Dawn Of Winter – „Pray For Doom” (2018)

Dawn Of Winter, niemieccy weterani metalowej sceny – a można tak chyba nazwać band, który pierwsze demo nagrał w 1991 roku – po dziesięciu latach od wydania ostatniego LP serwują kolejny długogrający materiał. Czy należy się cieszyć? Z pewnością zespół ma sporo do zaoferowania. Sami nadają swojej muzyce łatkę „true doom metalu”. Oczywiście tego typu deklaracje zawsze rodzą wątpliwości i wydają się nieco buńczuczne. W przypadku pochodzących z Stuttgartu muzyków jest to zwyczajna szczerość, bo jak tu celniej określić ich twórczość? Pray For Doom niesie zatem z sobą to, czego po rzeczonym true doom metalu można by się było spodziewać. Czy to wada i zaleta? Zależy czego oczekujecie.

Dawn Of Winter wykłada kawę na ławę już w otwierającej album kompozycji – A Dream Within a Dream wita posuwistym riffem i potężnym basiskiem, a do tego dostajemy parę przeplatających się motywów, zawsze jednak niespiesznych, odrobinę melodii w refrenie i lekko zawodzący, epicki wokal Geritta P. Mutza. Ot, rzeczywiście klasyka gatunku, który wiedzie nas przede wszystkim do dokonań Candlemass, ale też późniejszego okresu My Dying Bride. Zespół twardo trzyma się obranej stylistyki, przede wszystkim serwując takie właśnie epickie hymny – posępne, wzniosłe, kołyszące mocą ciężkich riffów. The Thirteenth of November, The Sweet Taste of Ruin czy w najdłuższym na płycie, Father Winter (Sacrifice Pt. 3), to wręcz podręcznikowe przypadki, jak to się powinno robić.

Propozycja Niemców nie jest jednak do bólu surowa, bowiem muzycy oferują sporą dawkę melodyki. Ich kompozycjom nie można odmówić sporej dawki przebojowości, oczywiście nie wymykającej się kanonom niszowego grania. Żeby jednak nie było tak całkiem jednostajnie, Dawn Of Winter od czasu do czasu prezentuje nam jakieś urozmaicenie. A to gitarowe solo i krótką, solową partię basu w The Sweet Taste of Ruin, a to akustyczne instrumenty i niemal balladowy charakter wyrazu w tytułowym Pray For Doom, albo całkiem żywiołowe uderzenie – przynajmniej jak na doomowe standardy – w The Orchestra Bizarre.

Zespół zbiera bardzo dobre recenzje, głównie u tych dziennikarzy i fanów, którzy są stęsknieni za tego typu graniem. Niemcy rzeczywiście wiedzą, jak się bawić tradycyjnymi elementami epic doomowej układanki i konstruują z niej pełną cieni katedrę. A że nie wymyślają nic nowego? No cóż, są na scenie od niemal trzydziestu lat, chyba nie muszą. Fanom tego typu klimatów wypada jednak stanowczo polecić, jeśli wciąż pragną muzyki stworzonej podług kanonów stylu.

ocena: 8/10

Oficjalna strona zespołu na Facebooku

(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , , , , , .