Ereb Altor – „Hälsingemörker” (2025)

Trzy główne filary Isole, ku czci Odyna, postanowiły kontynuować tradycję znaną wcześniej fanom viking metalu z Forlorn, tym razem jako Ereb Altor. I mimo że zespół istnieje od 22 lat, to ma na koncie aż dziesięć lepiej lub gorzej przyjętych albumów. Przyszedł czas, żeby na warsztat wziąć najnowszą propozycję wojowników z dalekiej północy, Hälsingemörker.

Szwedzki kwartet prowadzi nas przez leśne ostępy, przez zapomniane wioski wikingów i mroźne góry. Wielkie, krwawe bitwy w imię Odyna i odmęty magii nordyckiej mitologii. Po raz kolejny zespół robi krok głębiej w epicką tonację i cięższą melodykę dla mitów nordyckich opowiadanych na Hälsingemörker. Na poprzednich albumach czuć już było profesjonalizm i zaangażowanie w temacie, tym razem Szwedzi stworzyli płytę, która przywołuje duchy wojowników i bardów. Duch potężnego Bathory jest wciąż wszechobecny i czuć go wręcz w każdej minucie płyty.

Są też momenty, które przypominają mi stare riffy, niczym żywcem wyjęte z drugiej płyty Running Wild Branded and Exiled (Valkyrian Fate). Czysty wokal Matsa to myśl przewodnia albumu – choć zdarzają się też wstawki groźnego skrzeku Ragnara, to są już tylko sporadyczne, ustępując bardziej pompatycznej formie przekazu. Ich pogańskie hymny i momentami blackmetalowy obraz tym razem wzmocniono charyzmą dobrze znaną z twórczości Bathory. W porównaniu do poprzedniego krążka, Vargtimman, wszystko to idzie o krok naprzód, dumnie dzierżąc topór w dłoni.

Czy to nowa era w historii zespołu, czy też znaczący postęp w zakresie nagrań o wyższej jakości i bardziej przystępnego śpiewu? W końcu już od kilku lat Ereb Altor podnosi standardy, zamiast skłaniać się ku dyrektywie pop metalowej. Weźmy chociaż plujący krwią Valkyrian Fate, w którym dotarli do sedna gatunku, , krocząc wzdłuż linii, którą viking metal często rysuje pomiędzy power metalowym rozmachem a populistycznym black metalowym temperamentem.

Niezależnie od tego, czy żywisz ukrytą miłość do Amon Amarth, czy może po prostu do starego Thyrfing albo Borknagar, w muzyce Ereb Altor znajdziesz coś wielkiego, porywającego, co ujmuje tak samo, jak zagraża wszystkiemu, co stanie jej na drodze.

Chociaż doceniam sposób, w jaki ogólne wrażenia słuchowe rozwijają się z biegiem czasu, nie da się niestety pominąć faktu, że album jest nieco przesadzony, epicki nie w tym sensie, że ich twórczość opiera się na dłuższej perspektywie, tylko raczej zawiera kilka zbyt podobnych do siebie utworów. Mam niestety nieodparte wrażenie, że Ereb Altor mimo wielu pozytywnych wrażeń niesie ze sobą również efekt zjadania własnego ogona (i ogona Bathory czy Borknagar).

Zakładam, że okładka albumu przedstawia Huldrę lub jakieś inne stworzenie wprost z głębin, co sugeruje, że tematem albumu są przerażające demony. Tak czy inaczej połączenie naturalnej fotografii i cyfrowej manipulacji tworzy niepowtarzalny wygląd i znakomicie pasuje do muzyki Ereb Altor.

Ostatecznie ten album stanowi zauważalnie dobrą kontynuację Vargtimman, jednak nie wnosi kompletnie nic nowego do muzyki szwedzkich Wikingów. Ale w sumie chyba nie o to tutaj chodzi.

Ocena 6/10

Ereb Altor na Facebook

Adam Pilachowski
Latest posts by Adam Pilachowski (see all)
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , .