Site icon KVLT

Gorycz – „Piach” (2018)

Wszystko, co post’owe, sludge’owe i eksperymentalne nadal jest bardzo popularne w muzyce metalowej. W sumie nic w tym dziwnego, gdyż ciągle jest popyt na tego typu granie. Stąd też nie zdziwiła mnie zawartość debiutu polskiego projektu o nazwie Gorycz.

Pomimo że to nowy produkt w naszym rodzimym podziemiu, to jednak ciężko nazwać muzyków tej grupy nowicjuszami. Trzech z czterech grało lub nadal gra w olsztyńskiej formacji Non Opus Dei, w innej konfiguracji również trzech z nich tworzyło kiedyś zespół Aeon, który wypuścił w 2008 roku całkiem ciekawy debiut – An Extravagance of Norm. Jak więc widzicie, czterech kumpli zebrało się, by trochę poeksperymentować z wyżej wymienionymi stylami oraz oczywiście z black metalem. Tego ostatniego jest tutaj jednak najmniej. Ale od początku.

Owocem spotkań muzyków jest Piach (tak właśnie nazwali swoją debiutancką płytę), a cała ta eskapada ma rację bytu dzięki prężnej na polskim rynku metalowym wytwórni Pagan Records, która to wypuściła niniejszy album 2 listopada 2018 roku.

Znajdziecie tu sześć autorskich kompozycji, które zamykają się w trochę ponad trzydziestu pięciu minutach. Nie jest to może dużo, ale jak na Piach to wydaje się w sam raz. Nie czuć ani niedosytu, ani nudy w trakcie lub po skończeniu słuchania.

Gorycz przedstawia nam tutaj muzykę bazującą głównie na post-metalu z elementami sludge. Atmosfera każdego kawałka jest ciężka, przesiąknięta czarną cieczą, szlamem oraz pokręconą rytmiką. Dlatego też napomknąłem wyżej o długości tego albumu, gdyż nie każdy przebrnąłby przez całość, gdyby na przykład trwała ponad godzinę. Tak, jest to „zjadliwe”, ale na pewno nie lekkostrawne.

Z black metalem muzykę Goryczy łączy głównie wokal, który przesycony jest agresją oraz stylistyką wyżej wymienionego gatunku. Poza tym tu i tam pojawiają się (w przyspieszeniach) typowe czarne zagrywki. Te momenty o black metalowym obliczu często trochę się gryzą z klimatem krążka, haraczą, są jakby wplecione na siłę, nie współgrają z resztą kompozycji. Przykładem tego może być utwór Czarna Ciecz. Ciężki i duszny klimat numeru rozwija się słusznie od początku, ale kiedy po 4 minutach wchodzi przyspieszenie, czuję się lekko oszukany, jakby autorzy usilnie chcieli go „zblackować”. A niepotrzebnie. To przyspieszenie trwa jakieś czterdzieści kilka sekund, potem zmienia się, powracając do poprzedniej atmosfery, oczywiście w wersji przyspieszonej, ale znów to jest „to”.

Moimi osobistymi faworytami tego długograja są dwa kawałki – otwierająca Piach Ziemia oraz kończąca Gorycz. Ziemię rozpoczyna cudownie przesterowany, charczący bas, który jest również trzonem tej kompozycji, a ja kocham tego typu patenty. Gorycz zaś posiada black przyspieszenie, które pasuje jak ulał do całego klimatu kompozycji, przez to kopie aż miło.

Piach nie byłby tak dobry, gdyby nie wokal i teksty Tomka Kuklińskiego, oczywiście wszystkie w języku polskim. Coraz więcej kapel z naszego podwórka nadaje sobie polskie nazwy, również wtedy ich teksty są w naszym rodzimym języku, i jak dla mnie – to się chwali. Także Gorycz – salut za ten manewr.

Oczywiście zdaję sobie również sprawę z tego, że dużo odbiorców tego typu grania będzie rzucać hejtem na lewo i prawo, przypinając Goryczy metkę hipster black metalu. Na pewno też porównania do ostatniej Furii i innych podobnych tworów nie ominą ich debiutu. Jednak wprawiony słuchacz, jestem pewien, znajdzie w Piachu niezwykle sugestywną, zimną atmosferę, która przykuje uwagę na dłużej.

Ocena: 7,5/10

Gorycz na Facebooku.

Pagan Records na Feacebooku.

Exit mobile version