Moda na odwołania do naszych słowiańskich korzeni nie słabnie. Konia z rzędem jednak temu, kto potrafi ugryźć ten temat w intrygujący, świeży sposób. Ekipie ze Skarżyska Kamiennej znakomicie się to udaje – eklektyzm, którym cechuje się ich twórczość jest ryzykownym, obosiecznym orężem, ale w ich wypadku skutecznym i śmiercionośnym dla wrogów.
Czarny Bez dał się już poznać dzięki dobrze przyjętemu przez słuchaczy i krytyków debiutowi Ludzie, duchy, bogi. Wydany w 2025 roku krążek W blasku księżyca to kontynuacja obranej drogi. A zatem znajdziecie tu wiele odwołań do historii i wierzeń naszych przodków – właściwie każdy kawałek może stać się punktem wyjścia do własnych źródłowych poszukiwań. Bo niby coś tam w głowie się kołacze, niby znamy parę baśni i legend, ale przecież to, co jeszcze oczywiste dla naszych prababek, dawno już zatraciło sens, jest tylko echem dawnych bajań. …Ten album to próba przekroczenia granicy. Przejścia w miejsce, które przypomina o pulsie świata sprzed wieków i głosie, który przywołuje tajemnice przeszłości. Odwołujemy się do tego, co pierwotne – do archaicznych rytuałów, baśni i mitów. Księżyc to więcej niż światło. Przypomina nam, że wszystko powraca. Że nic nie kończy się na zawsze, tylko czeka na nową formę…. To fragment wprowadzenia z wkładki albumu. Słowa te dobrze charakteryzują treść i formę premierowego albumu.
A skoro wędrujemy w czasie przynajmniej od epoki brązu (Bitwa nad Tollense) poprzez średniowiecze (Arkona 1168), aż po współczesność (kariera Idola ze Zbrucza) i odległą, alternatywną przyszłość, w której pamięć o dawnych bogach wciąż jest żywa, to taka eskapada wymagała odpowiednio różnorodnej muzycznej oprawy. I Czarny Bez nie zawodzi w tym aspekcie. Ryzykownie przywołuje odległe nieraz muzyczne światy – ambientowe wstawki, folkowe śpiewki, mocne hard rockowe, a czasem doom metalowe riffy, balladowe momenty, gotycką atmosferę, industrialną marszowość i sporą dawkę elektroniki, klawiszowe plamy jak z czasów świetności melodic black metalowych bandów, popowe wręcz melodie, które wpadają w ucho… Sporo grzybków – w tym halucynogennych – w tym słowiańskim barszczu. Niby trudno pogodzić taką różnorodność, niemniej udaje się to w obranej formule właściwie bez pudła. Duża w tym zasługa aranżacji, ale też wokalistki – Luba dysponuje mocnym, dźwięcznym głosem, wykorzystywanym w różnorodny sposób, zależnie od klimatu piosenek. Ale na pochwałę zasługuje cały skład: Nadar (perkusja), Ciechan (bas) i Widun (gitary, elektronika, produkcja…) i zaproszeni goście tworzą bardzo zwarty zespół.
Żeby nie było aż tak kolorowo, przyczepię się, że w tekstach czasem przewijają się „częstochowskie” rymy, a niektóre motywy melodyczne w zwrotkach wydają się być podobne. Ale te mankamenty giną gdzieś w naturalnej przebojowości, mocy riffów i dawce serwowanej wiedzy, która zachęca do pogłębienia lektury. Zanurzyłem się w blasku księżyca i czuję się wzbogacony. Dla fanów tego typu nawiązań i muzycznych połączeń, będzie to lektura obowiązkowa. Myślę, że piosenki Czarnego Bzu sprawdzą się w klubach, ale największe wrażenie zrobią na większych scenach folk-metalowych festiwali. Sprawdzajcie koniecznie ich koncertową rozpiskę!
Ocena: 8/10
Oficjalna strona zespołu na Facebooku
Czarny Bez na Bandcamp
- Benzyna – „Pajac kultury” (2026) - 20 kwietnia 2026
- Infernal Codex – „Fog of Forgotten Souls” (2026) - 13 lutego 2026
- StygmatH – „Burning Memories” (2026) - 13 lutego 2026
Tagi: 2025, album, cd, czarny bez, doom metal, folk, folk metal, Hard Rock, Heavy Metal, industrial, metal, recenzja, review, rock, Słowianie, Via Noctruna, W blasku księżyca.







