Rzeszowscy mistrzowie wyrzygu długo kazali czekać na swe nowe wymiociny. Od TheoROTical minęło długich osiem lat, a Epitome w tym czasie uległ przebudowie. Skład wzmocnił Dyvan (Underdark, Sars) na wokalu, co przyniosło oczywiście lekkie zmiany w muzyce, ale – nie wyprzedzajmy zdarzeń. Nowe dzieło zespołu opuściło rzeźnię i trafiło na półki sklepów mięsnych dziewiątego września z logo niezmordowanego Deformeathing Records i nosi tytuł ROTend. Album wydany został jako klasyczny jewel case z grubą wkładką i slipcasem na całości, na którym możemy zobaczyć kawałek pysznego schabu wzbogaconego o dodatkowe białko w postaci wijących się robali – klasyka gatunku chciałoby się rzec.
Na ROTend trafiło aż siedemnaście kompozycji, ale nie bójcie się. Nie jest to album dwupłytowy, a klasyczny grindowy, i trwa jedynie pół godziny, które skopie dupska wszystkim miłośnikom sonicznej sieczki. Jak wspomniałem, osiem lat przerwy i przetasowania w składzie przyniosły małe zmiany stylistyczne. W pierwszej kolejności należy zwrócić uwagę na bestialskie wokale, jakie położył Dyvan. Jego barwa kojarzy mi się z klasyką polskiej muzyki „tanecznej” np. z tym, do czego przyzwyczaili nas Damnable czy Yattering. Growle są bardzo głębokie, ale odpowiednio przesterowane i zwierzęce – co lubię. Czasami niski wokal niektórym krzykaczom kieruje się w stronę „buczenia” na granicy wyrazistości, a tu jest zawodowo i brutalnie. Zalety wokalu zostały także wzięte pod uwagę w ostatecznym miksie i odpowiednio uwypuklone. Kolejną zmianą jest kierunek, w jakim zmierzają kompozycje: death metal – w małym, ale wyczuwalnym stopniu, dzięki czemu utwory są naprawdę mięsiste i konkretne. Naturalna, grindowa prostota w połączeniu z death metalowym uderzeniem nadała płycie bezpośredniości. Rozpoczynając wraz z otwierającym, tytułowym ciosem, a z zamykającym kończąc, muzycy przyrządzają swe zgniłe mięso przy użyciu moździerza, celując tak, by przy okazji niszczyć wszystko wokół. Przeboje takie jak Pathomechanism, Mental Rampage – Mental Carnage czy Die! Mutherfucker! Die! ukazują pełnię wypasu tej machiny, a takimi przykładami upchany jest cały krążek. Utwory w dużej mierze mają charakter old schoolowy (płytę nagrano w domowym studio gitarzysty zespołu, Miśka), ale pojawia się także w nich kilka rozwiązań wpuszczających nowocześniejsze spojrzenie na muzykę ekstremalną, co możemy zauważyć na przykład w utworze Preachers of Turmoil, gdzie riff otwierający jest stricte ”slipknotowy”, lecz tak wbity w kompozycję, że nie pozostawia żadnych wątpliwości, iż mamy do czynienia z death/grindem – a do tego w połowie kompozycji pojawiają się noise’ujące partie gitar. Takie zagrywki pokazują, że muzycy może nie chcą być przesadnie nowocześni, ale wiedzą, co się dzieje wokół i wpuszczają do swojej muzyki tyle świeżości, ile im odpowiada. Epitome 2022 wie, co w trawie piszczy, wie też gdzie zaczynał i jak ma brzmieć. Nie ma na ROTend miejsca na błędy lub poszukiwania, jest za to dużo przestrzeni do zniszczenia i kompletnej brutalizacji. Jak dla mnie bardzo dobra i miła dla ucha płyta.
Ocena: 9/10
- Blood Red Throne – ”Sillskin” (2025) - 8 lutego 2026
- Creeping Fear – „Realm of the Impaled” (2025) - 8 lutego 2026
- Korypheus – „Gilgamesh” (2025) - 7 lutego 2026
Tagi: 2022, brutal, death grind, Deformeathing Prod., Epitome, grindcore, recenzja, review, ROTen.






