Kanonenfieber – „Die Urkatastrophe” (2024)

Kanonenfieber "Die Urkatastrophe" (2024)

Ledwie opadł kurz po wystrzale z Grubej Berty już osiadł, a wierni poddani Kajzera już przygotowali kolejne natarcie na linię wroga. Po spektakularnym debiucie z 2021 roku („Menschenmühle”), niemiecki Kanonenfieber powraca na front Wielkiej Wojny, by znów dać nam lekcję okopowej historii. Rolę armat przejmują tu perkusyjne blasty, serie z karabinów zastępują gitarowe riffy, a na czele dywizji stoi niezastąpiony Noise.

Od początku miałem pewien problem z najnowszym drugim długorajem tej formacji, co spowodowane było ambiwalentnymi uczuciami, jakie towarzyszyły mi podczas pierwszych odsłuchów albumu. Z jednej strony czekałem na kontynuację świetnego „Menschenmühle”, po drodze zachwycając się epkami „Yankee Division”, „Der Füsilier” i „U​-​Bootsmann”. Z drugiej jednak, miałem obawy, czy „Die Urkatastrophe” jest w stanie sprostać wymaganiom fanów melodyjnego black metalu inspirowanego pierwszą wojną światową.

Efekt końcowy był odwrotny do wrażeń, jakie wywarł na mnie debiutancki album Kanonenfieber. Tym razem byłem daleki od włączenia opcji zapętlenia krążka, odkładając go na wirtualną półkę serwisu streamingowego. Musiał minąć jakiś miesiąc, żebym w końcu docenił to, co Noise i spółka przygotowali na „Die Urkatastrophe”.

W oczekiwaniu na pełną wersję drugiego LP, Kanonenfieber zaprezentował w sieci single z tej płyty. Mieliśmy okazję zapoznać się z pojedynczymi epizodami tej ścieżki wojennej za sprawą numerów „Menschenmühle”, „Panzerhenker”, „Der Maulwurf” oraz „Waffenbrüder”. Trzeba przyznać, że wybór był idealny, bo kompozycje te zdają się perfekcyjnie kontynować wypracowany przez lata styl niemieckiej kapeli, który sprawia, że muzyka z pogranicza melodyjnego blacku i death metalu jest przystępna nawet dla osób, które na co dzień nie słuchają tych gatunków. Ansambl wyznacza własny kierunek, dzięki czemu niemożliwe jest postawienie znaku równości między Kanonenfieber a innymi projektami traktującymi o Wielkiej Wojnie. Odłóżmy na bok wszelkie porównania do amerykańskiego Minenwerfer oraz ukraińskiego 1914.

Die Urkatastrophe” to album, który ma prawo starzeć się jak wino. Na pewno zyskuje przy bliższym poznaniu, choć zebrany tutaj materiał jest dość bezpieczny. Artyści postawili bowiem na rozwiązania znane z debiutanckiej płyty – podobnie brzmiące intro, przeplatanie muzyki z fragmentami wypowiedzi samego Kajzera Wilhelma II Hohenzollerna, a także akustyczne zakończenie. Pod względem długości oba albumy dzielą tylko trzy sekundy, choć na nowym placku mamy łącznie 12 utworów, podczas gdy „Menschenmühle” składało się z 9 kompozycji.

Przy okazji warto dodać, że nowe utwory Kanonenfieber wypadają doskonale podczas koncertów na żywo. Muzycy oferują prawdziwie teatralne przedstawienia, które są świetnie dopracowane zarówno od strony muzycznej, jak i wizualnej. O tym polscy fani będą mogli przekonać się już w drugiej połowie listopada podczas dwóch koncertów w Gdańsku i Krakowie.

Metal inspirowany Wielką Wojną w wydaniu Kanonenfieber to klasa sama w sobie. Choć nowy album Niemców nie jest pozbawiony wad, do jednak z czasem coraz przyjemniej mi się do niego wraca. Wciąż jednak poprzednie dokonania kapeli stawiam nieco wyżej, ale i tak  „Die Urkatastrophe” zasługuje na pochwały. Pora odświeżyć pikielhauby i dać się ponieść ciężkiemu graniu Für Kaiser, Gott Und Vaterland!

Kanonenfieber w serwisie Bandcamp.

Kanonenfieber na Facebooku.

Kanonenfieber na Instagramie.

vlad
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , , .