Czerń – “Zgliszcza” (2020)

Warszawski ansambl Czerń w czasach co najmniej niepokojących wypuścił 17 kwietnia br. niemniej niepokojący album, sygnowany wytwórnią Selfmadegod Records. Pełna, debiutancka propozycja od zespołu, zatytułowana bardzo optymistycznie Zgliszcza, nosi znamiona sludge z tych najbrudniejszych zakamarków, ale i znalazło się miejsce na wstrętną black metalową alegorię, a nawet death metalowy powiew stęchlizny. Wiosną to trzeba radośnie przecież, na czarno.

Przede wszystkim klimat. Tu się nie ma co pieścić. Od początku jest zło, ciemno i zadymiona pakamera gdzieś z tyłu. Żadnych odcieni szarości, ale czerń totalna w każdym z 5 numerów Zgliszczy. Nie ma stopniowania napięcia ani przewlekłych momentów kulminacyjnych. Nie ma nadziei, tu jest ból, strach i wszystko, czego nikt nie chce mentalnie doświadczać, ale doskonale od razu odnajdzie w muzyce Czerni. I to czuć całościowo, absolutnie nie można się od tego klimatu uwolnić. Uwagę zwracają konstrukcje utworów. Bardzo podobają mi się intra (przygotowane przez kolegę z So Slow i Latających pięści, Michała Głowackiego), a także sludge’owe zwolnienia i dociążenia (szczególnie w numerach Strach i Widmo). Pieprzu dodaje ohydny, smolisty growl Łukasza Zająca, który służy tu za instrument, ale niekoniecznie narrację. Nic a nic nie rozumiem co Łukasz wyśpiewuje, zajrzałam jednak do liryk, i tak jak czułam nie ma tam nic dobrego ani pokrzepiającego, więc wszystko się zgadza. Natomiast zachęcam koniecznie do przeczytania, o czym i jak Panowie przemawiają poprzez całą swą Czerń. Fajnym zabiegiem było połączenie growlu z pogłosem krzyków w utworze nomen omen Krzyk, dzięki czemu słychać na koniec klarowną treść, bardzo niemiłą i smutną, wręcz porażającą opisem; jest to jednocześnie mój ulubiony moment płyty. Na koniec fanfary, zdradzę, co jest dla mnie kręgosłupem całości – mianowicie porusza nim potężna perkusja Arka Lercha, która jest tak fajnie rozbudowana i urozmaicona, przez co kompletnie nie skupiam się, ile robią gitary czy bas. Istnieją, funkcjonują, a właściwie są idealnie podporządkowane pod “instrument” wokalny i bębny.

Zgliszcza definiuje się jako pozostałości czegoś, co było. Po romansie z niniejszą płytą Czerni rozumiem ją bardzo dosłownie, jako opowieść o człowieku, który jest wrakiem, wybucha od środka i ten wybuch rejestruje właśnie w ten sposób – muzyką surową, czarną i do bólu złą. I ja ten koncept kupuję. Dla fanów Inter Arma czy nawet Neurosis album Zgliszcza może być ciekawym doświadczeniem. Polecam.

Ocena: 7/10

Joanna Pietrzak
Latest posts by Joanna Pietrzak (see all)

Tagi: , , , , , , , , , , , .