Marzenia to piękna rzecz. Każdy ma jakieś, mniej lub bardziej skrywane pragnienia. Krzysztof na ten przykład chce być marynarzem i mieć tatuaże, Wojtuś baja o nowym samochodziku, Pani Krystyna spod siódemki potajemnie śni o nowych cyckach, którymi mogłaby straszyć męża, a 80% społeczeństwa chce być szczęśliwymi. Założę się, że mokrym snem makaroni-menów z Horrendous Rebirth jest być jak Cannibal Corpse. Niestety, największą wadą marzeń jest to, że się, łajzy, nigdy nie spełniają.
Jak już co bystrzejszy metalowiec się skapnął, dzisiaj będzie deathmetalowo. Kontynuujemy tym samym cykl recenzji od Rotten Music. Znudzonym powtarzalnością wyżej wymienionej nazwy w moich recenzjach mogę powiedzieć, że powoli kończymy przegniłe graty, choć jeszcze troszkę się o nich naczytacie. Wracając jednak do tematu, garść informacji. Przerażające Odrodzenie pochodzi z Sycylii, gra już z pięć lat i na początku roku bieżącego wydało swój pierwszy longplej. Ów płyta składa się z siedmiu kompozycji dających łącznie około pół godziny mocnego grania. Przynajmniej w zamyśle.
W praktyce jest… jakoś tak strasznie nijako. Średnio jakoś, bez polotu i nudno. I na tym mógłbym w sumie poprzestać recenzję, ale że jestem skrupulatny i rzetelny (a do tego niesamowicie przystojny, zabawny i inteligentny, ale to kwestie drugorzędne) postaram się powiedzieć coś jeszcze. Choć, prawdę mówiąc, nie ma specjalnie o czym. Każdy z nas zna takie płyty, średniaki o imieniu Legion, które po przesłuchaniu wypadają z głowy by nigdy tam nie wrócić. Dla każdego ten Legion jest inny i tak się złożyło, że dla mnie właśnie powrócił w istocie Devouring Chaos. Jak już powiedziałem, goście chcą być jak Cannibal Corpse i naśladują kultowy zespół z lewa i prawa. Do tego czasami zza ramienia Kanibali wystają inspiracje Pathology, ale w mniejszych dawkach. Utwory składają się głównie z chaosu, jak u florydzkiej legendy, tylko że to po prostu nie jest ten poziom. Riffy są raczej nijakie i do tego nieczytelne, śmierdzące w niefajny sposób i zamulone. O perkusji powiem, że jest i nic więcej. To samo o większości utworów, których po prostu nie pamiętam, za wyjątkiem dwóch. Pierwszy z nich, Haunted, zapadł mi w pamięć ze względu na wokalne figle które nazwałbym pig squealem/czymś w stylu slamowego „breeeee”, gdybym nie zasmarkał się ze śmiechu przez ich wykonanie. Zresztą żarcik ten pojawia się później jeszcze kilkakrotnie i za każdym razem atakował znienacka. A drugim utworem jest Brainless i jego breakdowny. Albo jestem głuchotępy i nie mam poczucia rytmu, albo one są po prostu krzywe. Tak czy siak nie podoba mi się to.
Przykro mi mówić, ale jak dotąd to najsłabsza pozycja pod szyldem Przegniłej Muzy. Jeżeli masz pomysł, drogi Czytelniku/Czytelniczko, zapoznać się z HR, szczerze radzę: lepiej odpal Tomb Of The Mutilated. To samo, a lepiej.
Ocena: 4/10
- Ayyur – „The Lunatic Creature” (2018) - 13 lipca 2019
- Psychopathic – „Phases” (2018) - 6 lipca 2019
- Himura – „Exterminio” (2016) - 30 czerwca 2019
Tagi: 2015, chcę być jak Cannibal Corpse ale mi nie wychodzi :C, death metal, Devouring Chaos, Horrendous Rebirth, kapitan bajeczny, recenzja, Rotten Music.






