Site icon KVLT

Gardenia – „Neuroza” (2022)

Gardenia szuka i przeobraża się, jednocześnie trzymając się tego, co najważniejsze i najcenniejsze w jej twórczości – głębi, rozumianej metaforycznie i dosłownie. Na nowym albumie, Neurozie, nie brak wciągającej, mrocznej atmosfery, poetyckich tekstów, szorstkiego, ale i ciepłego zarazem, z pozoru wyzbytego z emocji wokalu Radosława Nowaka. To moje trzecie recenzenckie spotkanie z muzyką warszawskiej undergroundowej legendy. Czarny gotyk (2018) ukazywał niesłabnącą moc zimnej fali, ukazując zespół dojrzały, świadomy swego stylu. Kompilacja Neony, twarze, samochody odkrywała sekrety początków grupy i jej poszukiwań wewnątrz tego, co w latach 80. było w alternatywnym graniu świeże. Nowy album rozwija znaną formułę, a jednocześnie stanowi udaną próbę jej poszerzenia. I tym razem zespół zaprasza na muzyczną i liryczną przygodę, niekoniecznie głaszcząc słuchacza po głowie.

Neuoroza przypomina eklektyczną układankę, gdzie różnorodne elementy są dobrze dopasowane. To płyta spójna, album z prawdziwego zdarzenia, a jednocześnie słychać tu zabawę z rożnymi estetykami, niekoniecznie oczywistymi dla wcześniej wypracowanego stylu grupy. Gardenia w składzie Radosław Nowak (śpiew i teksty), Aleksander Januszewski (gitara, klawisze), Przemysław Wójcicki (bas) i Mariusz Radzikowski (perkusja) udowadnia, że po 35 latach wciąż można wykazać się otwartością, jednocześnie z zachowaniem własnego dziedzictwa. Neuroza oprócz tego, że opisuje w sposób niejednoznaczny paranoje naszej rzeczywistości, jest ciekawą mieszaniną przeróżnych inspiracji, dobrze korespondujących z neurotycznym wydźwiękiem całości.

Oprócz klasycznych dla grupy tropów z kręgu new wave mamy tu sporo elektroniki, psychodelii wziętej z narkotycznych lat 70., krautrockowych pejzaży, bluesujących momentów, jazzowych wstawek (znakomity Karol Gołowacz na saksofonie!), bliskich estetyki noir. Phillip Marlowe przysłuchuje się w zapyziałej spelunce grającemu na gitarze Robertowi Kriegerowi. Wypełniony pozostającymi na haju hipisami wan toczy się przez bagniste, rozgrzane od słońca pejzaże. Smętny got, podrygujący w takt dark wave’owej elektroniki, spogląda w twarz Wielkiemu Bratu z okładki… Paranoja? Neuroza? Na nowym albumie inspiracje Gardenii zdają się rozciągać od muzyki lat 60. po współczesne odniesienia, zmierzając ku niepokojącym rejonom. Płyta od dojrzałych mężczyzn dla odbiorcy, który swoje już przeżył i wysłuchał.

Narkotyczna, dobrze wyprodukowana i z wdziękiem zaaranżowana muzyka. Dzięki tekstom Nowaka, dalekim od publicystycznej dosłowności, nowy album wychodzi naprzeciw lękom i paranojom, którym podszyta jest nasza rzeczywistość. Gardenia powoli zaczyna być znakiem gwarantującym jakość. Ta sugestywna, autorska wizja nie musi podobać się każdemu, bo nie ma takich aspiracji, ale każdy powinien dać jej szansę.

Ocena: 8/10

Oficjalna strona zespołu na Facebooku

Exit mobile version