Diphteria – „The Human Exuberance” (2016)

Diphteria zaskoczyła mnie wyjątkowo pozytywnie. Przed recenzją kojarzyłem ich raczej negatywnie, a konkretnie to jako najgorszą pobudkę na Brutal Assault z roku ubiegłego. Nie spodziewałem się więc po The Human Exuberance zbyt wiele (raczej zastanawiałem się, na kiego grzyba ja się tą płytą zainteresowałem). Jednak jak wiadomo granie studyjne i koncertowe to dwie inne rzeczy.

Diphteria jest raczej nieznanym zespołem. Znalezienie informacji o nich nie było tak łatwe, jak myślałem. The Human Exuberance jest bodajże ich trzecim pełnoprawnym krążkiem. Zawiera dziewięć kompozycji i dwadzieścia pięć minut muzyki. Za wydanie go na świat odpowiada L’Inphantile Collective.

Po wspomnianym, czeskim koncercie spodziewałem się raczej chujowego deathcore’u albo przekombinowania. A tu niespodzianka, dostałem bardzo przyjemny miks deathmetalowo-hardcore’owy. Taki z jednej strony mocarny, a z drugiej z przytupem, porywający do tańców i bitki. Płyta jest bardzo wporzo, nie ma momentów odstających od reszty. Jest za to dużo kawałków do wyżycia się. Kompozycje są w sam raz, nie z długie, nie za krótkie. Pomysły w nich także pojawiają się odpowiednią ilość razy, i ogólnie wszystko leży wyśrubowanie. Poczynając od bardzo dobrego Monkey Dance, przez Parasite z spokojniejszymi, quasi-balladkowymi wtrętami o posmaku niepokoju, groove’owy Make to Kill aż do miażdżącego White Dogma (Ala-Grind) płyta jest bujająca i przyjemnie zmontowana. Tu i ówdzie (a konkretnie One Eye Control i Made to Kill) pojawi się elektroniczne intro, dodające tylko smaczku, jest sporo tanecznych fragmentów (Equal pod tym względem rządzi) a jak usłyszysz na White Dogma breakdown to spadniesz z stołka nawet jeśli to model ze smoczkiem sponsorowany przez Eltona Johna. Gdzieniegdzie muzykę urozmaicono bardziej melodycznymi partiami, ładnie wkomponowującymi się w tą mieszankę. Suma sumarum dostajemy płytkę zróżnicowaną i zbalansowaną.

Kwestia brzmienia także została załatwiona bardzo dobrze. Dźwięki są odpowiednio „grube” i uwypuklone. Leżą w miksie tam, gdzie mają, nie przesłaniając się, i słychać nawet bas. Co do layoutu to skrywa on bardzo brzydką niespodziankę w postaci totalnego braku zagospodarowania książeczki. Macie czarny tekst na białym polu, tyle. Brzmi jak dowcip.

Niemniej sama płyta jest dobra. Polecam się z nią zapoznać w wolnej chwili. Dwadzieścia pięć minut to nie tak dużo, a muzyka Diphterii jest naprawdę porządna.

Ocena: 7,5/10

Kapitan Bajeczny
Latest posts by Kapitan Bajeczny (see all)
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , .