Heaume Mortal – „Solstices” (2019)

Guillaume Morlat to dość zasłużony muzyk na francuskiej scenie doom/sludge metalowej. Związany m.in. z takimi zespołami jak Cowards czy Eibon dał się poznać jako zdolny piewca zagłady, eksplorując najcięższe odmiany metalu w sposób, który wielu mogłoby mu pozazdrościć. W roku 2011 przystąpił do pracy nad muzyką łączącą obszary jego zainteresowań z black metalem. Materiał powstawał trzy lata, ale ujrzał światło dzienne dopiero teraz. Nie wnikam w przyczyny takiego opóźnienia – może Morlat czekał na odpowiedni nastrój wywołany przesileniami dnia i nocy, wokół których osnuty jest koncept pełnego albumu projektu Heaume Mortal?

Ciężar i klimat, klimat i ciężar – to główne składowe tego trwającego niemal godzinę kolosa. Dźwięki toczą się jak smoła i przytłaczają depresyjnym nastrojem niczym głazem, spod którego nie można się w żaden sposób uwolnić. Kanwą płyty jest doom metal w swojej najmocniejszej i najcięższej odmianie, a mnogość ozdobników naturalnie płynie w kierunku black metalu. Pierwsze skojarzenia, jakie przyszły mi na myśl, to ostatnie dokonania amerykańskiego Yob, problem w tym, że Francuz swoją muzykę napisał trochę wcześniej. Wlokące się jak smoła dźwięki oparte są na bardzo powolnych rytmach, stosowanych trochę według szkoły Disembowelment, ale gdy tempo przyśpiesza, to już czuć dość mocno wpływy samego Neurosis, na zmianę z Cult Of Luna. Zapędy w te rejony równoważy wyjątkowo zjadliwy wokal i brzmienie gitar czasami kojarzące się z Cobalt, dzięki czemu muzyka ciągle pozostaje w black metalowym kotle. Kulminacją tego piekielnego tygla jest Erblicket Die Tochter Des Firmaments, czyli przesiąknięty sludge’owym sosem cover Burzum (Beholding The Daughters Of The Firmament), który świetnie wpasowuje się w gęsty klimat całości. Natomiast zagadką jest odarty ze wszystkiego co głośne, wieńczący dzieło jednostajny, ambientowy szum w postaci Mestreguiral, który nijak nie pasuje do albumu i kłóci się z jego piekielnym wydźwiękiem. Kto wie, może to zapowiedź tego, co nas czeka w przyszłości, ale póki co nie wybiegajmy poza Solstices.

Jest delikatny problem z tą płytą. Kapitalnie wyważony miks blacku i rozlazłego sludge sprawia, że słucha się tego dobrze, ale trudno cokolwiek zapamiętać i jakoś uszeregować w głowie te dźwięki. Solstices wymyka się jednoznacznym klasyfikacjom i ucieka od szufladkowania, co jest bardzo dużą zaletą, ale do pełni szczęścia zabrakło „efektu wow”. Za duża jednostajność kompozycyjna sprawia, że album się troszeczkę dłuży, nawet mimo wspominanej, ambientowej niespodzianki. Co nie znaczy, że nie warto dać mu szansy. Trochę szkoda, bo płyta bardzo łatwo mogła otrzeć się o absolut w swojej klasie, a tak mamy po prostu dobrą rzecz, która zniknie w tle sobie podobnych.

Ocena: 7/10

 

Rafał Chmura
Latest posts by Rafał Chmura (see all)
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , .