Podejrzewam, że nawet gdybym trafił na Permanent Destitution przez przypadek, nie znając wcześniej Hissing, i tak z miejsca zainteresowałbym się tym krążkiem. Intrygująca okładka oraz logo, którego nie odczytałby nawet aptekarz z wieloletnim doświadczeniem działają w takich przypadkach na mnie jak magnes. Dobrze, że Hissing obserwuję już od jakiegoś czasu i nie musiałem tego albumu szukać w ciemno.
Pierwszy longplay, przed którym Amerykanie wydali porządną garść mniejszych wydawnictw, ma sześć numerów. Razem trzydzieści pięć minut trwania, wydane pod skrzydłami Profound Lore Records. Dźwięki, które wykonuje trio z Seattle, niebezpiecznie lawirują na granicy muzyki i czegoś zbyt obłąkanego, by nadawało się do słuchania. Tutaj obleczono to w death/black metalowe szaty.
Tym, którzy nie zetknęli się wcześniej z Hissing, śpieszę wytłumaczyć: ta kapela to czubki. Normalna osoba nie jest w stanie stworzyć tak powykręcanej, brudnej i niepokojącej atmosfery, w której nigdy nie można być pewnym następnej sekundy. Permanent Destitution zaczyna się intrem pełnym ciarek, które przechodzi w krzywe riffy, zadżumione blasty, wariackie dysonanse. Tym silniejsze, im dalej zagłębimy się w album. Dobrym wyjściem jest przesłuchać go w całości, gdyż pojedyncze utwory raczej nie zdążą wywołać u słuchacza odpowiedniego stanu. Lepiej po kolei zostać przeciągniętym przez łamańce rytmiczno-melodyjne Pablim Abundance, rytualną melodyczność ubarwioną chaosem Eulogy In Squalor, duszący dyskomfort zwolnień i przyśpieszeń Cascading Failures, spuentowany szatańskim syntezatorem wokalu pod koniec, aż po ostatnie Perdurance płynnie zmieniające się w zdehumanizowane dźwięki fabryki bądź wysypiska.
To wszystko Hissing podaje w sposób tak ciężki, że wręcz nierzeczywisty. Od pewnego momentu mam wrażenie, jakby ta płyta była koszmarem z swoją własną logiką, w którym wszystko może się stać. Umysł przestaje ogarniać i zamiast krzyczeć w zgrozie, przygląda się coraz bardziej zainteresowany. To bardzo ciekawy efekt, ale ma swoją cenę. Permanent Destitution jest cholernie wyczerpujące. Odsłuch tej płyty wysysa wiele energii i na pewno nie nadaje się na co dzień. Ciężko mi w zasadzie wyobrazić sobie sytuację, do jakiej się nadaje. Po seansie wymaga dłuższej chwili odpoczynku. Bardzo męczy. Czy to plus czy minus, musisz ocenić samodzielnie.
Wspomnijmy jeszcze o surowym, gruzowatym brzmieniu gitar, idealnie nadającym się do tych dźwięków. O bardzo ładnie nagranej perkusji i niskim wokalu brzmiącym jak zew z piekła. A i o miksie też warto wspomnieć. Utwory są przytłumione, nie na tyle by to przeszkadzało, wystarczająco jednak by dodać wrażenie, jakoby ten chaos lał się z czarnej otchłani.
Życzyłbym sobie, by Hissing utrzymało tempo wydawnicze i jakość kompozycji na tym poziomie, na którym właśnie są. Ich muzyka to wręcz antyteza kategorii „easy listening” i postrach każdego nieobeznanego z ekstremą. Innymi słowy, miód na moje uszy.
Ocena: 9/10
- Ayyur – „The Lunatic Creature” (2018) - 13 lipca 2019
- Psychopathic – „Phases” (2018) - 6 lipca 2019
- Himura – „Exterminio” (2016) - 30 czerwca 2019
Tagi: 2018, black metal, Black/Death Metal, death metal, Hissing, kapitan bajeczny, Permanent Destitution, Profound Lore Records, recenzja.






