O tym dziwnie brzmiącym z nazwy tworze dowiedziałem się przypadkowo, gdy jako wysłannik Kvltu bieżałem rączym kłusem na koncert Der Weg Einer Freiheit – mojego epokowego odkrycia od czasów Burzum chyba. Niewiele obchodziło mnie to, co ma wydarzyć się przed występem Nikity i spółki, ale nasz Naczelny – człek zorientowany w świecie – napomknął mi, żebym zwrócił łaskawie uwagę na kapelę występującą przed Niemcami.
Zerknąłem więc. Moim oczom ukazał się jegomość o aparycji Mesjasza. A potem zespół zaczął grać. I już wiedziałem, że facet rzeczywiście spadł tu z nieba.
Stąd do recenzowania ich najnowszego wydawnictwa wziąłem się, można by rzec, z marszu. Mającą się ukazać 22 lipca płytę otwiera absolutny mistrz wszechwag – genialny utwór Calling the Rain. Kawałek znałem już z internetów, gdyż jako przedskoczek został wypuszczony w sieć już w marcu. Nie wolno mi tu używać słów uważanych powszechnie za wulgarne, ale melodyki i jednocześnie pazura, uczuć i dźwięków jest w tym kawałku tyle, że jprd. A wszystko poukładane jak w głowie matematyka. Jak piksele w telewizorze. Jak biżuteria u renomowanego jubilera. Następujący po nim Funeral Dreams nie odbiega ani klimatem ani tempem od niedoścignionego poprzednika. No, może perkusja „chodzi tu” nieco szybciej, ale charakterystyczny klimat pozostaje. Thanatos to wolniejszy wstęp i następująca po nim ośmiominutowa połajanka przerywana momentami oddechu, czyli czystego wokalu i gitarki. This Life is a Dagger to nieco wolniejsza wersja post-blacku, taka w klimacie Calling the Rain. Podobnie zresztą jak utwór następny. I następny. I następny. Album zamyka delikatnie tylko żwawszy od poprzedników Bury Me. Ósmy już na tym albumie przykład genialnego post-blacku, muzyki przepełnionej złością, bezsilnością, smutkiem i milionem innych uczuć. A wszystko to okraszone miarową, niezbyt prędką perkusją, czystą gitarą i histerycznym wręcz wokalem. Przeraźliwym i przerażającym głosem frontmana, który w muzyce daje z siebie wszystko. Co genialnie widać na koncertach.
Na koniec powiem tak. To, że Trauma jest płytą świetną, nie ulega wątpliwości. Ja natomiast namawiam równie gorąco do zapoznania się z wcześniejszymi produkcjami Austriaków. Wszystkim post-blakowcom kapcie z nóg pospadają.
Ocena: 9/10
- Mysthicon – „Bieśń” (2025) - 28 sierpnia 2025
- Sombre Figures – “Streams of Decay” (2021) - 15 lutego 2022
- Nigrum Tenebris – “I am the Serpent” (2021) - 14 lutego 2022

