Kojarzycie takie wieczory, kiedy plucha i słota na dworze, człek wraca styrany do domu przemarznięty i przemoczony do kości i jedyne, czego ciało i dusza pragną, to jakaś gorąca strawa, ale nie taka jakakolwiek, nie, że bigos z wczoraj – potrzebny jest kojący comfort food? Nie musi być najzdrowszy ani zdrowy w ogóle, nie musi być pożywny, ale za to musi poprawiać humor i niejako resetować wszystkie trudy dnia. Taki comfort food w formie muzycznej serwuje Hypnosaur na swoim debiutanckim LP Doomsday.
Sam tytuł Doomsday nie jest jakoś specjalnie oryginalny, muzyka na albumie też zresztą nie, bo nie taki był zamiar. Hypnosaur serwuje nam comfort food z gatunku przebojowy stonerek, fajny do potuptania i relaksu. Jest to danie jednogarnkowe, ale na ogniu wrze sporo składników. W zasadzie, jeśli kto bardziej osłuchany z tymi rejonami muzycznymi, to skojarzeń odnajdzie bardzo szybko bardzo wiele. Sporo z nich prowadzić będzie np. w stronę Greenleaf, bardziej przebojowych i radiowych momentów z karier choćby Planet of Zeus czy Stoned Jesus. Łatwo z tego wyczytać, że Hypnosaur ma spore szanse na to, żeby zaistnieć w świadomości rodzimej publiki, która dość łatwo chłonie tego typu rzeczy.
Przepis na Doomsday wydaje się być zarazem prosty i trudny – napisz fajną, rockową piosenkę z radiowym refrenem (to jest ta trudniejsza część), a potem przefiltruj ją przez wszystkie scenowe brzmieniowe klisze. Efekt jest naprawdę fajny. Hypnosaur czasami bujnie się w stronę Bloody Hammers, bo zafunduje takie klawisze, że o ja (dostajemy je na dzień dobry w tytułowym utworze), czasami uprości wszystko, żeby zjechać w relaksujące pustynne klimaty a’la Truckfighters, a czasami podejdzie do tematu trochę bardziej rock’n’rollowo, jak np. w Godfucker. Wszystko to jest oprawione brzmieniem, które przy tego typu fajnym, rozrywkowym graniu jest strzałem w dziesiątkę, bo nie jest przesadzone. Widać, że nie ciągnęło tu nikogo w ekstrema, a wszystkim rządziła po prostu piosenka. Dlatego mamy nieprzesadne bębny, fajny, ciepły bas, i klasyczne gitary, okazjonalnie też czerpiące z klasyków klawiszki. I obłędnie melodyjne, czyste wokale, które naprawdę robią robotę. Rzućcie zresztą okiem na nazwiska gości, którzy odpowiadali za brzmienie, i będziecie wiedzieli, że lipy nie ma.
Okej, czasami te piosenki wydają mi się zbyt proste, jakby zrobione nieco w pośpiechu, byleby tylko zamknąć temat. Czasami brakuje mi jakiegoś większego pokombinowania, jakiegoś zawijasa, czy to w postaci ciekawszego przejścia na bębnach, bardziej wykręconej solówki czy chwilowego odejścia od sprawdzonych formuł w aranżach. Hypnosaur oddają mi to jednak w chwytliwości swojej muzyki – w pisaniu wpadających w ucho refrenów są naprawdę dobrzy.
Przyznam jednak, że mam problem z traktowaniem Doomsday jako zamkniętego dzieła. Nie szukam w tym albumie jakiegoś ogólnego zamysłu. Traktuję go utylitarnie – jako zbiór piosenek, które mogą mi poprawić nastrój w poniedziałek rano kiedy wszystko jest fe. To trochę jak gdybym zrobił sobie playlistę na Spotify z fajnymi numerami, które mogę odpalić na domówce ze świadomością, że będzie dobry klimacik, ale nie będzie jednocześnie zbytniej boruty. Bardzo bezszwowo mi się w takiej formule ten album łączy z nagraniami kolegów po fachu z The Heavy Clouds czy Octopussy.
No i pewnie, że słyszeliście to wszystko już wiele razy, gówno mnie to obchodzi, możecie usłyszeć sto pierwszy. Być może nie jest to album, który zawładnie waszymi sercami, duszami, czy co tam macie, ale na pewno nie zawiedzie, zrobi swoją robotę. A dobry rzemieślnik to cenna rzecz.
Aha, skoro od jedzenia zaczęliśmy, to jeśli lubicie placki, zwróćcie uwagę na Doomsday w wersji winylowej, bo BRZMIONKO. Ale nie dajcie sobie narzucić czegokolwiek, panowie będą wdzięczni za parę złociszy na Bandcampie również. Link poniżej, smacznego.
8,5/10
Hypnosaur na feju -> tutaj
Sprawdź też: Wij, Clutch, Hydra, Jesus Chrysler Suicide, Narbo Dacal
- Formis – „Bestiarius” (2025) - 10 lutego 2026
- Corruption – „Tequila Songs & Desert Winds” (2025) - 15 listopada 2025
- Leash Eye – „Destination:125” (2025) - 15 maja 2025






