KVLT

HEDONE – „2020” (2020)

O Hedone kilka zdań pojawiło się nie tak dawno, gdy omawiałem składankowy album Rare 92-20. Była to – jak łatwo się domyślić – retrospektywna podróż po trzech dekadach działalności. Jednocześnie płyta dobrze oddawała przeobrażenia stylu grupy, która pod wodzą Macieja Werka przeszła od fazy eksperymentalnego industrialu po dekadencki i mroczny electro-pop.

2020 nie zaskakuje. No, może trochę. Ale to nie przytyk. Po pierwsze, album jest wynikiem naturalnej ewolucji zespołu, i kto zna ostatnie dokonania Hedone, ten poczuje się jak w domu, bo tutaj formuła poszukiwań ostatnich lat została doprecyzowana. Po drugie, album jakościowo prezentuje się na poziomie, którego oczekiwalibyśmy od alternatywnej legendy, łączącej w ciekawy sposób różne elementy muzycznego świata, te elektroniczne i żywe.

To też nie płyta z ambicjami przewartościowań. Czas „burzy i naporu” Hedone ma już za sobą, ale jednak w tym retro powiewie klimatów bliższych latom 80. wybrzmiewa od czasu do czasu niepokorna nuta. Choćby w Tangu słychać tę nutę elektronicznej zgrzytliwości, przypominającej industrialne korzenie grupy. Maciej Werk potrafi zaskoczyć choćby melodyjnym, rockowym, ale podanym z punkowym nerwem Wstydem, akustycznym finałem po elektronicznej, dark wave’owej ekstrawagancji w Corruptor, albo popowym, choć lekko dekadenckim, melancholijnym, przyprawionym w refrenie pulsacją bliską reggae, Jak, z gościnnym udziałem Joanny Prykowskiej. A tu się pięknie coś nam rozmywa i rozmaże Hold Me Mom, a to wciągnie w kosmiczny świat dźwięków, jakby żywcem wziętych z tego, co działo się u prekursorów elektronicznych harców z lat 70., jak w 2020.

Przede wszystkim zaś sporo tutaj na pozór spokojnych, ale podanych z zacięciem piosenek, które połączą fanów dojrzałego okresu Depeche Mode, industrialnych, nie nazbyt ekstremalnych eksperymentów sprzed dekad, wielbicieli klimatów Bolkowa, ale i miłośników niebanalnego popu z duszą. Bliższe to nocnym pejzażom niźli zalanym słońcem widokom południa. Muzyka i teksty zanurzone są w warstwie smutku i nostalgii (nie przesadnych), pod którą dopiero ukazują się żarliwe uczucia. Z klasą to wyprodukowane i zaaranżowane, z dbałością o pewne smaczki, które urozmaicają dobrze znaną formułę, czerpiącą z mocy syntezatorów i automatów perkusyjnych. Dobrym nośnikiem tych wartości jest z pozoru beznamiętny, ale głęboki, lekko „zapiaszczony” głos Macieja Werka. Wszystko na swoim miejscu. Miłośnicy tego typu rozwiązań będą zadowoleni.

 

Oficjalna strona zespołu na Facebooku

GAD Records na Facebooku

Exit mobile version