Po sześcioletniej studyjnej przerwie rzeszowski Jesus Chrysler Suicide wypuścił wiosną tego roku swój ósmy album. W archiwalnych notkach prasowych wyczytać można, że materiał miał ukazać się wcześniej – singiel Taste of Heaven pojawił się już w 2020 roku. Jak mniemam, pandemiczny czas trochę pokrzyżował plany zespołu, a być może przyszły inne przeciwności losu. Nie bez pewnego zdziwienia odnotowałem, że to już tyle czasu – ostatni krążek grupy, Wybaczam wam wszystko, miałem okazję recenzować na łamach Kvlt i zdawało mi się, że było to niedawno. Cóż, lata przeciekają nam przez palce niepostrzeżenie. Na sicie wspomnień zostają dobre płyty.
Jak wrażenia? Pierwsze takie, że mniej na Rexpublica Lunatica industrialnych wtrętów niż na poprzednim wydawnictwie. Elektronika przewija się raczej w tle, w klawiszowych plamach, w jakichś programowanych fragmentach, nie gra jednak pierwszych skrzypiec, czasem zupełnie ustępując miejsca konkretnemu, wręcz metalowemu riffowaniu. A przecież Jesus Chrysler Suicide przyzwyczaił do tego typu industrialnej stylistyki. Choć pierwsze dźwięki Letter to the Lord kojarzą się trochę z retrosyntezatorowym On the Run Pink Floyd, a sama aranżacja ma w sobie jeszcze sporo z dawnego stechnicyzowanego ducha, to później zespół zaczyna kombinować z mięsistymi, mocno zagranymi wariacjami na tematy, które przewijają się we współczesnej muzyce hardrockowo-groove metalowej.
Nie brak tu jednak pewnej dozy wzniosłości, lekkiego tchnienia nowofalowego klimatu. Coś jakby Mastodon, Acid Drinkers i Killing Joke spotykali się na wspólnym jamie. Stare miksuje się z nowym, bo to płyta i aktualna, i w duchu lat 90. Nieco dostojna maniera w wokalu Tomka Rzeszutka miksuje się z brudem i nieokrzesaniem (Dance Macabre wypada wręcz stonerowo) oraz mocą. Proporcje różnych składników są dobrze wyważone. Jedyną drobną stylistycznie woltę stanowi tutaj może skoczna piosenka Fields of Joy. Ale przecież już taki Vanity Fair ma riff brzmiący wręcz slayerowsko. Na pewno tempa nie lecą na płycie na złamanie karku: – dobitnie wybrzmiewają tu nuty i słyszalny jest pewien rozmach.
Tekstowo płyta ociera się o współczesne problemy, te bliskie i dalekie, być może uciekając od doraźnej, podanej wprost publicystki. W większości są to liryki Jacka Sadły. Chyba bardziej doceniałem, gdy zespół używał rodzimej mowy. Nie dlatego, że ze mnie taki patriota, co by promował modne w latach 60. hasło: „Polska młodzież śpiewa polskie piosenki” – po prostu rzadko ktoś pisze naprawdę celne teksty w języku nam najbliższym, a formacji Jesus Chrysler Suicide to się udawało. Rozumiem jednak, że zespół celuje też w odbiorców spoza Polski. I pewnie słusznie – są argumenty, by Rexpublica Lunatica spodobała się też zagranicznym słuchaczom. Powodzenia zatem!
Wszystko brzmi spójnie, dosyć organicznie i podane jest z jakąś wizją. Stojący za konsoletą Haldor Grunberg zadbał, by szereg inspiracji i pomysłów, mimo wszystko dość różnorodnych, choć stylistycznie niekoniecznie sobie dalekich, zmieszany został bez niepotrzebnego chaosu. Sprawdzić nowy album JChS na pewno powinni także ci słuchacze, którym ostatnia płyta nie przypadła do gustu lub którzy niekoniecznie wnikliwie śledzili twórczość grupy. Rzeszowianie spróbowali nowych rozwiązań, zachowując swoją tożsamość. Wyszło im ciekawie.
Ocena: 7/10
Oficjalna strona zespołu na Facebooku
- Benzyna – „Pajac kultury” (2026) - 20 kwietnia 2026
- Infernal Codex – „Fog of Forgotten Souls” (2026) - 13 lutego 2026
- StygmatH – „Burning Memories” (2026) - 13 lutego 2026
Tagi: 2022, album, Alternative Rock, cd, Hard Rock, Heavy Metal, independent music, industrial, Jesus Chrysler Suicide, metal, polski rock, recenzja, review, Rexpublica Lunatica, rock.







