Site icon KVLT

Hanormale – „The Cathartic Anointing of Heterodoxy In Resilience (A Black Metal Rhapsody)” (2022)

Jak najkrócej zaanonsować zespół Hanormale? Z lapidarnym przedstawieniem może byłby kłopot. Najprościej chyba tak: pochodząca z Mediolanu kapela, która łączy symfoniczny, eksperymentalny black metal z jazzem, rockiem progresywnym oraz inspiracjami zaczerpniętymi z japońskiego folkloru (zarówno w warstwie muzycznej, jak i lirykach). Czy nie brzmi to jak zapowiedź arcydzieła? A może raczej wielkiej katastrofy na granicy kiczu? A co jeśli, mamy do czynienia z jednym i drugim? Dla jednych będzie to zbyt śmiała próba łączenia różnych światów, dla innych – przyjemne odświeżenie i wytchnienie od klasycznych form metalowych.

Z najnowszym albumem Włochów The Catharic Anointing of Heterodoxy In Resilience (A Black Metal Rhapsody) należy wziąć się po prostu „za bary” i wydać własny wyrok. Ktoś pokocha bezkrytycznie, ktoś wyśmieje lub odrzuci. Jednych i drugich pogodzi być może kower QueenBlack Metal Rhapsody to blackowa trawestacja Bohemian Rhapsody. Szczerze i życzliwie uśmiechnąłem się podczas pierwszego kontaktu – zwłaszcza, gdy zamiast swojskiej „mamy” pojawił się w tekście „Szatan”. Nie można odmówić Hanormale brawury. O ileż prościej byłoby wziąć na warsztat jakiś norweski hymn z lat 90.

Znalazło się na The Catharic... miejsce na dość długie kompozycje, zwykle mające formę suit. Dzieje się w nich sporo. Nie chcę za wiele spojlerować, bo pewien element zaskoczenia, związany z łączeniem odległych od siebie muzycznych światów, jest na płycie ważnym czynnikiem zabawy ze słuchaczem. Włosi trochę podpuszczają nas, czasem żartując odrobinę, innym razem popisując się śmiałością. Od klasycznego black metalu, skrzeków i dziarskich riffów, poprzez orkiestrowe wstawki i chórki, na klasycznych jazzowych tematach, folkowych, dalekowschodnich wstawkach kończąc. A żeby tego było mało, przewijają się tu melodie w estetyce radiowego, japońskiego popu.

Tak, dużo tego, a czasem wszystkie te składniki przewijają się na przestrzeni jednej tylko kompozycji. Z chaosu rodzi się ciekawy koncept. Ciekawy, ale niekoniecznie do strawienia przez wszystkich. To tak jakbyście słuchali na zmianę starych numerów Emperora i Dimmu Borgir, poprzetykanych ścieżką dźwiękowa z Cowboya Beboba, zdartymi dźwiękami z prog rockowych winyli z lat 70. (Black Widow choćby) i zawodzeniem japońskich Yokai. Chaos to jednak zamierzony i kontrolowany, bo liczne grono zaproszonych muzyków wiedziało, jaki efekt chce osiągnąć.

The Catharic Anointing of Heterodoxy In Resilience (A Black Metal Rhapsody) – brzydkie kaczątko, czy czarny łabędź, śmiało wzlatujący ponad przeciętność? Oczywiście nie takie eksperymenty black metal zna, by tu jakoś odlecieć w zachwycie i zdziwieniu. Jednak u słuchaczy, którzy dadzą Hanormale drugą szansę, każde kolejne przesłuchanie będzie przynosić nowe wrażenia, bo nie wyłapie się wszystkiego za pierwszym razem.

Jeśli czegoś mi brak, to jeszcze większej dawki japońskiego folku, bo to jakiś rzeczywisty wyróżnik. Dla mnie muzyka Włochów stanowi interesującą odskocznię od metalowego mainstreamu i surowego podziemia.

ocena: 7,5/10

 

Oficjalna strona na Facebooku

Exit mobile version