze, wiedziałem, że trafi do mnie prędzej czy później, ale zależało mi, by nie słuchać jej ze streamingu i czekałem dzielnie na wersję fizyczną, która niedawno znalazła się w moim posiadaniu. Był to dobry wybór, nie tylko dlatego, że najnormalniej wolę słuchać płyt niż plików. Był to dobry wybór, bo zawartość Wagi Snu puszczana ze śniegiem za oknem, mrozem na szybach i pięknym, wioskowym widokiem z salonu czaruje prawdopodobnie jeszcze skuteczniej, niż w innych porach. Debiutancki, pełen album Cunabuli jest magiczny, złożony, a zarazem łatwo przyswajalny. Muzycy zrobili zdecydowany krok w stronę post metalu, ukrywając folkowe korzenie gdzieś głęboko w harmoniach, które można tak naprawdę odbierać na wiele sposobów. Nie boją się także wplatać elementów atmosferycznego black metalu dla urozmaicenia rozmarzonej całości agresją, jednakże są to wpływy niewielkie i faktycznie pojawiające się tylko, by podbić dynamikę całości.
O zawartości płyty wiele mówi już otwierający utwór Bruxa, który czaruje przestrzenią, atakuje post metalowym ciężarem, mocnym krzykiem wokalistki i blastem zbudowanym na klimatycznej pracy gitar. Jest to świetny otwieracz pokazujący, jak wielką pracę zespół włożył w swój rozwój.
Magia nie opuszcza The Weight of Sleep przez cały czas trwania krążka i jest to uczta, którą ciężko opisać słowami. Ciężkie, hipnotyczne riffy poprzeplatane pięknymi pejzażami pozbawionymi brutalności uzupełniają się jak dzień z nocą, by wszystko zakończyć stopniowo zwalniającym wałkiem wbijającym w glebę w ostatnim Sh’eenaz. Wszystko tu pasuje, wszystko się uzupełnia, a mi nie pozostaje nic innego, niż wystawi najwyższą notę.
Ocena:10/10
- At the Gates – „The Ghost of a Future Dead” (2026) - 10 kwietnia 2026
- Huge – „Not a Handful of Stones but the Sound of My Soul” (2025) - 9 kwietnia 2026
- Immolation – „Descent” (2026) - 29 marca 2026

