Death Before Dishonor – „True Till Death” (2002/2025)

Jakiś czas temu otrzymałem paczkę zawierającą nowości wydawnicze rodzimej wytwórni Spook Records. Newsy od Spooka zawsze cieszą, jest to wytwórnia, która swoje tytuły wybiera według swojego gustu, stawiając na jakość, a nie ilość. Owocuje to kilkoma, ewentualnie kilkunastoma premierami w roku, które z dużym prawdopodobieństwem mają szansę przypaść mi do gustu. Na pierwszy rzut poszła największa perełka z nowej partii – wznowienie debiutanckiej płyty bostońskiej załogi Death Before Dishonor, noszącej tytuł True Till Death. Album oryginalnie wydano w 2002 roku nakładem Spook City Records (zbieżność nazw wytwórni pewnie niezbyt przypadkowa). Jako bonus dodane zostało legendarne demo Wartime z 2001 roku. Uważam za spory sukces wywalczenie licencji wydawniczej tego albumu przez Spook Records. Płyta pierwotnie została wznowiona w Stanach Zjednoczonych za sprawą Fast Break! Records w 2023, by uczcić dwudziestolecie od oryginalnej premiery. Po dwóch latach mamy okazję bez wysiłku zamówić tę pozycję w kraju, a że wcześniej materiał nie był przesadnie łatwy do znalezienia (demo było tematem jeszcze rzadszym), to jest to fajne udogodnienie.

Death Before Dishonor powstało w czasach, gdy scena uprawiająca klasyczny hardcore była w USA w zdecydowanym odwrocie. Powoli zaczynały pojawiać się kapele uprawiające metalcore, we fryzurach z grzywkami na bok, a ten tradycyjny, twardy HC zszedł do podziemia. Muzycy DBD z uporem godnym podziwu postawili wszystko na jedną kartę, nagrali demo Wartime i ruszyli w kraj z koncertami, by walczyć o ponowne odrodzenie gatunku. To między innymi ich upór sprawił, że w latach 00. i późniejszych gatunek zaczął się odradzać. Wraz z nimi kapele takie jak Full Blown Chaos, Shattered Realm, Terror, First Blood czy Hatebreed zaczęły rosnąć w siłę i odbudowywać scenę.
W takich to niezbyt przychylnych warunkach załoganci stworzyli demo i debiut, których mogę teraz słuchać ze srebrnego krążka i opisywać. Styl Death Before Dishonor w tamtych czasach był bardzo surowy. Zbudowany na kręgosłupie starej szkoły w stylu Agnostic Front, Madball czy Merauder wpuścił nową energię i brutalność jakiej jeszcze do tej pory HC nie znał. Materiały znajdujące się na wznowieniu to wybuch bezkompromisowej agresji, prostolinijnego ataku ciężarem i skrajnie prawdziwym, zakorzenionym w scenie przekazem. Nie znajdziecie tu melodyjek czy innych słodyczy, DBD od samego początku był surowy jak Twój stary, gdy złapał Cię na podbieraniu mu kasy z portfela. Przez lata styl zespołu, sposób aranżu i samej świadomości twórczej znacznie się rozwinął, ale nie wiem, czy kiedykolwiek później udało mu się uderzyć z taką skutecznością.

Dla fanów hardcore’a reedycja True Till Death/Wartime to jazda obowiązkowa, tu nie ma żadnych wątpliwości. Natomiast metalowcy, którzy puszczają okazjonalnie oczko do HC muszą ten matex sprawdzić i ocenić według swojego gustu, bo nie jest to taki „ładny”, wyprodukowany za tysiące dolców album, jak ostatnie dokonania Jasty i Hatebreed, tylko surowy cios na pysk, na który nie każdy może być gotowy.

Death Before Dishonor na Facebook’u.

(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , , , .